statystyki

Homeschooling, czyli lekcje na pełnym luzie

13.12.2013, 00:00; Aktualizacja: 13.12.2013, 07:29
Odbieranie rodzicom prawa do nauczania dzieci jest wbrew amerykańskiemu duchowi, wbrew człowieczeństwu – twierdzi Chuck Norris, który sam edukuje dwie 12-letnie córki.

Odbieranie rodzicom prawa do nauczania dzieci jest wbrew amerykańskiemu duchowi, wbrew człowieczeństwu – twierdzi Chuck Norris, który sam edukuje dwie 12-letnie córki.źródło: ShutterStock

Amerykanie nie wierzą, że szkoły są w stanie dobrze wykształcić ich dzieci. Zakasują więc rękawy i zamieniają się w domowych nauczycieli.

Moja rodzina to sowy: późno chodzimy spać, a rano walczymy o każdą minutę błogości. Każdy poranek to gorączkowa bieganina, by nie spóźnić się do szkoły. Przy śniadaniu córki przypominają sobie o nieodrobionych lekcjach lub że właśnie tego dnia miały przynieść do klasy skamielinę. Na jej poszukiwania był tydzień. A może nawet miesiąc? W takich momentach nerwy puszczają.


Pozostało jeszcze 96% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (4)

  • pytajnik(2013-12-13 08:37) Zgłoś naruszenie 00

    "... rano sobie przypominają..." - to co robili cały dłuuuugi wieczór?
    Najlepiej zlikwidować wszystkie prace domowe, bo ktoś o nich zapomni, będzie się niepotrzebnie denerwował i śniadanie nie będzie smakowało...
    A może by takie samo podejście zastosowały urzędy skarbowe???

    Odpowiedz
  • ToR(2013-12-13 15:44) Zgłoś naruszenie 00

    Od tego roku rozpocząłem nauczanie w domu syna (1 klasa SP). Po pewnym czasie wypracowaliśmy swój "model" nauki: rano 2 godziny zegarowe z dwiema - trzema 10 min. przerwami. Aby nie wpaść w rutynę, co kilka dni zmieniam kolejność przedmiotów. Nie prowadzę zajęć popołudniowych. Byłem u nauczyciela prowadzącego klasę w szkole, żeby sprawdzić efekty pracy. Pani powiedziała, że jest OK. Jestem zaskoczony "wydajnością" takiego nauczania. Za kilka dni skończymy materiał 1 klasy z matematyki przewidziany na cały rok szkolny. Utrzymujemy kontakt z uczniami "szkolnymi" poprzez udział w zajęciach dodatkowych. Póki co, jesteśmy z synem zadowoleni z podjętego wyboru.

    Odpowiedz
  • MJ12(2013-12-14 09:59) Zgłoś naruszenie 00

    Do 2: ToR z IP: 31.63.104.* (2013-12-13 15:44)
    Wysoka efektywność takiego modelu nauczania wynika po pierwsze z tego, że pracujesz w systemie 1 na 1, więc możesz poświęcić _całość_ swojej uwagi _jednemu_ dziecku (a nie dwudziestu kilku), masz pełny nadzór nad tym, czym w danej chwili zajmuje się dziecko. I wreszcie, nie występuje w takim modelu problem dzieci, które zakłócają swoim zachowaniem proces nauczania.

    Odpowiedz
  • Stan(2013-12-14 10:26) Zgłoś naruszenie 00

    Tak ja, jak i moja młodsza siostra byliśmy w ten sposób uczeni przez całą szkołę podstawową. Zaczęliśmy jak ja miałem 7 lat, a siostra - 5 i pół. Były to czasy stalinowskie, dlatego ojciec zdecydował o takim nas nauczaniu i potafił to przeforsować z władzami. Na końcu kolejnych lat zdawaliśmy przez trzy dni egzaminy w swoich szkołach z całego, rocznego materiału. Bez problemu, gdyż nasza wiedza była znacznie obszerniejsza, niż pozostałych uczniów. Moja siostra skończyła dwa fakultety na wyższej uczelni i jest znanym profesorem na zachodzie. Dlatego zawsze będę popierać tę formę edukacji.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane