Wójtowie i burmistrzowie przyznają, że wsparcie z budżetu państwa dla małych szkół i przedszkoli tylko w części pokrywa ich wydatki na oświatę. Ponadto co roku spada liczba uczniów. W ostatnich kilku latach o milion. Przedstawiciele samorządów przyznają, że nie dochodziłoby do zamykania placówek, jeśli nie musieliby stosować Karty nauczyciela. Likwidują więc szkoły, w tym podstawowe, mimo że za dwa lata będą one potrzebne. Wtedy bowiem do pierwszych klas trafi podwójny rocznik sześciolatków i siedmiolatków. Nie brakuje też prób tworzenia przez gminy spółek prawa handlowego, które mogłyby przynieść oszczędności i uchronić poszczególne placówki przed zamknięciem. To rozwiązanie krytykuje jednak resort edukacji.

Wysokie koszty

Z zebranych danych w kuratoriach wynika, że likwidacja nie omija nawet placówek oświatowych z długoletnimi tradycjami i świetnie wyposażonych. Do takich zalicza się np. szkoła podstawowa w Sarbinowie Drugim (woj. kujawsko-pomorskie), która istnieje od 1824 roku.

– Zamiar likwidacji jest dla nas wielkim zaskoczeniem, zwłaszcza że jeszcze w ubiegłym roku gmina zrobiła nam nowe boisko. Niestety nie mamy zbyt dużo dzieci, bo zaledwie 60, a 10 nauczycieli – przyznaje Arleta Mrozińska, dyrektor likwidowanej placówki.

Innego wyjścia nie widzi samorząd.

– W tym roku na jednego ucznia wydamy blisko 20 tys. zł, a w przyszłym na skutek wzrostu płac nauczycieli koszty wzrosłyby do 23 tys. zł – tłumaczy Maciej Sobczak, burmistrz gminy Janowiec Wielkopolski.

Zaznacza że w tym roku z subwencji oświatowej w przeliczeniu na jednego ucznia trafi do gminy nieco ponad 5 tys. zł.

– Ostatnio nawet kontrolerzy NIK sugerowali mi, że koszty utrzymania placówki są zbyt duże. Dlatego likwidujemy szkołę, bo nie chcę narazić się na zarzut niegospodarności – dodaje.

Znikające internaty

Likwidowane są nie tylko szkoły, ale też przedszkola, internaty i domy kultury. W województwie lubuskim do kasacji przeznaczonych jest 27 placówek, w tym młodzieżowy dom kultury w Zarach, internat w Nowym Miasteczku i dwie szkoły podstawowe w Dobroszy i Kamieniu Wielkim. Powód? Zawsze ten sam – względy ekonomiczne.

Zatrzymać falę likwidowanych placówek mogłaby zmiana naliczania subwencji, która bardziej wspierałaby szkoły w małych miejscowościach, gdzie liczba uczniów jest niewielka. Padają też inne propozycje.

– Rząd powinien stworzyć program, który zachęcałby mieszkańców gminy do prowadzenia tego typu placówek. Przy okazji funkcjonowania szkoły można byłoby to wykorzystać jako miejsce spotkań kulturalnych – wskazuje Alina Kozińska-Bałdyga z Federacji Inicjatyw Oświatowych.

Tańsze stowarzyszenia

Szansą uniknięcia zamykania jednostek jest przejmowanie ich przez stowarzyszenia rodziców. Problem w tym, że istnieją ograniczenia. Obecnie samorząd może przekazać szkołę stowarzyszeniu, pod warunkiem że uczy się w niej do 70 uczniów. W przypadku tych liczniejszych najpierw trzeba taką placówkę zlikwidować. W poprzedniej kadencji rząd chciał znieść te bariery. Zmiany skutecznie zablokował Związek Nauczycielstwa Polskiego.

Gminy, którym udało się przekazać placówki rodzicom, przyznają, że ze względu na oświatowe związki zawodowe i samych nauczycieli nie jest to łatwe, ale przynosi efekty.

– Od kilku lat mamy pięć szkół stowarzyszeniowych i jedną gminną. Dzięki tym zmianom co roku oszczędzamy ponad milion złotych – twierdzi Tadeusz Kłos, burmistrz gminy Skoków.

Tłumaczy, że w tych placówkach pozostali tylko młodzi nauczyciele, którzy są bardzo aktywni.

– Pozbyliśmy się tych pedagogów, którzy tylko patrzyli na zegarek i na to, co gwarantuje im Karta – dodaje.

W placówkach tych nauczyciele mają o cztery godziny większe pensum niż w gminnych szkołach. Nie mają urlopu dla poratowania zdrowia, a w czasie wakacji i ferii zajmują się opieką nad dziećmi.

Zakład komunalny

Brak inicjatyw po stronie rządu zmusza samorządowców do szukania innych rozwiązań, które pozwoliłyby uniknąć likwidacji szkoły i jednocześnie zatrudniania nauczycieli na podstawie Karty.

Gminy przywołują art. 58 ustawy z 7 września 1991 r. o systemie oświaty (t.j. Dz.U. z 2004 r., nr 256, poz. 2572 z późn.zm.). Uważają, że na jego podstawie istnieje możliwość zakładania szkół i przedszkoli przez osoby fizyczne i prawne, które nie są jednostkami samorządu terytorialnego. Samorządy również chcą tworzyć spółki i zakładać placówki oświatowe. Takie działania kwestionują wojewodowie i niektóre kuratoria. Próby utworzenia spółek są skutecznie blokowane również przez oświatowe związki zawodowe, a także sam resort edukacji.

– Podległa nam spółka na podstawie art. 58 ustawy oświatowej złożyła do gminy wniosek o umożliwienie jej otwarcia szkół i przedszkoli. Został on pozytywnie rozpatrzony oraz zarejestrowany przez sąd w Krajowym Rejestrze Sądowym – wyjaśnia Zdzisław Zadworny, burmistrz miasta i gminy Cieszanów.

Do tej pory nie zostały jednak uruchomione, bo kuratorium wypowiedziało się negatywnie na ten temat i poinformowało, że przysługuje nam odwołanie do resortu edukacji.

– Od sierpnia ministerstwo nie odniosło się do naszego pisma – żali się Zdzisław Zadworny.

Trybunał rozstrzygnie

Ministerstwo Edukacji Narodowej stoi na stanowisku, że tworzenie w gminach spółek, które zajmą się prowadzeniem szkoły z ominięciem przepisów o Karcie, jest nadużyciem. Co więcej, na wniosek Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) nakazało lubelskiemu kuratorowi zdjęcie ze strony internetowej zamieszczonej informacji, która określała zasady przekazywania szkół publicznych do prowadzenia osobom prawnym niebędącym jednostkami samorządu terytorialnego lub osobom fizycznym.

– Takie działania są niezgodne z interesem publicznym, bo edukacja nie jest działalnością gospodarczą. A legislatorowi, który tworzy te przepisy, ani przez moment nie przyszło do głowy, że gminy będą posuwały się do takich działań – przekonuje Sławomir Broniarz, prezes ZNP.

Tłumaczy, że jeśli wszelkie możliwe działania w tym zakresie zawiodą, a gminy w dalszym ciągu będą przekazywać szkoły do prowadzenia przez własne spółki, to związek zwróci się do Trybunału Konstytucyjnego o rozstrzygnięcie tej sprawy.