Zamiast nowatorskich rozwiązań mamy konflikt między naukowcami, który kosztuje nas już 1,5 mln zł. Właśnie tak wygląda u nas innowacyjność.
Reklama
Wygląda na to, że Polska długo jeszcze nie będzie miała swojego Thomasa Edisona, który w początkach XX w. zarejestrował aż 1093 patenty. Choć termin „innowacyjność” odmienia się nad Wisłą przez wszystkie przypadki, a z budżetu państwa w samym 2018 r. przeznacza się na nią ponad 9 mld zł, kulisy projektów badawczo-rozwojowych wyglądają często tak, jak historia Instytutu Badań Systemowych Polskiej Akademii Nauk (IBS PAN) i jej komórki Centrum Zastosowań Matematyki i Inżynierii Systemów (CZMIS). Z ambitnych planów nici. Za to konflikt między naukowcami trwa w najlepsze. Zamiast nowatorskich rozwiązań wygenerował już koszty dla podatnika, które mogą sięgać 1,5 mln zł.
O sporze, który w 2016 r. wybuchł między dr. Kamilem Kuleszą, pomysłodawcą i kierownikiem CZMIS, a prof. Sławomirem Zadrożnym, dyrektorem IBS PAN, pisałam w DGP nr 64/2017. Kilka lat temu CZMIS było perełką w PAN-owskiej koronie i powodem do chluby. Doktor Kulesza, zainspirowany podczas pobytu w Cambridge i Oksfordzie działalnością brytyjskiego naukowca prof. Johna Ockendona, namówił szacowną polską instytucję do stworzenia jednostki, w której naukowcy mieli wykorzystywać swoją wiedzę do rozwiązywania praktycznych problemów przedsiębiorców. Nie z publicznej kasy, a na koszt i zlecenie biznesu. Tak powstał CZMIS. Po kilku latach rozwijania obiecującego projektu naukowcy zostali z kwitkiem, a IBS PAN z długami. Prokuratura i sądy badają, kto zawinił, w sprawę zaangażowanych jest kilkadziesiąt osób fizycznych i prawnych. Kulesza mówi o kilkunastu postępowaniach. IBS PAN twierdzi, że wie obecnie o dwóch.

Krajobraz po burzy

Gabinet prezesa Polskiej Akademii Nauk prof. Jerzego Duszyńskiego na 26. piętrze Pałacu Kultury i Nauki jest tak duży, że można by w nim organizować lekcje nauki jazdy na rowerze. Zostaję zaproszona na spotkanie po przesłaniu do prof. Duszyńskiego e-maila z pytaniami na temat konfliktu w IBS PAN. Pytałam w liście m.in., dlaczego nie udało się doprowadzić do rozwiązań ugodowych pomiędzy instytucją a dr. Kamilem Kuleszą, czy awantura służy PAN i ile to wszystko – prawnicy, odszkodowania, roszczenia pracowników – kosztuje podatnika. A także, dlaczego pomimo dwukrotnego umorzenia sprawy przez prokuraturę IBS PAN zdecydował się na wniesienie subsydiarnego aktu oskarżenia do sądu. W sumie chciałam wyjaśnić osiem kwestii. Prezes PAN postanowił odpowiedzieć mi osobiście. W spotkaniu uczestniczyli również wiceprezes PAN prof. Paweł Rowiński i dyrektor IBS PAN prof. Sławomir Zadrożny. Przez półtorej godziny rozmawialiśmy o sprawie, której by nie było, gdyby... No właśnie. Ja postaram się przytoczyć fakty, a państwa proszę, abyście sami wyrobili sobie zdanie.

Miłe złego początki

CZMIS miał być rewolucyjnym pomysłem. Naukowcy – matematycy i inni – pod kierownictwem dr. Kuleszy pracowali dla firm prywatnych oraz instytucji państwowych. Klientami CZMIS były poważne firmy, w tym przemysł, banki, fundusze inwestycyjne, spółki giełdowe. Pod parasolem IBS PAN jednostka zrealizowała ok. 50 projektów, w większości komercyjnych, generując w sumie kilka milionów złotych przychodów. Rok 2015 był rekordowy. Przedsięwzięcie zarabiało na siebie – co potwierdzi później prokuratura.
