Nauczyciel, który otrzymał wypowiedzenie umowy dopiero w lipcu, a nie z końcem czerwca, powinien pracować w kolejnym roku akademickim, nawet jeśli nie zgodzi się na cofnięcie przez szkołę wadliwego wypowiedzenia i poinformuje ją o zatrudnieniu u innego pracodawcy.
Jeśli nie będzie prowadzić zajęć na starej uczelni, a w dalszym ciągu będzie pobierał od niej wynagrodzenie, może się spodziewać zwolnienia dyscyplinarnego. Tak orzekł wczoraj Sąd Najwyższy.
Uczelnia postanowiła zwolnić nauczyciela akademickiego. Oświadczenie o wypowiedzeniu mu umowy o pracę wysłała 25 czerwca 2010 r. Dokument został odebrany 5 lipca. Doktor od tej decyzji odwołał się do sądu. W międzyczasie znalazł zatrudnienie na innej uczelni. Z kolei pierwotny pracodawca zorientował się, że jeśli nauczyciel zapozna się z wypowiedzeniem nie w czerwcu, lecz w lipcu, to jego zwolnienie będzie możliwe dopiero w kolejnym semestrze, czyli 30 marca 2011 r. Dlatego wypowiedzenie zostało cofnięte. Nauczyciel nie zgodził się na takie rozwiązanie i powiadomił pracodawcę, że nie jest zainteresowany powrotem na uczelnię. Ta jednak z rozpoczęciem nowego roku akademickiego przyznała mu ok. 150 godzin zajęć i wezwała do stawienia się do pracy. Ponadto przez cały czas wypłacała mu wynagrodzenie. Nauczyciel jednak konsekwentnie odmawiał stawienia się do pracy. W efekcie uczelnia zdecydowała się zwolnić go dyscyplinarnie.