Bezrobocie wśród młodzieży w Hiszpanii dochodzi do... 50 proc., średnia unijna to około 30 proc., w Polsce nie ma pracy 25 proc. młodych ludzi. Europa wpada we własne wnyki.
Pierwsza przyczyna tej dramatycznej sytuacji to opisywane wielokrotnie, ale bez żadnego skutku wysokie pozapłacowe koszty pracy. W Polsce, żeby zapłacić pracownikowi do ręki 3 tys. zł, pracodawca musi wyłożyć 5 tys. zł. To najbardziej uderza w młodych ludzi. Pracodawcy bowiem przekonani są, że młodzi zwyczajnie nie są warci tych pieniędzy, a czasem wręcz uważają, że kompletnie nieprzygotowany do wykonywania zadań pracownik właściwie im powinien płacić za naukę zawodu.
I tutaj dochodzimy do drugiej przyczyny wysokiego bezrobocia wśród młodych, a mianowicie systemu edukacji. Polska oczywiście nie jest tu wyjątkiem, biznes wszędzie narzeka na przygotowanie absolwentów do pracy, ale mam wrażenie, że u nas sytuacja jest wyjątkowo dramatyczna. Panuje ogólna opinia, że wykształcenie zdobywa się dla wykształcenia, a nie po to, żeby dostać dobrą i dobrze płatną pracę. Wykształcenie dla pracy – to „neoliberalny darwinizm”, jak usłyszałem od jednego z postępowych profesorów.