Sześciolatki w przedszkolu nie mogą liczyć na to, że gminy będą je dowoziły do placówki tak jak o rok młodsze dzieci. Wszystko przez lukę prawną.
Ruchliwe ulice, tereny górzyste czy droga do szkoły przez las to za mało, aby gmina mogła przychylić się do prośby rodziców o zapewnienie transportu ich dzieci na zajęcia. Samorządowcy nie mogą bowiem w dowolny sposób określać, kiedy uczniom zorganizować dowożenie do szkół i przedszkoli. Wszystko przez restrykcyjne przepisy w ustawie o systemie oświaty. Te gminy, które mają na względzie dobro dzieci i chcą zapewnić im dowóz, muszą liczyć się z zarzutem niegospodarności ze strony regionalnych izb obrachunkowych.
Prawa w szkołach i przedszkolach / DGP
A przecież problem będzie narastał, bo tylko w tym roku po wakacjach około dwóch tysięcy placówek zniknie z mapy kraju. Dzieci będą musiały pokonać dłuższą trasę do nowych placówek.
Reklama
Rząd pracuje więc nad zmianą restrykcyjnych przepisów. Na prośbę resortu edukacji została ona uwzględniona w projekcie ustawy o finansach publicznych. W najbliższych tygodniach ma się nimi zająć stały Komitet Stały Rady Ministrów. Zmiany nie zaczną jednak obowiązywać od nowego roku szkolnego.

Reklama

Sześciolatki bez dowozu

Zadaniem gmin jest ustalenie sieci szkół tak, aby każde dziecko mogło bez przeszkód dotrzeć do przypisanej placówki. Jeśli szkoła jest likwidowana, gmina najczęściej decyduje się na dowóz uczniów do tej, która ich przejmuje.
Zgodnie z art. 17 ust. 3 ustawy o systemie oświaty gmina musi zapewnić bezpłatny transport lub zwrot kosztów przejazdu środkami komunikacji publicznej, jeżeli droga dziecka z domu do szkoły, w której obwodzie mieszka, przekracza określoną odległość. W przypadku uczniów klas I – IV taki dowóz jest organizowany, jeśli wynosi ona więcej niż 3 km, a w przypadku uczniów klas V i VI – ponad 4 km.
Z kolei w przedszkolach transport jest też zapewniany tylko dla pięciolatków uczących się w takich placówkach i gdy odległość do nich jest większa niż 3 km. A to oznacza, że gmina nie ma prawa organizować dowozu sześciolatkom, jeśli przez najbliższe dwa lata będą one uczęszczać do takich placówek. Dziecko sześcioletnie będzie miało jednak zapewniony transport, jeśli przez rodziców zostanie zapisane do pierwszej klasy.
– Samorządy nie powinny pozostawiać bez pomocy tej grupy przedszkolaków tylko dlatego, że zostały pominięte w przepisach – mówi Krystyna Mikołajczuk, wójt gminy Repki (woj. mazowieckie).

Spóźnione zmiany

Rząd chce naprawić ten błąd za pomocą przygotowanego przez Ministerstwo Finansów (MF) projektu nowelizacji ustawy o finansach publicznych. Z informacji uzyskanych w MF wynika, że czeka on na skierowanie do Komitetu Stałego Rady Ministrów.
Zgodnie z proponowanymi zmianami dowóz będzie zapewniony nie tylko pięcioletnim przedszkolakom, ale wszystkim maluchom spełniającym obowiązek rocznego przygotowania przedszkolnego (czyli przez najbliższe dwa lata sześcio- i pięciolatkom). Ponadto projekt przewiduje również, że jeśli odległość drogi dzieci do szkoły będzie mniejsza niż przewidziana jest w dotychczasowych przepisach, to gmina zyska prawo zorganizowania dowozu.
Joanna Berdzik, wiceminister edukacji narodowej, w odpowiedzi na tegoroczną interpelację poselską przyznała, że do tej pory RIO, kontrolując gminy, kwestionowały zasadność wydatków ponoszonych na dowożenie dzieci, jeśli odległość z domu do szkoły była krótsza niż odległość określona w ustawie.
Zaznaczyła, że proponowane zmiany umożliwią gminom pogodzenie względów bezpieczeństwa z wymogami ustawy.

Gminy przestrzegają

Nowa ustawa ma wejść w życie 1 stycznia 2013 roku, a przepisy dotyczące zmian w zakresie dowożenia po dwóch tygodniach od jej ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.
– Resort edukacji narodowej powinien wprowadzić te zmiany już przy okazji przesunięcia obowiązku szkolnego dla sześciolatków albo odrębną nowelizacją, a nie czekać, aż uchwalona zostanie zmiana ustawy o finansach publicznych – mówi Tadeusz Kołacz, naczelnik wydziału edukacji w Urzędzie Miasta w Chrzanowie.
Tłumaczy, że dzieci chodzą ruchliwymi ulicami, a w małych miejscowościach drogami bez chodnika.
– Lepiej nie czekać, aż stanie się jakieś nieszczęście z udziałem dzieci idących do szkoły – dodaje.



Więcej problemów

Same gminy wskazują na inne wady dotychczasowych rozwiązań dotyczących dowożenia dzieci. Np. do szkolnego autobusu nie można zabrać starszego rodzeństwa ucznia, bo np. odległość jest już dopuszczalna i nie uprawnia do przewozu (czyli więcej niż 3 km, a mniej niż 4 km). Co więcej, gminy, rozpisując przetarg na wybór przewoźnika, muszą wskazać liczbę dzieci, które mają być dowożone. Nie mogą uwzględniać w nich tych, które nie są do takiej pomocy uprawnione. W razie gdy uprawnionych przybędzie – mimo dobrej woli szkoły – nie można później dowozić do placówki kolejnych dzieci.
Zdaniem samorządów nie powinno się ograniczać liczby dowożonych uczniów, jeśli wnioski rodziców w sprawie transportu są uzasadnione.
– Co roku wydajemy około 400 tys. zł na dowożenie dzieci, które nie spełniają ustawowych wymogów dotyczących dowozu do szkoły i nie boję się, że RIO mi te wydatki zakwestionuje. Niemniej jednak większość samorządów obawia się tego – mówi Ryszard Gliwiński, wójt gminy Zamość.

Izby też chcą zmian

Samorządowcy podkreślają, że ministerstwo nie powinno zwlekać z wprowadzeniem tak ważnej zmiany, tym bardziej że żadnych kosztów z tego tytułu nie ponosi budżet państwa.
– Trudno jest odmówić pomocy rodzicom, jeśli droga przez półtora kilometra prowadzi przez las lub tereny górzyste. Jeśli zgodnie z ustawą przy odpowiedniej odległości gmina musi zapewnić dowóz, to dla mnie jest zrozumiałe, że w sytuacji krótszego odcinka może też taki transport zorganizować – mówi Marek Olszewski, wójt gminy Lubicz, wiceprezes Związku Gmin Wiejskich RP.
Wskazuje, że poszczególne odziały RIO, podobnie jak sądy, w różny sposób interpretują przepisy, a wystarczyłyby zalecenia lub wytyczne ministra finansów dla wszystkich kontrolerów. Również same regionalne izby popierają zmiany w tym zakresie.
– Ta nowelizacja na pewno uporządkuje przepisy i da jasną wykładnię do ich stosowania zarówno dla gmin jak i kontrolerów – mówi dr Ryszard Paweł Krawczyk, przewodniczący Krajowej Rady RIO.