CZMIS od samego początku nie posiadał osobowości prawnej. Stroną umów, działając w jego imieniu, był IBS PAN. Warunki współpracy instytucji matki i jej komórki do zadań specjalnych określono w dwóch umowach, podpisanych 1 kwietnia 2010 r. – „Porozumieniu ramowym w przedmiocie utworzenia i działalności Centrum Zastosowań Matematyki i Inżynierii Systemów w strukturze Instytutu Badań Systemowych PAN” (obowiązującym na 10 lat) oraz dokumencie powierzającym dr. Kuleszy kierownictwo CZMIS (na okres 5 lat). Czas trwania tej drugiej umowy upłynął wiosną 2015 r. (miała być przedłużona na dalsze 5 lat na niepogorszonych warunkach).
Zgodnie z zapisami umów instytut udostępniał nieodpłatnie CZMIS lokum, płacił za prąd i księgowość. Ponadto przez pierwsze dwa lata IBS PAN przekazywał na subkonto jednostki 64 tys. zł rocznie, a później połowę tej kwoty. Pieniądze te – zgodnie z umową – były przeznaczone m.in. na wynagrodzenia szefa CZMIS oraz jeszcze jednej osoby odpowiedzialnej za sprawy administracyjne. Kwota uległa zmniejszeniu, gdy wpływy pozyskane przez CZMIS od firm przekroczyły 350 tys. zł. rocznie.
Doktor Kulesza miał decydować o składzie zespołów (badacze zatrudniani najczęściej na umowy o dzieło), kierować ich pracami itd. Jako jedyny miał prawo do stałego miesięcznego wynagrodzenia 2650 zł miesięcznie brutto (w 2015 r. wysokość wynagrodzenia wzrosła do 3000 zł brutto), na którą to kwotę, jako samozatrudniony, wystawiał faktury IBS PAN. Zespół CZMIS liczył ok. 50 osób, większość regularnie realizowała projekty badawcze. Doktor Kulesza, podobnie pozostali naukowcy, dostawał także honoraria za prace przy konkretnych projektach – na podstawie umów o dzieło. W praktyce wychodziło od 40 do 70 tys. zł rocznie brutto, ale przy braku projektów byłoby 0 zł. Jeden z punktów umowy stanowił, że w przypadku gdy na zakończenie roku CZMIS będzie mieć według zapisów księgowych IBS PAN nadwyżki, będzie on mógł tytułem premii otrzymać połowę tej kwoty. Doktor Kulesza twierdzi, że większość środków zostawiał w CZMIS, a przez sześć lat pobrał dla siebie łącznie 35 tys. zł brutto.
Co istotne, pieniądze za wykonane przez CZMIS prace spływały na konto bankowe instytutu. Konflikt wybuchł na dobre na początku 2016 r., kiedy prof. Zadrożny zdecydował, że nie zapłaci honorariów za zrobione projekty dla ludzi z zespołu CZMIS. Jak dziś twierdzi, na koncie prowadzonym przez IBS PAN dla CZMIS nie było pieniędzy, a wystawione rachunki opiewały na kwotę ponad 200 tys. zł. On sam zaś nie był pewien, czy ludzie, którzy mieli dostać te pieniądze, naprawdę pracowali przy projektach. Potem wypadki potoczyły się lawinowo. Choć niektóre rozpoczęte wcześniej prace udało się ukończyć, to nieopłaceni ludzie przestali w końcu pracować nad kolejnymi projektami, na które IBS PAN zawarł umowy z firmami. Firmy, którym nie dowieziono wyników, zerwały umowy z instytutem i zażądały odszkodowania. Kulesza i jego zespół zaczęli krzyczeć na całą Polskę, że zrobiono im krzywdę. CZMIS zostało zlikwidowane uchwałą Rady Naukowej IBS PAN z 31 marca 2017 r. Następnie (28 kwietnia 2017 r.) IBS PAN wniósł do sądu przeciw doktorowi pozew o ochronę dóbr osobistych oraz zadośćuczynienie. Poszło o wywiad na portalu INN:Poland. Jak stoi w pozwie, obraźliwe i oszczercze wydało się kierownictwu instytutu – między innymi – użycie przez Kamila Kuleszę w odniesieniu do niego takich określeń jak „feudalny system” oraz „panowie profesorowie pieniaczą się za państwowe pieniądze”. Wcześniej instytut złożył zawiadomienie do prokuratury, że Kamil Kulesza swoimi poczynaniami celowo naraził IBS PAN na straty i niekorzystne rozporządzenie swoim mieniem w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, nadużył swoich uprawnień tudzież nie dopełnił obowiązków. Prokuratura, po przesłuchaniu kilkudziesięciu świadków i zgromadzeniu ok. 2 tys. stron akt dwukrotnie umarzała sprawę, nie szczędząc zresztą IBS PAN gorzkich słów w uzasadnieniu.

