Unia Europejska powinna określić minimalny poziom środków PKB, który jest kierowany na naukę i szkolnictwo wyższe przez każdy kraj członkowski - mówi prof. Wiesław Banyś, rektor Uniwersytetu Śląskiego, przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich w rozmowie z Urszulą Mirowską-Łoskot.

Przed nami wybory do europarlamentu. Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP) zadała pytania różnym partiom: o co będą zabiegać w UE. Czego domagają się rektorzy?

Wspólnie z Niemiecką i Francuską Konferencją Rektorów, KRASP przedłożyła partiom delegującym swoich kandydatów do Parlamentu Europejskiego siedem pytań dotyczących ich wizji najważniejszych kwestii rozwoju szkolnictwa wyższego i nauki w Europie i trzy pytania narodowe, dotyczące tych samych kwestii w odniesieniu do poszczególnych krajów. Naszą intencją było bardziej poznanie poglądów naszych partii na te kwestie, a mniej wskazywanie tego, co byśmy chcieli. Niemniej jednak, w tle naszych pytań, były, oczywiście, pewne propozycje, np. postulat naszych trzech konferencji, aby wydatki na modernizację i rozwój szkolnictwa wyższego, naukę i innowacje nie było traktowane jako prosty koszt, ale jako inwestycja, i w konsekwencji, aby wydatki te nie były uwzględniane w obliczaniu krajowego limitu deficytu budżetowego. Chcielibyśmy także, aby nasi przedstawiciele w Parlamencie Europejskim wypracowali rozwiązanie, które określi minimalny poziom % PKB środków budżetowych kierowanych na naukę i szkolnictwo wyższe w poszczególnych krajach UE.

Jaki procent PKB na naukę i szkolnictwo wyższe jest obecnie w Polsce?

Reklama

Według informacji przekazanej nam przez przedstawicieli resortu tylko na badania naukowe wyniósł w roku ubiegłym 0,32% PKB. Oznacza to, że spadł w stosunku do i tak niezbyt dużej wartości 0,36% PKB, jeszcze kilka lat temu. Na całe szczęście, przynajmniej do 2020 r., mamy duże pieniądze europejskie, które z powodzeniem były i będą wykorzystywane na potrzeby rozwoju infrastruktury i modernizacji naszych uczelni i wspólnych projektów z otoczeniem społeczno-gospodarczym i ogromne środki, niezwykle trudne do pozyskania, w ramach kolejnej edycji unijnego programu wspierania Nauki i innowacji, Horyzont 2020. Natomiast, powinniśmy mieć plan, i skuteczne sposoby weryfikacji jego realizacji, dochodzenia do ogłoszonego w Krajowym Programie Reform poziomu 1,8% PKB w r. 2020 na badania naukowe i rozwój (z czego połowa ma być środkami budżetowymi, a druga połowa ma pochodzić z gospodarki). Przypomnijmy, że założenia Strategii Europa 2020 mówią o poziomie 3% PKB przeznaczanych w r. 2020 na badania i rozwój w UE.

Czy podnoszenie środków na szkolnictwo wyższe w dobie spadającej liczby studentów jest uzasadnione?

Reklama

Ależ oczywiście! Mówimy o spadku liczby studentów, ale zapominamy o tym, że przecież, przeciętnie, w roku 2012, przypadało w Polsce ok. 17 studentów na nauczyciela akademickiego. Średnia UE to ok. 12 studentów. Spadek liczby kształcących się na uczelniach mniej więcej o 30%, przy utrzymaniu liczby nauczycieli akademickich, doprowadziłby nas do tej średniej. To pozwoliłoby nam na rzeczywiste budowanie relacji mistrz – uczeń, która, przy aktualnej liczbie studentów jest trudna do zrealizowania.
Dodajmy także, że wydatki budżetowe na jednego studenta nie przekraczają w Polsce 3 tys. euro na rok w stosunku do średniej 6 tys. euro w krajach UE. To oznacza, że spadek liczby studentów o 50% doprowadziłby dopiero do średniej unijnej. Niż demograficzny zatem, po okresie wielkiego boomu edukacyjnego z lat ’90, powinniśmy traktować jako szansę na wyrównywanie sytuacji polskiego szkolnictwa wyższego w porównaniu innych krajach UE.

