Obecnie każdy młody badacz w szkole doktorskiej otrzymuje stypendium doktoranckie. Wynosi ono nie mniej niż 2,3 tys. zł, jeżeli jest jeszcze przed oceną śródokresową, natomiast po jej pozytywnym przeprowadzeniu świadczenie wzrasta do co najmniej 3,6 tys. zł. Naukowiec może też otrzymywać pensję, jeżeli np. bierze udział w projekcie badawczym.
Resort nauki uważa jednak, że obecnie uczelnie są nadmierne obciążone kosztami wynagrodzeń i stypendiów równolegle wypłacanych doktorantom. Dlatego proponuje przepis, zgodnie z którym ci, którzy będą zarabiać za dużo, zostaną pozbawieni prawa do stypendium. Za dużo, czyli ile? Chodzi o wynagrodzenie w wysokości co najmniej 150 proc. kwoty stypendium doktoranckiego, które przysługuje z tytułu zatrudnienia w związku z realizacją projektu badawczego. Co ważne, nowa regulacja nie będzie stosowana do osób zatrudnionych przed wejściem w życie noweli.
MEiN wyjaśnia, że pensje doktorantów pracujących przy pracach naukowych sięgają czasem nawet 10 tys. zł brutto. – Proponowane rozwiązanie wyeliminuje przypadki, w których dochodziłoby do podwójnego obciążenia podmiotu prowadzącego szkołę doktorską, zmniejszy też do pewnego stopnia dysproporcję w nakładach ponoszonych przez uczelnie na poszczególne grupy doktorantów – uzasadnia resort edukacji.
Reklama
– W praktyce przepis ten oznacza, że jeżeli doktorant za pracę przy projekcie badawczym będzie otrzymywać powyżej 3,5 tys. zł (jeżeli jest przed oceną śródokresową) bądź 5,5 tys. zł (po ocenie), zostanie pozbawiony prawa do otrzymywania stypendium – wyjaśnia Jarosław Olszewski, przewodniczący Krajowej Reprezentacji Doktorantów.
Dlatego ministerialna propozycja budzi obawy. – Logiczne wydaje się, że rozwiązanie miało na celu unikanie podwójnego finansowania w przypadku grantów przewidujących stypendia doktoranckie, takich jak Preludim Bis czy Opus, niemniej wprowadzenie odgórnego limitu może działać demotywująco i zniechęcać młodych naukowców do udziału w projektach badawczych, szczególnie zagranicznych, skoro będą pozbawieni stypendium, które przecież mają zagwarantowani wszyscy uczestnicy szkół doktorskich – mówi Jarosław Olszewski.
Dziwi się też, że resort nie konsultował tej zmiany. – Jesteśmy zaniepokojeni formą, w jakiej ten przepis został zaproponowany – w projekcie, który dotyczy innej materii i to już po przeprowadzeniu konsultacji społecznych, nie dając nam szansy na zajęcie stanowiska w imieniu społeczności doktoranckiej – mówi Jarosław Olszewski.
Resort przekonuje, że wprowadzenie zmian jest konieczne, bo koszty wynagrodzenia i stypendium stanowią dla uczelni prowadzących szkoły doktorskie istotne obciążenie. – Sytuacja ta stawia je przed dylematem – czy wobec ograniczonej ilości środków finansowych w ogóle zasadne jest aplikowanie o realizację projektów badawczych, i często prowadzi do rezygnacji ze składania wniosków. Zaniechanie zaś realizacji cennych projektów negatywnie przekłada się na rozwój i pozycję instytucji systemu szkolnictwa wyższego oraz polskiej nauki w świecie, a także na wysokość środków pozyskiwanych w ramach zagranicznych konkursów grantowych. Celem proponowanej zmiany jest właśnie usunięcie problemów dotyczących aplikowania i zachęcenie uczelni do ubiegania się o najbardziej ambitne granty – argumentuje MEiN.
Z projektu noweli wynika, że wyłączenie prawa do stypendium doktoranckiego będzie dotyczyło jedynie okresu zatrudnienia doktoranta przy projekcie badawczym. Po jego zakończeniu albo w przypadku pobierania wynagrodzenia w kwocie niższej niż 150 proc. stypendium będzie otrzymywał to świadczenie. ©℗
141 tyle jest szkół doktorskich
Etap legislacyjny
Projekt ustawy po konsultacjach