Koszty zamiast projektów

Dobrym przykładem tego, w jaki sposób zakończyła się współpraca IBS PAN ze zleceniodawcami CZMIS, jest BioInfoBank z Poznania. Choć pierwsze kontrakty dla niego zostały w 2015 r. zrealizowane, a nawet nagrodzone, to w 2016 r. firma nie otrzymała kolejnych „bitcoinowych” badań, które zamówiła – umowa opiewała na 50 tys. zł + VAT. Taką też kwotę, powiększoną o koszty prawne (10 tys. zł), IBS PAN oddał firmie pod koniec 2016 r. w wyniku zawartej ugody. Oprócz tego w wyniku postępowania przed Sądem Okręgowym w Warszawie, na skutek innego pozwu BioInfoBanku, IBS PAN został zobowiązany do zapłaty na jego rzecz 81 tys. zł. wraz z ustawowymi odsetkami i kosztami prawnymi. Z kolei spółka Acadia, która za zlecone badania przelała na konto IBS PAN ok. 250 tys. zł, zawarła z instytutem ugodę, zgodnie z którą ten przekazał jej 379 tys. zł. Do tego dochodzą roszczenia współpracowników CZMIS. Mimo braku zapłaty ze strony IBS PAN zespół kierowany przez dr. Kuleszę dokończył badania na zlecenie Budimexu (ok. 50 tys. zł) oraz Biura Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej (ok. 100 tys. zł). Trwają rozmowy z drugą z tych firm – co zrobić, skoro IBS PAN przekazał firmie wyniki prac, za które nie zapłacił ich wykonawcom, co stanowi naruszenie praw autorskich.
Dlaczego prof. Zadrożny w 2016 r. nagle zakwestionował listę wynagrodzeń i unieruchomił dynamiczną komórkę badawczo-rozwojową? Doktor Leopold Żurek – polska legenda w dziedzinie modelowania matematycznego, członek CZMIS, któremu IBS PAN zalega z wypłatą 21 tys. zł za dwa projekty – wyjaśnia, że kształtowanie zespołu, który ma rozwiązywać bardzo wymagające intelektualnie zagadnienia, przebiega dynamicznie. Czasem mogą pojawić się wątpliwości co do efektywności pewnych działań. Wspomina, że do konkretnego projektu zaprasza się pewną liczbę badaczy, a z czasem część z nich wymienia. Zaproszeni do współpracy negocjowali z dr. Kuleszą honoraria, ale ich ostateczna wysokość była ustalana na samym końcu, już po oddaniu i zaakceptowaniu przez zleceniodawcę raportu końcowego. – Robiło się to zespołowo, po oszacowaniu wkładu pracy poszczególnych badaczy – wspomina dr Żurek. Dodaje, że gdy okazało się, że IBS PAN kwestionuje przedstawione przez CZMIS rachunki, prof. Zadrożny rozmawiał o tym z dr. Kuleszą. – Prof. Zadrożny zażądał, aby każdy z wykonawców dostarczył mu tę część, którą wykonał samodzielnie – śmieje się. I dodaje, że w świecie wykonywanych zespołowo prac badawczo-rozwojowych to dość nietypowe życzenie. Praca interdyscyplinarnych zespołów polega bowiem na tym, że ludzie komunikują się ze sobą, robią burzę mózgów, myślą, czasem się kłócą ze sobą. Ostateczny wynik tych prac – zapisany w raporcie – jest syntezą takiej właśnie współpracy. To nie fabryka gwoździ, gdzie można precyzyjnie obliczyć, ile sztuk wyprodukował każdy robotnik.
