Rezygnujemy z zapisu, zgodnie z którym egzaminy wstępne na studia mogły sprawdzać kompetencje weryfikowane podczas matury – zadeklarował w wywiadzie dla DGP Piotr Müller, wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego. Niektórzy akademicy nie kryją rozczarowania.
Jeszcze kilka miesięcy temu Jarosław Gowin, minister nauki i szkolnictwa wyższego, przekonywał na naszych łamach, że chce, aby uczelnie same decydowały o egzaminach wstępnych. Obecnie mogą je bowiem stosować, ale tylko z tych przedmiotów, których nie było na maturze.
Pomysł ten od początku nie podobał się jednak Ministerstwu Edukacji Narodowej. – Rozwiązanie to budzi zdecydowany sprzeciw – wskazywała w uwagach do pierwotnej wersji projektu ustawy 2.0 Anna Zalewska. Zdaniem MEN obecne rozwiązania są wystarczające. Już teraz przepisy dopuszczają możliwość przeprowadzenia przez szkoły wyższe dodatkowych egzaminów, choć jedynie w przypadku konieczności sprawdzenia uzdolnień artystycznych, sprawności fizycznej lub szczególnych predyspozycji do podejmowania studiów na danym kierunku nieweryfikowanych w trybie egzaminu maturalnego. Każda szkoła wyższa może w autonomiczny sposób określić wymagania stawiane kandydatom. Ma prawo wskazać, że szanse przyjęcia na dany kierunek mają wyłącznie osoby, które np. z trzech egzaminów dojrzałości na poziomie rozszerzonym uzyskały nie mniej niż 85 proc. punktów. – Podniesienie poprzeczki tak wysoko daje szkole wyższej gwarancję, że spośród wszystkich maturzystów wybierze najlepszych – uważa Zalewska.
Taka argumentacja przekonała resort nauki. – Szanujemy uzgodnienia międzyresortowe. Naszym zdaniem egzaminy wstępne, nawet uwzględniające częściowo zakres matury, byłyby dobrym rozwiązaniem. Rozumiemy jednak obawy Ministerstwa Edukacji Narodowej i doszliśmy do porozumienia. Egzaminowanie z zakresu objętego maturą nie będzie możliwe, ale już spoza niego – sprawdzające inne kompetencje, wiedzę i predyspozycje, będzie dozwolone – mówi Piotr Müller, wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego.
Reklama
W ocenie prof. Jana Szmidta, przewodniczącego Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich obecnie obowiązujące regulacje dają całkowicie wystarczającą podstawę do trafnego rekrutowania kolejnych roczników studentów pierwszego roku. – KRASP wysoko ocenia jakość systemu egzaminów maturalnych, zarówno w zakresie jego niezawodności, jak i jakości. Dwupoziomowa konstrukcja matury dobrze przystaje do potrzeb rekrutacyjnych uczelni – mówi prof. Szmidt.
Niektórzy akademicy nie kryją jednak rozczarowania decyzją MNiSW. – Negatywnie oceniam wycofanie się z tego pomysłu. Wygląda na to, że resort nauki i szkolnictwa wyższego ma zaufanie do poziomu matur. Ja go nie mam. Kwalifikacje maturzystów, którzy dostają się na studia, są różne. Podczas egzaminów wstępnych można byłoby odsiać osoby, które nauczyły się na pamięć materiału, ale mają problem z jego zrozumieniem. Taka rozmowa wstępna pozwoliłaby ocenić kandydata. Jego predyspozycje do studiowania i wyboru kierunku – komentuje prof. Krystyna Chojnicka z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Podobnie kompetencje abiturientów ocenia prof. Czesław Kłak, dziekan, dyrektor kolegium prawa WSPiA Rzeszowska Szkoła Wyższa. – Matura weryfikuje wiedzę, ale nie sprawdza, czy uczeń umie ją zastosować. Nie pokazuje, czy myśli i jest kreatywny, czy tylko wykuł na pamięć to, co musiał, aby zdać. Dlatego możliwość sprawdzania przez uczelnie wiedzy także z zakresu matury byłaby dobrym rozwiązaniem – ocenia naukowiec. Jednak, jego zdaniem, w sytuacji gdy wprowadzenie egzaminów wstępnych miałoby być opcjonalne, to szkoły wyższe i tak nie decydowałyby się na taki ruch. – W obliczu niżu demograficznego w większości przypadków to szkoły muszą zabiegać o studentów, a nie odwrotnie. A ci będą wybierać te uczelnie, na które jest się łatwiej dostać. Czyli takie, gdzie sama matura jest przepustką – mówi prof. Kłak.
Etap legislacyjny
Projekt po konsultacjach