Reklama
1 października studenci, po półtora roku nieobecności, wrócili do nauki stacjonarnej. Każda szkoła wyższa ustaliła własne zasady bezpieczeństwa z uwagi na COVID-19. Niektóre zdecydowały się wprowadzić bardziej restrykcyjne zasady, np. nauczanie hybrydowe, zajęcia tylko w małych grupach, a wykłady jedynie online. Inne w pełni powróciły do nauki stacjonarnej, ale przy zachowaniu zasad – maseczki, dezynfekcja, dystans, wietrzenie.
Nierespektowane zasady
Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej (KKHP) zapytał, jak wygląda przestrzeganie reguł bezpieczeństwa na uczelniach. Z zebranych odpowiedzi wynika, że z respektowaniem covidowych zasad nie jest najlepiej.
„Na filozofii i etnologii, gdzie w tym roku prowadzę zajęcia, gros ludzi nosi maski, ale w obu miejscach nie wszyscy – w zależności od liczebności grupy jest to kilka lub kilkanaście osób, ale zawsze są jakieś osoby bez osłony twarzy. Wietrzenie sal jest raczej umowne”. „Uniwersytet Wrocławski. Część osób nosi maski w korytarzu. W salach lekcyjnych absolutnie nikt (byłem jedyną osobą, potem dałem sobie spokój – co prawda grupy są małe maksymalnie pięcioosobowe). W bibliotece przynajmniej spytali, czy byłem zaszczepiony, i powiedzieli, że jeśli tak, to nie muszę nosić maseczki”. „Kanclerz wydał zarządzenie, w którym określił, że sale mają być dezynfekowane po każdych zajęciach. Ale nie ma personelu, który mógłby to robić. Mniej lub bardziej delikatnie sugeruje się, że mają to robić wykładowcy albo studenci. W salach nie ma płynów do dezynfekcji powierzchni. Sale są zdecydowanie za małe w stosunku do liczby studentów w grupach. Część jest podczas zajęć szczelnie wypełniona. Studenci zajmują wszystkie dostępne przed pandemią miejsca. Podobnie jest z wymogiem wietrzenia sal. Mimo że mają duże okna, to większa część nie ma klamek”. To tylko część zebranych przykładów. Eksperci obawiają się, że z uwagi na takie podejście liczba zakażonych będzie rosnąć lawinowo. A przestrzeganie covidowych zasad na uczelniach jest szczególnie istotne – studenci przyjeżdżają na studia z różnych miast, mieszkają w akademikach, a na weekendy często wracają do rodzinnych domów, mogą więc rozsiewać wirusa po całej Polsce. Aby zapobiec lockdownowi, KKHP planuje zorganizować konferencję na temat przestrzegania zasad bezpieczeństwa na uczelniach. Chce nagłośnić problem i zaprosić do tzw. ratunkowego okrągłego stołu wszystkich uczestników środowiska akademickiego – studentów, rektorów, przedstawicieli resortu nauki oraz epidemiologów.
Sprzeczne zdania
Na problem zwraca też uwagę rzecznik praw studenta. – Jestem zasypywany pytaniami związanymi z zasadami panującymi na uczelniach w nowym roku akademickim – przyznaje Mateusz Kuliński, rzecznik praw studenta Parlamentu Studentów RP.
Studenci mają skrajnie różne uwagi na temat panujących na uczelniach wymogów. – Część skarży się na to, że ma ograniczony dostęp do zajęć stacjonarnych, bo nadal wiele z nich, zwłaszcza wykładów, prowadzonych jest online. W ich ocenie skoro poświęcają czas na studiowanie, to chcą kształcić się w zwykłym trybie, a nie zdalnym, szczególnie jeżeli płacą za te studia z własnej kieszeni. Natomiast inni uważają, że zobowiązanie ich do kształcenia w trybie stacjonarnym naraża ich zdrowie i życie, więc domagają się właśnie zajęć online. Proszą mnie o porady, jak wymusić na uczelni dostosowanie zajęć do ich potrzeb – wskazuje Kuliński.
Niektóre uczelnie oczekują od studentów noszenia maseczek, ale od wykładowców już nie. Inne wymagają szczepień. Jednak to przekroczenie uprawnień, bo zgodnie z obowiązującym stanem prawnym takich wymogów nie mogą wprowadzać, a nawet nie mogą pytać, który student jest zaszczepiony, a który nie. Rząd rozważał wprowadzenie takiej możliwości, ale na razie prace nad projektem specustawy covidowej autorstwa Ministerstwa Zdrowia stanęły. Pierwotnie miał być przyjęty przez Radę Ministrów do końca września br., jednak nie został on nawet przesłany do konsultacji. ©℗
Niektóre uczelnie oczekują od studentów noszenia maseczek, ale od wykładowców już nie