Oto 10 największych bolączek oświaty w ostatnim czasie. Część z nich jest już nauczycielom, dyrektorom szkół i samorządowcom dobrze znana. Przykładowo od lat nie ustają narzekania na trudności w zwalnianiu nauczycieli i system ich wynagradzania (w tym zwłaszcza tzw. czternastki). Postuluje się również likwidację Karty nauczyciela i zastąpienie jej nową pragmatyką dla tego zawodu. Podnoszona jest także konieczność rozprawienia się z dwuzmianowym trybem nauczania.

Obok tych już od dawna znanych problemów w ostatnim czasie pojawiają się nowe. Głównie za sprawą wciąż wdrażanej reformy likwidującej gimnazja. Dużo trudności, a w związku z tym również emocji, wywołuje kwestia migracji między szkołami – przenoszenie klas i uczniów, zagospodarowanie budynków pozostałych po gimnazjach, przepełnienie podstawówek. Do tego w przyszłym roku do szkół średnich pójdzie podwójny rocznik, co już dziś spędza sen z powiek wszystkim zainteresowanym, a zwłaszcza rodzicom, którzy obawiają się, że przez to ucierpi edukacja ich dzieci.

Jak bumerang powracają również pytania o finansowanie zmian wprowadzanych reformą na poziomie samorządów. Wątpliwości dotyczą także przyznawania w przyszłości specjalnych dodatków dla nauczycieli dyplomowanych za wyróżniającą pracę. Wreszcie powraca też postulat ujednolicenia metody finansowania miejsc dzieci w przedszkolach – dziś jest bowiem tak, że na sześciolatki wypłacana jest subwencja, a na młodsze dzieci dotacja. Ta ostatnia jest przy tym niemal trzykrotnie niższa od subwencji.