Zapewnienie środków na naukę i szkolnictwo wyższe to jedno. Wciąż jednak rektorzy mają uwagi dotyczące, jakimi kryteriami kieruje się rząd, wydzielając je dla uczelni. Minister nauki i szkolnictwa wyższego zapowiadała, że wspólnie z rektorami wypracuje zmianę sposobu finansowania uczelni. Czy obecnie już wspólnie pracują państwo nam nowymi zasadami?

Uzgodniliśmy z panią minister prof. Leną Kolarską-Bobińską w czasie naszego pierwszego spotkania z początkiem grudnia ubiegłego roku, że będziemy przygotowywać wspólnie strategię rozwoju szkolnictwa wyższego do 2020 r. KRASP ma bardzo dobry punkt wyjścia do jej opracowania. Od 2009 r. dysponujemy środowiskową strategią rozwoju szkolnictwa wyższego i po aktualizacji pewnych jej fragmentów analitycznych jest ona bardzo dobrą podstawą do dalszych prac. Do tej pory nie odbyło się jeszcze spotkanie w tej kwestii między KRASP, a naszym resortem, ale liczymy na rychłe podjęcie przez nas wspólnych prac. Pracujemy jednocześnie, w ramach jednego z dużych projektów, jakie przygotowuje KRASP, nad wariantowymi formami finansowania uczelni, alternatywnymi do istniejącego podziału środków na ten cel.

Co KRASP zaproponuje?

Będziemy proponować przeniesienie punktu ciężkości bardziej na kryteria jakościowe niż ilościowe, częściowe odejście od prostego wyliczania dotacji na podstawie wskaźników ilościowych (m.in. liczby studentów) na rzecz jakościowych.

Ale jak to w praktyce zrobić?

Rozważamy różne warianty. Gotowe propozycje będziemy mieć w październiku tego roku. Przykładowo jeden z elementów propozycji może dotyczyć wprowadzania do ustalania dotacji większej wagi mierników jakości kształcenia takich jak: oceny Polskiej Komisji Akredytacyjnej i europejskich instytucji akredytacyjnych. Chcemy, aby uczelnie chętniej poddawały kierunki ocenie międzynarodowym agencjom akredytacyjnym. Tak robią np. uczelnie medyczne, bo to jest warunek konieczny uznawalności dyplomów za granicą.

Czy mają państwo jeszcze inne pomysły?

Jedna z propozycji, o której aktualnie dyskutujemy polegałaby na tym, aby szkoły wyższe przedstawiły swoją ofertę dydaktyczną w zakresie programów studiów i najlepsze z nich otrzymywałyby w ramach konkursów środki na ich realizowanie. To byłoby podobne do brytyjskiego systemu kontraktowania części usług dydaktycznych. W ten sposób nie byłyby rozdzielane wszystkie środki, ale pewna wydzielona ich część. Różnica w stosunku do dotychczas proponowanych kierunków zamawianych polegałaby na tym, iż uczelnie nie odpowiadałyby na zamówienie ministerialne, ale same generowałyby takie zamówienie. Kolejna propozycja dotyczyłaby ustabilizowania finansowania kształcenia na przestrzeni całego cyklu kształcenia na studiach licencjackich czy magisterskich. Uczelnia otrzymywałaby dotację w zależności od liczby studentów, jaka zostanie przyjęta na pierwszy rok studiów również na kolejnych. Pozwoliłoby to na większą dbałość o jakość kształcenia, lepszą selekcję absolwentów i stabilniejsze planowanie rozwoju uczelni. Obecny system finansowania prowadzi niekiedy do sytuacji takiej, że niektóre szkoły wyższe nie chcą pozbywać się nawet słabych studentów, ponieważ w kolejnym roku otrzymają mniej pieniędzy z dotacji. Nowy system zapobiegłby temu.

Ale z drugiej strony uczelnie w trakcie studiów robiłyby ostrą selekcję niekoniecznie kierując się wysoką jakością kształcenia, ale chęcią cięcia kosztów. Mniej studentów to również mniej wykładów do zorganizowania. Zgodnie z państwa propozycją pieniądze uczelnia dostanie takie same również na drugim i trzecim roku studiów bez względu na to, ilu dotrwa do końca.