Profesor Zadrożny widzi to inaczej. Przekonuje, że już w 2015 r. chciał renegocjacji umowy z Kuleszą, gdyż według niego była niekorzystna dla instytutu. Tłumaczy, że dawała ona doktorowi zbyt dużo swobody, a jemu, dyrektorowi IBS, za małą kontrolę. W datowanym na 28 sierpnia 2017 r. raporcie biegłego rewidenta sporządzonym dla IBS PAN czytamy m.in.: „Odpowiedzialny za działalność oraz budżet CZMIS Kamil Kulesza (...) podejmował działania zmierzające do stworzenia wrażenia dodatniego salda przychodów i wydatków na koniec roku kalendarzowego, poprzez przesuwanie w czasie znacznych wydatków na wynagrodzenia za już zakończone i rozliczone z kontrahentami zewnętrzne umowy dopiero w nowym roku kalendarzowym (...)”.
Doktor Kulesza uważa, że jego sukcesy kłuły w oczy wiele osób, a dyrektor IBS PAN chciał zmienić zasady funkcjonowania CZIMS, a w efekcie przejąć jego działalność, kontakty i pieniądze. Żądał też overheadu, czyli procentu od umów, jakie realizował zespół CZMIS, jasno wykluczonego w zawartych w 2010 r. umowach. Kulesza zwraca uwagę, że prof. Zadrożny praktycznie od samego początku istnienia CZMIS sprawował funkcję zastępcy dyrektora ds. naukowych IBS i zgodnie z ww. umowami nadzorował jego działalność. Przez pięć lat, czyli do 2015 r., nie zgłaszał większych uwag co do jego działania. Ale wiosną 2015 r. doszło do zmiany kierownictwa Polskiej Akademii Nauk. Profesora Michała Kleibera zastąpił prof. Jerzy Duszyński. Profesor Zadrożny, który zaczął kierować IBS PAN w maju 2014 r., zmienił swój kurs wobec CZMIS. – Do czasu, gdy prof. Sławomir Zadrożny nie przejął steru w instytucie, współpracował, choć zdarzały się małe konflikty na linii CZMIS–IBS–PAN, gdyż Zadrożny to znany szczególarz – komentuje jeden z pracowników instytutu.

Bilans krzywd

Można powiedzieć, że anglosaskie podejście dr. Kuleszy okazało się nie pasować do IBS PAN. Nawet teraz, kiedy po CZMIS nie ma już śladu, a Kulesza pracuje dla innych jednostek naukowych, kierownictwo Polskiej Akademii Nauk nie szczędzi mu złośliwości. W trakcie spotkania w gabinecie prof. Duszyńskiego dowiaduję się, że kierownictwo PAN chętnie by zobaczyło CV twórcy CZMIS, bo „nikt go na oczy nie widział”. Profesorowie podają w wątpliwość charakter jego współpracy z Uniwersytetem w Cambridge. Podnoszą, że Kulesza ma mało publikacji, a PAN stawia głównie na osoby, które publikują. Sugerują, że z działania CZMIS nie było dla PAN żadnej korzyści – ani naukowej, ani finansowej. Mnie natomiast nie sprawiło problemu dotarcie do dokumentów, z których wynika m.in., że dr Kulesza skończył studia na University of South Africa – z wyróżnieniem (cum laude) – i zrobił doktorat, też z wyróżnieniem, w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki PAN, cztery lata po studiach (Kulesza odgryza się prof. Zadrożnemu, wskazując, że pracę doktorską obronił on 13 lat po studiach). Tam też był przez kilka lat adiunktem. W Cambridge był na matematycznym stażu podoktorskim oraz zdobywał dodatkowe kwalifikacje, np. w tamtejszej szkole biznesu . – Właśnie tam zachwyciłem się tym, co robi prof. John Ockendon, i postanowiłem przenieść to na nasz grunt, korzystając z sumy swoich doświadczeń – wyjaśnia Kulesza.
