Czy polskie uczelnie powinny być zarządzane jak Harvard? Czy studenci mają płacić za studia? Ustawa 2.0 to krok milowy dla szkół wyższych czy zaledwie kroczek? Takie tematy poruszyli uczestnicy debaty pt. „Nowoczesne zarządzanie uczelniami i kształcenie studentów” zorganizowanej wspólnie przez Ministerstwo Nauki oraz DGP.

Marzy nam się, by polskie uczelnie znalazły się w gronie tych najwyżej ocenianych w światowych rankingach. Zdarza nam się zagapić na amerykański Harvard czy Stanford. Ale zapominamy, że za oceanem szkoła wyższa traktowana jest zupełnie inaczej niż nad Wisłą - niczym korporacja, która ma dostarczać konkretny produkt i pobierać opłaty od tych, którzy chcą z jej usług skorzystać. Jak więc zarządzać polskimi uczelniami, by zrobić z nich naukowe perły? O propozycjach dotyczących tej kwestii, które znalazły się w Ustawie 2.0, zwanej Konstytucją dla Nauki, rozmawiano w czasie debaty w redakcji Dziennika Gazety Prawnej.

- Amerykanie uważają, że uniwersytet jest takim samym przedsiębiorstwem jak zakład szewski. Co prawda, ma inną misję, inne cele i zadania, nie mniej jest to przedsiębiorstwo. Skoro tak, to musi być dobrze zarządzane, a zatem selekcja głównego dowodzącego tym przedsiębiorstwem jest bardzo ważna. Ale jeżeli nawet wybierzemy dobrego szefa, to musi on być w jakiś sposób kontrolowany – tłumaczył prof. Andrzej Rabczenko, doradca prezydenta Pracodawców RP, który przekonywał, że do zarządzania uczelnią należy wciągnąć jej beneficjentów. Czyli tych, którzy korzystają z efektów działania szkół wyższych, zatrudniając u siebie czy korzystając z wiedzy wykształconych przez nie absolwentów.