Fundacja Rzecznik Praw Rodziców zgłosiła kilka dni temu w Sejmie inicjatywę ustawodawczą, aby rodzice mieli prawo wyboru, czy posyłać dziecko do przedszkola. Od 2011 r. pięciolatki są objęte takim obowiązkiem. Okazuje się, co potwierdzają nam dyrektorzy przedszkoli, że bywa on fikcją. Wystarczy, że rodzice powiedzą, że maluch często łapie infekcje i stąd jego ciągłe nieobecności.

– Nawet jeśli dziecko zostanie zapisane do przedszkola i tylko czasami będzie się w nim pojawiało, to i tak zostanie uznane, że spełniło obowiązek rocznego wychowania przedszkolnego – przyznaje Anna Kozińska, nauczycielka dyplomowana z przedszkola nr 269 w Warszawie. Zastrzega, że byłoby lepiej, gdyby pięciolatek uczęszczał do placówki, bo wtedy łatwiej byłoby mu rozpocząć naukę w szkole.

Jak wskazuje Małgorzata Księżopolska, wicedyrektor Niepublicznej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej „Edukacja” w Warszawie, najwięcej przypadków nieposyłania pięciolatków do przedszkoli jest w małych miejscowościach. – Placówki bywają tam znacznie oddalone od domu. Dzieci często pozostają w gospodarstwie z dziadkami – wyjaśnia.

Czego pięciolatek uczy się w przedszkolu

Czego pięciolatek uczy się w przedszkolu

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Nieważna frekwencja

Z art. 14 ust. 3 ustawy z 7 września 1991 r. o systemie oświaty (t.j. Dz.U. z 2004 r. nr 256, poz. 2572 ze zm.) wynika, że pięciolatki mają obowiązek uczęszczać do przedszkola. Jej art. 14b ust. 1 zobowiązuje rodziców do zgłoszeniem dziecka do takiej placówki i zapewnienia jego regularnego udziału w zajęciach.

Jeśli opiekunowie nie posyłają pięciolatka do przedszkola, to na początku dyrektor może wysłać im upomnienie. Potem niewypełnianie obowiązku przedszkolnego teoretycznie podlega egzekucji administracyjnej na podstawie art. 20 ust. 1 ustawy o systemie oświaty, przy czym jest ona powinnością dyrektora właściwego przedszkola. Następnie obowiązek ten może starać się wyegzekwować sąd, który ma prawo – nawet kilkakrotnie – nakładać na rodziców grzywnę w celu przymuszenia (maksymalnie do 50 tys. zł).

Żaden z naszych rozmówców nie zna jednak przypadku, w którym tryb ten zostałby uruchomiony.

– Jeśli dziecka nie ma dłużej niż 50 proc. dni w danym miesiącu, to nie ścigamy jego rodziców. Wystarczy, że poinformują nas, że jest np. chore – uspokaja Dorota Kizner, dyrektor przedszkola nr 1 w Andrychowie. Dodaje, że usprawiedliwienie może być ustne, nawet w przypadku długotrwałej nieobecności nie jest wymagane zaświadczenie od lekarza.

– Dzwonimy do rodziców i pytamy, co się dzieje, jeśli dziecka nie ma ponad miesiąc. Gdy opiekun informuje nas, że ciągle choruje, to takie wyjaśnienie przyjmujemy za wystarczające. Prosimy tylko rodziców, aby starali się w domu przygotowywać dziecko do pójścia do szkoły – potwierdza Mariola Mońko, dyrektor przedszkola nr 2 w Łowiczu.

– Dyrektorzy powinni powiadamiać o nieobecnościach organ prowadzący, czyli gminę. Prawo rzeczywiście wskazuje, że wyjaśnienia rodziców zamykają całą sprawę egzekucyjną – podkreśla Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

Według niego wójtom i burmistrzom nie zależy na ściganiu rodziców pięciolatków, którzy przecież zabierają w przedszkolu miejsce młodszym dzieciom.

Bez poradni do szkoły

– Pięciolatek może więc pokazać się na kilka dni i później nie uczęszczać do placówki, bo np. ciągle choruje. Nie zostanie na kolejny rok w przedszkolu, jeśli np. w większości dni nie był obecny – przyznaje Anna Wietrzyk, rzecznik prasowy Śląskiego Kuratorium.

W przypadku uczniów ponad 50 proc. nieobecności skutkuje najczęściej pozostaniem kolejny rok w tej samej klasie lub koniecznością komisyjnego zaliczania poszczególnych przedmiotów. Ciągle nieobecny w przedszkolu pięciolatek nie musi nawet odwiedzić poradni psychologiczno-pedagogicznej, która mogłaby ocenić, czy jest gotowy do podjęcia nauki w szkole. Taka opinia jest wymagana, jeśli rodzic pięcioletniego dziecka chciałby, by od razu trafiło ono do pierwszej klasy (taka możliwość jest od tego roku).