Wynikający z tej historii obraz salonowych gier naukowców, które z pewnością nie przyczyniają się do pobudzenia polskiej innowacyjności, jest dość przygnębiający. Pytanie, jak to się dzieje, że szanowana instytucja, jaką jest PAN, po powołaniu do życia CZMIS zamiast nowatorskich rozwiązań generuje procesy sądowe. Czy to możliwe, by panował tam aż taki bałagan? Jak to się stało, że spór pomiędzy kierownikami dwóch jednostek przerywa ciągłość prac nad projektami i naraża państwową instytucję na finansowe i wizerunkowe straty? Dlaczego nikt zawczasu nie zauważył, że w kasie rzekomo kończą się pieniądze? – To księgowość IBS PAN kierowała strumieniami pieniędzy, które wpłacali zleceniodawcy, ona wypłacała należności z tytułu umów z wykonawcami. Miała pełną kontrolę nad finansami. Nie było żadnych zgrzytów – mówi pragnąca zachować anonimowość osoba znająca realia współpracy obu jednostek. I dodaje, że osobiście nie wierzy, aby nagle pieniądze wpłacane przez firmy zlecające wykonanie badań wyparowały. Doktor Leopold Żurek komentuje to bardziej dosadnie: – Profesor Zadrożny powiedział mi, że nie ma pieniędzy dla wykonawców. To co się z nimi stało? Przecież wpływały na konto IBS PAN, to on je kontrolował – mówi.
Profesor Duszyński prosi, by nie mieszać akademii z podlegającymi jej jednostkami. W wewnętrznej dokumentacji PAN czytamy: „Powołani przez IBS PAN audytorzy stwierdzili jednoznacznie, że ewidencja operacji księgowych dotyczących CZMIS prowadzona była rzetelnie i sprawdzalnie, zaksięgowane operacje gospodarcze poparte są odpowiednimi dokumentami, a z wyjątkiem roku 2016 wynik finansowy CZMIS jest dodatni lub na nieznacznym minusie. Wszystkie projekty prowadzone przez CZMIS zostały zrealizowane i opłacone przez komercyjne podmioty zewnętrzne z wyjątkiem projektów wykonywanych w 2016 r. na rzecz Acadia oraz BioInfoBank, które wskutek wstrzymania realizowania wypłat przez IBS PAN na rzecz CZMIS nie zostały wykonane, a ww. kontrahenci odstąpili od umów zawartych z Dyrekcją IBS PAN stanowiących podstawę ich realizacji”.
Profesor Zadrożny twierdzi, że to on jest ofiarą w sprawie. – Wyobraźmy sobie człowieka krzywdzonego, który od swego oprawcy dostaje propozycję, że ów przestanie go dręczyć. Pod warunkiem, że ten pierwszy wytrzyma jeszcze chwilę – zagaja mnie poetycko. Bilans tej krzywdy wygląda tak: w 2016 r. IBS PAN wypłacił firmom BioInfoBank oraz Acadia blisko 500 tys. zł z tytułu odszkodowań za niewywiązywanie się z kontraktów. Ugody te nie zawierały kwot roszczeń pracowniczych osób związanych z CZMIS oraz roszczeń z tytułu praw autorskich. Te w odniesieniu do wszystkich firm to łącznie ok. 600 tys. zł. od blisko 20 osób. Kolejne co najmniej 300 tys. zł strat wynika z niedokończonych, a realizowanych kontraktów i niepodpisanych umów, które były już bliskie realizacji, ale nie zostały zawarte w związku z konfliktem. Do tego dochodzi 0,5 mln zł ewentualnych roszczeń przedsiębiorstw, które nie otrzymały majątkowych praw autorskich do badań, które odebrały.
