– Nasze dzieci są w grupie podwyższonego ryzyka – mówi Adam Komar, szef Fundacji „Potrafię Pomóc” i ojciec dzieci z niepełnosprawnościami. – W decyzji ministra edukacji jest napisane, że „o udziale w zajęciach dziecka decyduje rodzic”. W ten sposób próbuje się zrzucić na nas odpowiedzialność, jednocześnie wymuszając gotowość placówek do działania bez zapewnienia w nich dodatkowych środków bezpieczeństwa − dodaje. W skali kraju problem dotyczyć może nawet 60 tys. wychowanków.

Stowarzyszenie „Ostoja” prowadzi ośrodek rehabilitacyjno-edukacyjny. Jego szefowa Małgorzata Gorący napisała do MEN list z prośbą o skorygowanie zapisów komunikatu. Przekonuje, że możliwość czasowego zawieszenia zajęć powinna dotyczyć zwłaszcza takich miejsc. Bo podopieczni docierają do nich transportem publicznym lub zorganizowanym i narażeni są na liczne kontakty z osobami z zewnątrz. Podobnie kadra placówki. Tymczasem znaczna część pracowników zgłosiła konieczność pozostania w domu z uwagi na potrzebę zajęcia się własnymi dziećmi.

W podobny sposób zareagowało wielu dyrektorów takich placówek. Jak się dowiadujemy, już 11 marca wysłali do MEN dziesiątki podobnych e-maili. Poprosiliśmy ministerstwo o komentarz. – Odniesiemy się do tych pytań – zapewnia rzecznik resortu, ale nie precyzuje kiedy.

− W takiej sytuacji musieliśmy sami znaleźć rozwiązanie. Zastosowaliśmy rozporządzenie ministra edukacji w sprawie bezpieczeństwa i higieny w publicznych oraz niepublicznych szkołach i przedszkolach. Artykuł 18 par. 2 mówi, że dyrektor za zgodą organu prowadzącego może zawiesić zajęcia na czas oznaczony, jeśli wystąpi na danym terenie zdarzenie zagrażające zdrowiu uczniów – mówi Małgorzata Gorący. A skoro organami prowadzącymi są często stowarzyszenia i fundacje, takie zgody wydają.

Ryzyko

Analizując decyzję MEN, dyrektorzy mają wrażenie, że popełniono błąd. − Zawieszeniem nie objęto, obok naszych placówek, także szkół przy zakładach karnych, poprawczych i przy schroniskach dla nieletnich. Rzeczywiście, te szkoły są w stanie przy podwyższonych zasadach higieny zapewnić bezpieczeństwo wychowankom. Ale nie my – podkreśla Małgorzata Gorący. Przekonuje, że resort edukacji mógłby w prosty sposób naprawić ten błąd, wpisując do swojej decyzji, że chodzi o placówki pobytu całodobowego, zamknięte, z internatem. Na razie tak się nie dzieje.

Adam Komar podkreśla, że gdy tylko pojawił się komunikat MEN, wielu dyrektorów i rodziców wydzwaniało do resortu z prośbą o wyjaśnienie.

− Co słyszeliśmy? Na przykład, że tym dzieciom lepiej będzie w placówce niż w domu, bo nie każda rodzina jest w stanie zabezpieczyć ich potrzeby. Albo że nasze dzieci i tak się samodzielnie nie ruszają, więc problemu nie ma – opowiada Komar. Dodaje, że ta sytuacja dotyczy wyłącznie osób od trzeciego do 25. roku życia, bo PFRON i MRPiPS szybko wydały decyzje mówiące o konieczności zawieszenia zajęć w placówkach wsparcia dziennego dla dorosłych.

Katarzyna Świeczkowska, dyrektor Zespołu Niepublicznych Placówek Oświatowych w Polskim Stowarzyszeniu na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną, oddział w Gdańsku, przypomina, że dzieci niepełnosprawne mają zwykle znacznie obniżoną odporność. − To osoby na wózkach, nierzadko leżące czy z czterokończynowym porażeniem. Często nie mają fizjologicznych odruchów odkrztuszania, prawidłowego napięcia mięśniowego. Zwykła infekcja przeradza się w zapalenie oskrzeli, płuc. Koronawirus stanowi więc realne zagrożenie – podkreśla. I dodaje, że nie zawsze można liczyć na pełną odpowiedzialność rodziców. − Rozumiem ich emocje. Sama wychowywałam dziecko z niepełnosprawnością. Zawiezienie młodego człowieka do takiej placówki daje możliwość pracy zawodowej i po prostu chwilę wytchnienia. Ale wystarczy jedna osoba, która zachowa się nieodpowiedzialnie, i stworzy śmiertelne ryzyko.

Zasady

Dziś rodzic, którego dziecko do ósmego roku życia nie bierze udziału w zajęciach, ma prawo do zasiłku opiekuńczego. W przypadku dzieci z niepełnosprawnością granica wieku dla ich samodzielności nie ma znaczenia. Pojawiły się więc apele o zniesienie limitu wiekowego. Sprawę opisaliśmy w poniedziałkowym wydaniu DGP. Początkowo były szanse na realizację tego postulatu, ale pojawił się opór ze strony rządu ze względów finansowych.

Teraz, jak ustaliliśmy, większość placówek zamyka się w oparciu o wspomniane rozporządzenie MEN dotyczące higieny i art. 18. − Nauczyciele są w kontakcie z rodzicami, zlecają ćwiczenia tak, by nie było regresu w terapii − podkreślają.

Do zamknięcia tego wydania MEN nie zmieniło decyzji. Dostaliśmy natomiast sygnał od jednej z placówek. Otrzymała e-mail z Departamentu Wychowania i Kształcenia Integracyjnego ministerstwa, że w razie wątpliwości może zawiesić zajęcia „na podstawie rozporządzenia bhp”.