Młodzi ludzie skupieni wokół kilku inicjatyw ogłaszają Ogólnopolski Strajk Edukacyjny. Domagają się dymisji ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka.
Reklama

Strajk rozpoczął się w poniedziałek 7 grudnia i potrwa do piątku 11 grudnia. Jak wyjaśniają jego uczestnicy będzie miał formułę udziału w akcjach dobroczynnych. Uczniowie i studenci będą oddawać krew i zapisywać się do bazy dawców szpiku kostnego, zbierać śmieci w lasach, zamawiać jedzenie na wynos i prowadzić działania online. Wszystkie te czynności nawiązują do wypowiedzi posłów PiS, mi.n Jarosława Kaczyńskiego, który mówił, że uczestnicy Strajku Kobiet mają krew na rękach i samego Przemysława Czarnka, który radził kobietom wzorować się na dzikach i nie odkładać na później rozmnażania się.

Na środę uczniowie i studenci zapowiadają strajk generalny – wówczas nie będą uczestniczyli w zajęciach. Jak deklarują: „Celem nie jest tu pójście na wagary, czy zrobienie sobie krótkiego urlopu. Chcemy na tyle, na ile jest to w tym momencie bezpieczne i możliwe, wyrazić swój sprzeciw. Tak aby usłyszała o nim cała Polska, a zwłaszcza Minister Edukacji i Nauki oraz Premier”.

Pierwszą próbę nawiązania dialogu uczniowie i studenci podjęli blisko dwa tygodnie temu, składając w KPRM petycję podpisaną przez prawie 90 tys. osób.

Lista zarzutów uczniów i studentów wobec ministra Przemysława Czarnka jest długa. Wszyscy moi rozmówcy podkreślają, że głównym, jest obawa przed brakiem dialogu i otwartości. - Za skandaliczne i uderzające w podstawowe prawa człowieka uważamy zastraszanie nauczycieli, zarówno w szkołach - poprzez postępowania prowadzone przez rzeczników dyscyplinarnych, jak i w uczelniach - publicznie grożąc zmniejszaniem środków finansowych tym uczelniom, które włączyły się w obywatelskie protesty. Kontrowersyjne działania osoby pełniącej funkcję ministra uderzają w podstawowe idee wolności akademickiej i autonomii uczelni, otwartość i wrażliwość edukacji, etos akademicki i nauczycielski, prawa obywatelskie, a także są sprzeczne z misją jaką powinno realizować Ministerstwo Edukacji i Nauki. Takie zachowania uważamy za niedopuszczalne i niegodne sprawowanej funkcji. – mówi Adam Labuhn, przedstawiciel Ogólnopolskiego Strajku Studentów, a Marcelina Cywińska z Uniwersytetu Zaangażowanego dodaje: "Martwi mnie, że jako społeczeństwo nadal nie rozumiemy, że nie można dawać przestrzeni ksenofobom. Ludzie eskalujący przemoc wobec konkretnej grupy osób, ze względu na ich orientację seksualną, płeć, pochodzenie czy kolor skóry, nie powinni być dopuszczani do głosu pod płaszczykiem wyrażania „opinii”, a już zwłaszcza w przestrzeni publicznej czy politycznej. Odmawianie komuś człowieczeństwa nie jest opinią, a ksenofobią".

W podobnym tonie wypowiada się Maciej Sawicki, współorganizator strajku. Podkreśla, że wypowiedzi Przemysława Czarnka dotyczące roztoczenia parasola ochronnego nad konserwatywnymi wykładowcami uderza w autonomię uczelni. – Nauczyciele akademiccy nie powinni przekazywać studentom swoich poglądów, ale wykładać w ten sposób, by mogli oni wypracować swoje własne – mówi. Niepokój budzi także stosunek ministra Czarnka do kobiet. Za szczególnie skandaliczną uznaje wypowiedź szefa MEiN, dotyczącą głównej powinności kobiety, jaką jest macierzyństwo. – Nie mogę zgodzić się na taką wizję. Studentki mają takie samo prawo do studiowania jak studenci. Nie uważam się za lepszą osobę np. od mojej mamy, tylko dlatego, że jest ona kobietą – dodaje.