Prokuratura i sądy zajmowały się – według tego, co mówi dr Kulesza – 17 sprawami. Profesor Sławomir Zadrożny twierdzi, że z tego wszystkiego zostały zaledwie dwie. Bo według niego reszta została już rozstrzygnięta. Ale, jak już wcześniej wspomniałam, kolejne za chwilę wpłyną do sądu (to te, w których nie udało się zawrzeć sądowej ugody). Nie dostałam od IBS PAN informacji na temat tego, ile zapłacił za obsługę prawną sporu z CZMIS i dr. Kuleszą. Według szacunków rynkowych sam koszt obsługi sprawy w prokuraturze może kształtować się na poziomie 100 tys. zł. Drugie tyle mogą wynosić koszty procesu o zniesławienie przez dr. Kuleszę IBS PAN i innych. Instytut domaga się przeprosin oraz 5 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.
Tyle że prokuratura nie była w stanie pochylić się z troską nad krzywdą IBS PAN. Co więcej, w postanowieniu umarzającym wniosek przeciwko dr. Kuleszy z doniesienia IBS PAN (wniesiony za pośrednictwem prawnika na polecenie dyrektora IBS PAN prof. Sławomira Zadrożnego) nie pozostawia na „pokrzywdzonym” suchej nitki: „IBS PAN wskutek wieloletnich zaniechań i chaosu organizacyjnego nie jest w stanie szczegółowo zbilansować działalności CZMIS. (...) nie sposób oprzeć się wrażeniu, że pokrzywdzony usiłuje wykorzystać organy ścigania do uporządkowania relacji z jedną ze swoich jednostek organizacyjnych. Tymczasem organy ścigania nie są powołane do ustalania organizacyjnej formy działania jednostek organizacyjnych na ich potrzeby, badania zasadności zawartych umów cywilnoprawnych ani rzetelności członków ich organów bądź szeregowych pracowników. Co więcej, IBS PAN w razie wątpliwości co do rzetelności Kierownika CZMIS ma szerokie możliwości dochodzenia roszczeń cywilnoprawnych w postępowaniu cywilnym. Jednakże podkreślenia wymaga, że kwestionowane Porozumienie ramowe łączące strony podmiotowego konfliktu – nawet mimo złożenia zawiadomienia o przestępstwie – nie zostało rozwiązane”.
Czy zanim skierowano sprawy do sądu, nie można się było po prostu dogadać, rozstać z kulturą? Podczas spotkania z profesorami Duszyńskim i Zadrożnym nie mogę nie zadać tego pytania. Profesor Zadrożny przekonuje mnie, że próbował, ale wszystkie jego e-maile kierowane do dr. Kuleszy trafiały w pustkę. Tymczasem dotarłam do dokumentów, z których jasno wynika, iż w 2016 i 2017 r. to dr Kulesza i zespół CZMIS starali się dotrzeć do kierownictwa PAN, porozumieć i w sposób cywilizowany rozwiązać konflikt. Dysponuję też korespondencją dr. Kuleszy z prof. Zadrożnym, w której ten pierwszy prosi o spotkania i polubowne rozstrzygnięcie sporu. Z tego, co wiem, prośby zostały bez odpowiedzi.

Polskie drogi do innowacji

W budżecie unijnym na lata 2021–2027 Komisja Europejska pragnie przeznaczyć aż 100 mld euro na badania naukowe i innowacje. Istotna część tych środków trafi do Polski. Rządowi zależy na zacieśnianiu współpracy świata nauki z biznesem. To jedyna droga do innowacyjnej gospodarki. Jednak akademickie rozgrywki na wzór tych, które toczą się w PAN-ie, nie przybliżają nas do tego celu. Traci biznes i gospodarka, tracą podatnicy. Dokror Leszek Rychlewski, prezes BioInfoBanku, który zlecił CZMIS feralne „bitcoinowe” badania, mówi: – Byłem zadowolony ze współpracy z CZMIS i jego szefem. Miałem nadzieję na więcej, ale postawa kierownictwa IBS PAN to uniemożliwiła. I dodaje, że cieszył się, iż w Polsce znalazł ekipę, która była w stanie wykonać badania, za które za granicą musiałby wyłożyć kilkukrotnie większą kwotę. Teraz nie ma jednak wyjścia. Na badaniach zarobią zapewne Niemcy.
