Uzyskanie korzystnej opinii poradni psychologicznej i nauka w domu – to tylko niektóre pomysły na obejście obniżenia wieku szkolnego.
Sześciolatki w pierwszej klasie / Dziennik Gazeta Prawna
Część rodziców sześciolatków nie zamierza podporządkować się obowiązkowi szkolnemu ich dzieci, mimo że już w przyszłym roku połowa maluchów urodzonych w 2008 r. będzie nim objęta.
W ubiegłym tygodniu Sejm odrzucił wniosek blisko miliona osób o przeprowadzenie referendum w sprawie m.in. posyłania sześciolatków do szkół. Opiekunowie zapowiadają, że nie oddadzą maluchów do nieprzygotowanych placówek. Niektórzy zamierza uczyć je w domu.

Dzwonią do poradni

Od września 2014 r. obowiązkiem szkolnym zostaną objęte siedmiolatki (rocznik 2007) oraz dzieci 6-letnie, urodzone w okresie od 1 stycznia do 30 czerwca 2008 r.
– Zgłasza się do nas bardzo dużo zaniepokojonych rodziców, którzy nie chcą, aby ich sześcioletnie dziecko uczyło się w szkole. Ci, którym bardzo na tym zależy, skutecznie mogą się temu przeciwstawić – potwierdza Karolina Elbanowska, prezes Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców.
Według niej jest wiele poradni psychologiczno-pedagogicznych, które podzielają ich obawy i są im przychylne. Dlatego warto już się tam zgłaszać.
– Mamy coraz więcej telefonów w tej sprawie. Ale uspokajamy rodziców, że jeszcze za wcześnie na takie badanie. Wystarczy zgłosić się do nas w marcu. Dokumenty o odroczeniu obowiązku szkolnego wystawiamy nawet w czerwcu – potwierdza Małgorzata Wolska, psycholog z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 2 w Krakowie.
Wskazuje, że dzieci nie zawsze są gotowe na pójście do szkoły pod względem emocjonalnym. Przyznaje, że opinia rodzica o dziecku ma znaczenie przy podejmowaniu decyzji w sprawie przesunięciu obowiązku nauki.
Podobnego zdania są inni specjaliści.
– Obecnie rodzice sześciolatków zgłaszają się z prośbą o przeprowadzenia badań przesiewowych z dzieckiem. Ich obawy są niestety często uzasadnione – mówi Anna Stania-Skalska, psycholog z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 1 w Płocku.
Poradnie podpowiadają, aby rodzice zgłaszali się z każdą wątpliwością.
– Są dzieci sześcioletnie, które są dojrzałe, bo urodziły się np. na początku roku, ale też są takie, które nie radzą sobie z porażkami i adaptacją wśród siedmiolatków. W mojej praktyce większość maluchów, które przyprowadzają rodzice, nie jest przygotowana do pójścia do szkoły – potwierdza Urszula Mosczyńska, psycholog z Przychodni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 19 w Warszawie.

Lepiej w przedszkolu

Również nauczyciele, którzy pracują z dzieckiem w przedszkolu, mogą wesprzeć rodziców mających wątpliwości co do tego, czy ich dziecko da sobie radę w szkole. Służy temu diagnoza przedszkolna, którą są objęte wszystkie dzieci kończące w danym roku pięć lat oraz – do 2014 r. – dzieci sześcioletnie.
Zgodnie z podstawą programową wychowania przedszkolnego zadaniem nauczycieli przedszkolnych jest prowadzenie obserwacji pedagogicznych mających na celu poznanie możliwości i potrzeb rozwojowych dzieci. Dlatego też wszystkie dzieci w grupach pięciolatków są objęte odpowiednim postępowaniem diagnostycznym, tak jak i sześciolatki obecne jeszcze w przedszkolu.
– Niestety taka diagnoza, nawet jeśli jest krytyczna, nie wystarczy do odroczenia obowiązku szkolnego – wskazuje Karolina Elbanowska.
Poradnie jednak uspokajają.
– Na jej podstawie możemy jednak bardzo wiele wywnioskować i podjąć decyzje o ewentualnym pozostawieniu sześciolatka w przedszkolu – potwierdza Małgorzata Wolska.
Podkreśla, że przedszkola są zobowiązane do wydania rodzicom dziecka informacji o gotowości dziecka do podjęcia nauki w szkole podstawowej (do końca kwietnia roku szkolnego poprzedzającego rozpoczęcie nauki).

Domowe rozwiązania

– Na pewno w dużej mierze przyczynia się ona do podjęcia decyzji o ewentualnym odroczeniu obowiązku – potwierdza Mariola Cembala, dyrektor Przedszkola nr 2 w Legnicy.
Jeśli poradnia nie podzieli obaw rodzica związanych z posłaniem dziecka do szkoły, może on zdecydować o nauce dziecka w domu.
– To jest prawo każdego opiekuna. Trzeba się jednak liczyć z tym, że musi on ponieść koszty kształcenia. A dziecko i tak ma obowiązek stawiać się do placówki na zaliczenie sprawdzianów – wyjaśnia Elżbieta Czapracka, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 54 w Poznaniu.
Tłumaczy też, że jeśli np. ze względów zdrowotnych podopieczny powinien przebywać w domu, szef placówki musi zorganizować mu bezpłatną naukę.

(Nie)policzony rocznik

Niektórzy rodzice oficjalnie zamierzają sprzeciwiać się obowiązkowi szkolnemu.
– Zgłaszają się do nas rodzice, którzy świadomie i pod groźbą kary nie chcą posyłać dzieci do szkół – potwierdza Karolina Elbanowska.
Liczą oni na opieszałość systemu oświaty. Dyrektorzy szkół często nie przykładają się bowiem do obowiązku szukania dzieci z rejonu. Nie są w stanie zweryfikować, czy dziecko rzeczywiście chodzi do innej szkoły.
– Wobec 300 uczniów nie udało nam się ustalić, gdzie aktualnie mieszkają i czy realizują obowiązek szkolny. Na przykład dyrektorzy, którzy otrzymują informacje, że dziecko jest za granicą, a nie w miejscu zameldowania, najczęściej kończą na tym swoje poszukiwania – potwierdza Ewa Łowkiel.
Wskazuje, że wprawdzie można nałożyć na nich grzywnę, ale w praktyce taka sytuacja jeszcze się nie zdarzyła.
– Ustalenie realizacji obowiązku jest bardzo żmudne i trwa nawet rok – mówi Elżbieta Czapracka.
Dodaje, że właściwego dyrektora z rejonu nie informują o tym nawet dyrektorzy szkół z innych niepublicznych placówek, do których dane dziecko zostało ostatecznie zapisane. W Nieporęcie (woj. mazowieckie) dopiero po roku rodzic otrzymał zapytanie, dlaczego jego podopieczny nie realizuje obowiązku szkolnego.
– Jeśli opiekun zostanie ukarany grzywną, może odwoływać się od takiej sankcji w trybie postępowania administracyjnego – wylicza Ewa Łowkiel.
Z kolei jeśli dziecko podejmie naukę po dłuższej nieobecności, umarzana jest nałożona grzywna.