Reklama
Od wczoraj klasy I–III szkół podstawowych uczą się w trybie hybrydowym (część uczniów nadal zdalnie). Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki, zapowiada jednak, że po majówce do nauki stacjonarnej mogą wrócić kolejne roczniki podstawówek, a w kolejnych tygodniach w placówkach pojawią uczniowie szkół ponadpodstawowych (patrz infografika). Jeśli optymistyczne zapowiedzi resortu edukacji się spełnią, dzieci i młodzież trafią do szkół w najbardziej gorącym okresie roku szkolnego. Miesiąc przed jego zakończeniem, czyli pod koniec maja, uczniowie muszą już bowiem poznać proponowane oceny końcowe z poszczególnych przedmiotów.
Rodzice obawiają się, że po powrocie do szkół dzieci i młodzież czeka wielkie testowanie wiedzy nabytej w trakcie zdalnej nauki. – Będzie to masowe zjawisko, bo egzaminy próbne wypadły słabo. Po powrocie do szkół zostanie więc dzieciom dokręcona śruba, zwłaszcza że sami nauczyciele przyznają, że tylko w połowie zrealizowali materiał – ostrzega Adam Mazurek z Ogólnopolskiego Strajku „Dzieci do szkół!”

Reklama
Przyznaje jednak, że nauka zdalna sprawiła, że uczniowie trójkowi stali się nagle piątkowymi. – To jednak nie powód do udowadniania dziecku, że nie zasługuje na taką notę. Dyrektor powinien zalecić nauczycielom, aby odpuścili chociaż w części sprawdziany, bo ten rok i tak jest stracony – apeluje.
Konieczna weryfikacja
Szefowie placówek oświatowych przyznają, że nauczyciele będą sprawdzać, czy lepsze wyniki uczniów podczas pandemii są w pełni zasłużone. – Otrzymujemy sygnały, że część uczniów nie chce wracać do nauki w placówce, bo się boi sprawdzianów i odpytywania przez nauczycieli. Ale przecież taka jest rola szkoły. Musimy zdiagnozować uczniów, aby od września móc nadrabiać zaległości i tworzyć dodatkowe kółka zainteresowań. Do tego konieczne są sprawdziany. Chcemy rzetelnej informacji o stanie wiedzy naszych uczniów, a te kilka tygodni, które pozostały do końca roku szkolnego, pomoże nam to zweryfikować – mówi Anna Sala, dyrektor I Liceum Ogólnokształcącego w Suchej Beskidzkiej.
Podkreśla, że im wcześniej uczniowie wrócą do nauki stacjonarnej, tym lepiej, bo ta sytuacja pokazuje, jak bardzo dzieci oraz ich opiekunowie odwykli od warunków szkolnych. Przypomnijmy, że uczniowie klas IV–VIII szkół podstawowych i ponadpodstawowych od 26 października 2020 r. bez przerwy uczą się w formie zdalnej. Nauczyciele zdają sobie sprawę, że wielu z nich pomagają rodzice i korepetytorzy, stąd zdarza się, że przeciętni uczniowie zdobywają nagle bardzo dobre oceny. Dlatego przy każdej takiej nocie zamieszczają informację, że jest ona zdobyta podczas nauki zdalnej.
Apele, nie zakazy
– Nikt nie lubi być oszukiwany, a dochodzą do nas informacje o osobach, które za opłatą piszą klasówki za uczniów. Trzeba więc się nastawić na masową weryfikację zdobytych do tej pory ocen. Dlatego sprawdziany są nieuniknione. Podejrzewam, że wtedy wyniki drastycznie spadną – przyznaje Grzegorz Gębka, dyrektor IV Liceum Ogólnokształcącego w Lublinie.
Jacek Rudnik, wicedyrektor Szkoły Podstawowej nr 11 w Puławach, nie ma złudzeń, że nauczyciele ostatnie tygodnie nauki poświęcą na urealnienie ocen zdobytych przez uczniów. – Będziemy apelować, aby nie przesadzali ze sprawdzianami i kartkówkami. Nie mogę im jednak tego zakazać, bo uczący samodzielnie realizują podstawę programową – podkreśla.
Tłumaczy, że jedynym ograniczeniem dla masowych sprawdzianów są zapisy statutowe stanowiące, że godzinnych klasówek nie może być więcej niż dwie w tygodniu. – Myślę, że nauczyciele będą te terminy rezerwować, ale nie mogą tego limitu przekroczyć – dodaje.
Grzegorz Gębka przyznaje, że dla wszystkich lepiej byłoby, gdyby w tym roku nauka zdalna dla uczniów trwała do końca roku szkolnego. – Zostało mało czasu, bo już pod koniec maja musimy zaproponować uczniom oceny końcowe. Do tego mamy na głowie matury – mówi.
Można kwestionować
W starciu z nauczycielami nastawionymi na testowanie wiedzy uczniowie i opiekunowie nie mają zbyt dużych szans.
– Rodzice powinni pilnować zapisów statutu. W większości szkół przewiduje on, że godzinny sprawdzian powinien być zapowiedziany co najmniej tydzień wcześniej, tygodniowo nie może być ich więcej niż dwa. Nauczyciele muszą tego przestrzegać – radzi Beata Patoleta, adwokat, ekspert ds. prawa oświatowego.
Przypomina, że nie można też weryfikować wiedzy, która nie została przekazana przez nauczyciela lub zostało to zrobione w sposób nieudolny lub niewystarczający. – Wielu pedagogów ograniczało się do zadania uczniom do przeczytania rozdziału z podręcznika, a to zbyt mało, aby wymagać znajomości podstawy programowej – podkreśla ekspertka. ©℗
Ostatnie tygodnie w szkole