Ponieważ BioInfoBank pozostaje w sporze prawnym z IBS PAN, z ostrożności postanowiłam porozmawiać też z innymi osobami, które reprezentowały spółki zlecające badania CZMIS. Jedną z nich jest Wojciech Dąbrowski, były wieloletni prezes Agencji Rozwoju Przemysłu oraz Polskiej Grupy Zbrojeniowej. W sumie zlecił CZMIS cztery projekty. Kiedy pytam go o efekty, znajduje same słowa uznania. Terminowo, perfekcyjnie, dawali więcej niż było w kontrakcie, a Kulesza superinteligentny i kreatywny. Zapytany o ewentualne przywary dr. Kuleszy, po chwili namysłu odpowiada: – No, jest strasznie gadatliwy. Ale to mała cena za to, co sobą reprezentuje.
Cała ta sprawa przypomina mi fragment książki „Czarny łabędź” Nassima Nicholasa Taleba, który tak pisał o świecie akademickim: „Kiedy jesteś aktywny, problemy i sytuacje awaryjne następują jedne po drugich każdego dnia, wypierając i eliminując zmartwienia, urazy i konflikty dnia poprzedniego. Klin wbija się klinem, a są one zdumiewająco różnorodne. (…) Drobne gafy przeradzają się w urazy. (…) Nie wspominając już o chorobliwej zazdrości, niemal niespotykanej w świecie biznesu”. Pytanie tylko, czy tak malownicza w publicystycznym ujęciu przypadłość akademickiego świata musi mieć tak smutne konsekwencje.
Dziennik Gazeta Prawna
Profesor Michał Kleiber, prezes Polskiej Akademii Nauk w latach 2007–2015, za którego kadencji powołano CZMIS, jest zmartwiony awanturą uderzającą w dobre imię akademii. Tłumaczy, że choć dr Kulesza był kiedyś doktorantem w instytucie, którym on wtedy zarządzał, to nie bardzo orientuje się w szczegółach obecnego sporu. Owszem, znał plany i ambicje Kuleszy i sekundował mu, gdy ten chciał przenieść anglosaskie wzorce współpracy biznesu z nauką. Przez pewien czas, od kiedy powstał CZMIS, odbierał wyłącznie pozytywne opinie na temat jego funkcjonowania. Informacja o konflikcie i jego eskalowaniu bardzo go zmartwiła. Nie jest w stanie ocenić ani co było przyczyną, ani kto zawinił. – Doktor Kulesza ma trudny charakter – mówi – ale jednocześnie jest wizjonerem, niezwykle kreatywnym człowiekiem – dodaje. I przyznaje, że taka nieuczesana postawa może rodzić problemy w konserwatywnym świecie polskiej nauki.
– Dla naszego zespołu CZMIS było czymś więcej niż tylko firmą, komercyjnym działaniem, nie traktowaliśmy tego tylko rynkowo – mówi dr Leopold Żurek. On sam pracował w ciągu 73 lat swojego życia przy dużych projektach, robił zlecenia na zamówienie czterech największych firm informatycznych współczesnego świata, gdyby miał od CZMIS i IBS PAN żądać rynkowego wynagrodzenia za swoją pracę, pewnie nie byłoby ich na niego stać. – Mieliśmy misję wdrażania metod ilościowych do rzeczywistych procesów decyzyjnych, związanych chociażby ze sprawami finansowymi, obronnymi czy choćby badawczymi na szczeblu centralnym – przekonuje. I dodaje, że to kwestie fundamentalne dla państwa i polskiej nauki. – Tyle się mówi, bębni w mediach o tym, jak ważna jest współpraca nauki z biznesem. A w tym przypadku tym młodym złamano kręgosłup. Podważono zaufanie do instytucji publicznych – konkluduje.