Samorządy mają coraz więcej problemów z dotowaniem niepublicznych placówek oświatowych. Zarzucają im niewłaściwe wykorzystywanie państwowych pieniędzy. Ostatnio do takich nieprawidłowości dochodziło m.in. w Lublinie. Właściciele prywatnych placówek nie pozostają jednak dłużni i punktują gminy.

Ostatnio około 20 przedstawicieli takich przedszkoli złożyło doniesienie do prokuratury przeciwko burmistrzowi Piaseczna (woj. mazowieckie). Zarzucają mu nieprawidłowości przy naliczaniu im dofinansowania. Chodzi o to, że gmina wyprowadziła pracowników z samorządowych przedszkoli do Zespołu Ekonomiczno-Administracyjnego Szkół w Piasecznie. Dzięki takiemu zabiegowi samorząd wykazał, że ma niższe koszty funkcjonowania placówek opiekujących się najmłodszymi dziećmi. A to z kolei przekłada się na niższą dotację.

– Takiego działania nie zakwestionowała nam regionalna izba obrachunkowa ani też wojewoda. Przekazałem dokumenty prokuratorowi, ale trudno czynić zarzut z dbania o finanse publiczne – uważa Zdzisław Lis, burmistrz miasta i gminy Piaseczno.

Dodaje, że dzięki tej zmianie o blisko trzy miliony złotych mniej przeznacza na prywatne placówki.

– Zwalnianie pracowników z przedszkola i zatrudnianie ich w jednostce podległej gminie, a następnie oddelegowanie ich ponownie do pracy w placówkach oświatowych jest oszustwem w celu zmniejszenia wysokości dotacji – przekonuje Marcin Otręba, jeden z właścicieli przedszkoli, którzy złożyli doniesienie.

Obecnie z dofinansowania w gminie Piaseczno korzysta ponad 30 przedszkoli. Łączna kwota wsparcia to 23 mln zł rocznie. W efekcie działania gminy otrzymują średnio na jedno dziecko o 100 zł mniej niż wcześniej (czyli około 660 zł). Właściciele mniejszych placówek postanowili odbić sobie stratę na rodzicach przez podniesienie czesnego.

– Do 31 stycznia czesne wynosiło 690 zł, a po obniżeniu wsparcia musieliśmy je podwyższyć o 50 zł – wskazuje Marcin Otręba.

Dodaje, że rodzice muszą płacić więcej, bo oszczędza na nich samorząd.

– To kolejny absurd. Gmina z roku na rok przeznaczała coraz to wyższą dotację, a mimo to przedszkola niepubliczne nie obniżały rodzicom czesnego – argumentuje Zdzisław Lis.

Podkreśla, że właściciele tych placówek dokonują nieprawidłowości, bo nie chcą rozliczać się dokładnie z przedstawianych faktur. Zaznacza też, że wykazywane są przez nie tzw. martwe dusze (dzieci, które nigdy nie uczęszczały do danej jednostki).

– Dotowanie szkół i przedszkoli jest zmorą każdego samorządu, bo trudno weryfikować, gdzie naprawdę i na co trafiają pieniądze – dodaje Arkadiusz Czapski, sekretarz miasta Piaseczno.

Są jednak przedszkola niepubliczne, które rozumieją decyzje gminy.

– Z roku na rok dofinansowanie będzie obniżane, bo powstają kolejne prywatne placówki i samorządowych będzie mniej. A to przekłada się na niższe koszty i w rezultacie dotacje – tłumaczy Małgorzata Żero, właścicielka przedszkola Brzdąc w Piasecznie.

Jej, mimo niższej dotacji, udało się nie podwyższać czesnego rodzicom.