- Jeżeli banki mają prawo dokonywać identyfikacji klienta w oparciu o cztery czy pięć pytań, to tym bardziej szkoła wyższa powinna to robić - mówi w wywiadzie dla DPG Maciej Kawecki, dyrektor departamentu zarządzania danymi w Ministerstwie Cyfryzacji.
Uczelnie mają problem z monitorowaniem karier zawodowych absolwentów. Wszystko przez RODO. Jedna ze szkół zaalarmowała nas, że art. 13b ust. 12 ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym (art. 352 ust. 15 nowej Konstytucji dla nauki) ogranicza zakres możliwych do pozyskania danych (w celu dostosowania programu studiów do potrzeb rynku pracy) jedynie do imienia, nazwiska, adresu do korespondencji i e-maila. Czy tak jest rzeczywiście?
Jeżeli w przepisie aktu rangi ustawowej przewidziany został katalog danych osobowych, to powinien on determinować zakres gromadzonych danych. Natomiast w sytuacji gdy mamy tylko normę ogólną, nakładającą na szkołę wyższą określone zadanie lub przyznającą jej uprawnienie, to wówczas oczywistym jest, że może ona gromadzić wszystkie informacje niezbędne do realizacji tego celu. Podam przykład. Ustawa z 20 lipca 2018 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce stanowi, że uczelnia przeprowadza egzaminy. Na studiach polonistycznych w ramach zaliczeń student może napisać przykładowo esej, że jest poważnie chory czy że był hospitalizowany. I to mogą być prawdziwe informacje, będące danymi szczególnie chronionymi. Przepis nie wskazuje wyraźnie, że uczelnia jest uprawniona do gromadzenia takich informacji, niemniej są one w tym przypadku niezbędne do tego, aby szkoła wyższa mogła sprawdzać właśnie postępy edukacyjne studenta i prowadzić działalność naukowo-dydaktyczną (badawczą). Tak więc dane takie bez wątpienia mogą być przez nią gromadzone.