Od 1 października 2012 r. za darmo można uczyć się tylko na jednym kierunku. Nie wolno już też bezpłatnie zmieniać studiów w nieskończoność. Za każde zajęcia student otrzymuje bowiem punkty ECTS. Na trzy lata nauki dostaje ich do wykorzystania 180 (po 60 na każdy rok studiów licencjackich). W zapasie ma ich jeszcze 30. Jeśli przekroczy ten limit, za nadprogramowe kształcenie będzie musiał zapłacić.

– Studenci nie zdają sobie sprawy, że punkty, które uzyskali w trakcie nauki w szkole wyższej, są w systemie zapamiętane – ostrzega Joanna Pernaczyńska, kierownik dziekanatu Wydziału Biologii Uniwersytetu Gdańskiego.

Wyjaśnia, że jeśli dana osoba np. na drugim roku zrezygnuje ze studiów, a potem podejmie inne, może jej zabraknąć punktów do wykorzystania. Oznacza, że za resztę zajęć będzie musiała zapłacić z własnej kieszeni.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW) zastrzega jednak, że do limitu punktów nie powinny być wliczane te, które student uzyskał na studiach płatnych. Taka osoba poniosła już koszty kształcenia.

– W przypadku gdy student rozpoczyna studia stacjonarne w publicznej szkole wyższej, np. od trzeciego semestru, a dwa pierwsze zaliczył na uczelni niepublicznej lub na studiach niestacjonarnych, przysługuje mu nadal pełna pula punktów. Brak jest podstaw prawnych do zmniejszania limitu punktów ECTS – tłumaczy Kamil Melcer, rzecznik MNiSW.

Jednak okazuje się, że szkoły wyższe nie dostrzegają różnicy między studentami, którzy uzyskali punkty płacąc za nie, a tymi, które zdobyli je w trybie bezpłatnym. Osobom, które przenoszą się na studia do uczelni publicznej, zmniejszają limit punktów do wykorzystania podczas bezpłatnej nauki.

– Punkty idą za studentem, bez względu na to, czy kształcił się na uczelni publicznej, czy niepublicznej. Nie jest istotne również to, czy płacił za punkty. Ma on je więc wliczane do limitu – przyznaje Joanna Juśkiewicz, kierownik dziekanatu Wydziału Ekonomii Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Podobnie jest np. w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie (SGGW).

– Studentowi, który się przenosi do nas z innej uczelni, naliczamy punkty, które uzyskał w innej szkole. Jest bez znaczenia, czy płacił za naukę wcześniej, czy nie – uważa Anna Odziemkowska, kierownik dziekanatu Wydziału Nauk Ekonomicznych SGGW.

To jest jednak niezgodne z przepisami, ponieważ taka osoba traci punkty, które może wykorzystać na bezpłatne kształcenie – na przykład, jeśli będzie chciała podjąć drugi kierunek studiów.