Antonina Dukowicz, reprezentując Uniwersytet Zaangażowany dodaje: "Minister Czarnek uważa kobiety za maszyny do rodzenia; nakręca spiralę nienawiści wobec osób LGBT+, jest też zwolennikiem bicia dzieci. Jego wypowiedzi często wycelowane są w grupy systemowo wykluczane. Wierzę, że edukacja powinna być dostępna dla wszystkich, powinna wyrównywać szanse bez względu na płeć, orientację, pochodzenie, kolor skóry. Niestety, ale dla mizogina, homofoba i nacjonalisty jakim jest minister, najważniejsze będzie manipulowanie faktami, aby swoje krzywdzące idee wpajać już najmłodszym osobom. Chce on walczyć z „lewactwem”, a na uniwersytety wpuszczać fundamentalistów pokroju Ordo Iuris — co mnie, jako kobietę, aktywistkę i studentkę, uderza najdotkliwiej. Żądam dymisji ministra Czarnka, ponieważ nie zależy mu na edukacji, ludziach i ich poczuciu bezpieczeństwa, a jedynie na pełnej władzy nad edukacją, do której szedł będzie po trupach".

Studenci z Ogólnopolskiego Strajku Studentów podkreślają także, że edukacja w Polsce, po latach reform i zmian, potrzebuje teraz spokoju. - Edukacja i nauka to obszary niezwykle ważne dla nowoczesnego państwa, o szczególnej wrażliwości społecznej. Społeczeństwo wyraziło swoje zdanie wobec urzędującego ministra w petycji pod którą zebrano blisko 90 tysięcy podpisów. My również jesteśmy przeciwko „deMENtażowi edukacji”, edukacji która w naszym kraju poddawana jest ciągłym zmianom, a ostatnio „dereformom” nie przynoszącym efektywnych rezultatów. Edukacja jest obszarem wymagającym ewolucji a nie rewolucji, spokoju a nie niepokoju, refleksji a nie nierozwagi. Niestety, także w naszym przekonaniu obecny minister nie daje gwarancji dialogu, otwartości i racjonalności – mówią.

O przyszłości edukacji i szkolnictwa wyższego mówi także Ola Korczak z Uniwersytetu Zaangażowanego. "Jestem doktorantką, nauczycielką, kobietą, polonistką i filozofką. Mam wynikające z konstytucji prawa obywatelskie, których nie pozwolę sobie odebrać. Co to znaczy, że nauczyciele nie mogą brać udziału w protestach? Czy naprawdę wartość moich badań - prowadzonych z perspektywy gender studies - ma kwestionować ktoś nieposiadający wiedzy czy też wykształcenia, by terminem płci kulturowej operować ze zrozumieniem? Czy nam, nauczycielom, mógłby ktoś wreszcie zaufać na tyle, by nie krępować nas nieustannie gorsetem obowiązkowych idei, lektur, jedynego słusznego odczytania, działania? Czy nie zasługujemy na ministra edukacji, który znałby się na specyfice pracy w szkole? Czy moglibyśmy żyć w Polsce, w której o dofinansowaniach nie przesądza wyznanie albo znajomości? W której pensja początkującego nauczyciela nie jest dwa razy mniejsza niż tego przed emeryturą, skoro wymaga się od nas tych samych rzeczy?".

- Czemu moje życie zawodowe i akademickie ma być nieustannie przerywane rzucanymi w przestrzeń pytaniami, które mnie zatrzymują w pracy intelektualnej? Żądam dymisji ministra, by nie musieć każdego dnia stawiać sobie następnego gorzkiego pytania. Zwyczajnie nie mam czasu ani siły na kolejne - dodaje.