Szkoły zawodowe są owocem nieformalnego związku szkółek niedzielnych z uniwersytetami. I choć długo nie były potomstwem kochanym, okazały się niezbędne w każdym nowoczesnym państwie.
Dobry ślusarz jest tysiąckrotnie więcej wart na rynku niż słaby politolog, a o polityku już w ogóle nie mówię – powiedział premier Donald Tusk podczas inauguracji nowego roku szkolnego w Zespole Szkół Zawodowych w Kurzętniku. Po raz nie wiadomo który okazuje się, że aby coś w Polsce było jak dawniej, najpierw należy wiele zmienić.
Jak feniks z popiołów odradzają się szkoły zawodowe, które kilkanaście lat temu powszechnie uznano za zbędny element systemu edukacji. Nowe zawodówki, wedle deklaracji MEN, będą kształcić poszukiwanych na rynku pracy specjalistów. A swoje profile dostosowywać do wymagań pracodawców, naśladując tym sprawdzone wzorce niemieckie, gdzie od dziesięcioleci korporacje pracodawców i rzemieślników utrzymują kontakt ze szkolnictwem, dbając, aby absolwent zawodówki opuszczał ją z kompletną wiedzą. Co więcej, często od razu czeka na niego praca.