W przypadku uczelni publicznych nie bardzo mogę sobie wyobrazić taką sytuację. Ona, być może, mogłaby mieć miejsce w przypadku finansowania studiów stacjonarnych na słabszych uczelniach niepublicznych, ale jest to mało prawdopodobne. Tak czy inaczej, powinniśmy przywrócić zaufanie do instytucji publicznych, intensywniej i skuteczniej budować kapitał społeczny i nie doszukiwać się wszędzie możliwego łamania prawa.

Ale może być to trudne. Centralne Biuro Antykorupcyjne wykryło ostatnio, że pieniądze zamiast na stypendia trafiają czasem do kieszeni pracowników uczelni.

Po to mamy przeróżne instytucje kontrolne, żeby monitorowały nasz sposób działania. Prawo i organy nadzoru są po to, aby interweniować w patologicznych sytuacjach. Nie znaczy to jednak, że mamy nie zmieniać systemu, bo mogą pojawić się potencjalne nadużycia. To jest kwestia wyważenia proporcji między zaufaniem i kontrolą.

O co jeszcze KRASP będzie zabiegał?

Nadal zabiegamy o strategię szkolnictwa wyższego. Koniecznie musi powstać plan określający, w jakim kierunku powinno rozwijać się szkolnictwo wyższe. Po to m.in., aby nie zmieniać co roku parametrów podziału środków na funkcjonowanie uczelni, ale także po to, żeby w stabilnej sytuacji finansowej uczelnie mogły planować, i odpowiednio inwestować w swój rozwój. Bez względu na to, kto aktualnie znajduje się u władzy – ten plan musi być wspólny. Partie polityczne działają w funkcji kadencji, w jakich przychodzi im rządzić. Dlatego zależy nam na tym, aby przyjąć długofalowe ponadpartyjne porozumienie w tych kwestiach. Jeśli chcemy, aby Polska doczekała się własnych noblistów powinniśmy zainwestować większe środki finansowe w silne ośrodki badawcze, nie zapominając jednocześnie o niezwykle ważnej roli, nie tylko naukowej, ale też kulturotwórczej, dydaktycznej i wychowawczej, wszystkich uczelni w naszym kraju. To właśnie one stają się ośrodkami, wokół których w regionach ogniskuje się zaczyn kreatywności i innowacyjności, kształtowanie inteligentnych miast i regionów. Podobnie, w przypadku uczelni, które podejmą działania na rzecz większej konsolidacji powinniśmy przewidzieć zdecydowanie większe środki finansowe.

Przecież mamy Krajowe Naukowe Ośrodki Wiodące, a te placówki, które się łączą mogą liczyć na większe fundusze.

Krajowe Naukowe Ośrodki Wiodące (KNOW) to bardzo dobra inicjatywa, pozwalająca wydobywać najlepsze konsorcja złożone z jednostek uczelnianych współpracujących, czy to z innymi jednostkami z innych uczelni czy też z jednostkami pozauczelnianymi. Natomiast wtedy, kiedy mówimy o np. uniwersytetach badawczych, to myślimy o jednostkach uczelnianych, tworzących dany uniwersytet. Dobrze jest traktować KNOW-y jak krok w dobrą stronę i przygotowanie do wydobywania przyszłych uniwersytetów badawczych, których wydziały czy inne jednostki, w sposób oczywisty będą współpracować z jednostkami z innych uczelni i z gospodarką. Jeśli chodzi natomiast o finansowe wsparcie inicjatyw konsolidacyjnych w aktualnych rozwiązaniach, to proponowane 2 proc. zwiększenie dotacji dla jednostek chcących dokonać konsolidacji jest zdecydowanie niewystarczające. Marząc, przypomnijmy, o długofalowym planie konsolidacji uczelni fińskich przyjętym ponad podziałami partyjnymi. Doprowadził on między innymi do utworzenia z trzech uczelni Aalto University, ale dofinansowanie budżetowe wyniosło 500 mln euro, a warunkiem było ściągniecie kapitału pozabudżetowego w wysokości 250 mln euro. W tej kwestii także zdecydowanie powinniśmy iść drogą już przetartą przez inne kraje: Finlandię, Danię czy Francję. W połowie października w trakcie Zgromadzenia Plenarnego KRASP przedstawiciele tych krajów będą prezentować nam szczegóły dochodzenia do konsolidacji i intensywniejszej współpracy, w różnych postaciach, uczelni w ich krajach.