Co w skrócie oznacza ucieczkę co lepszych nauczycieli z gimnazjów i potrzebę łatania ich etatów. Jednocześnie – niedobory pedagogów w nagle przepełnionych podstawówkach. Siódmo- i ósmoklasistów spędzających z powodu przeciążenia programem tyle czasu w szkole co ich rodzice w pracy. Bałagan organizacyjny spowodowany koniecznością przyjmowania nowych ocen pracy pedagogów. Niepewność dotyczącą tego, jak w takich warunkach uczniowie będą przygotowani do egzaminu ósmoklasisty.
Od przybytku problemów niejednego dyrektora boli już głowa. Nic dziwnego, że kiedy szkoły i przedszkola musiały zmierzyć się jeszcze z unijnym rozporządzeniem o ochronie danych osobowych (RODO), pracownicy części z nich zupełnie stracili kompas. A w doniesieniach rodziców i nauczycieli zaroiło się od absurdów.