Najgorzej zmiany oceniają 25–34-latkowie, czyli roczniki, które jako pierwsze chodziły do nowo powstałych (pod koniec lat 90.) gimnazjów. Ponad 40 proc. badanych z tej grupy negatywnie ocenia zmiany w systemie nauczania (średni odsetek wynosił 36,7 proc.), a niemal połowa nie chciałaby likwidacji gimnazjów, podczas gdy w całej próbie takie zdanie miało 29 proc. Trochę bardziej przychylnie ta część badanych odnosi się do wydłużenia nauki w liceum.

Sondaż zrealizowany dla DGP na panelu badawczym Ariadna pokazuje również, że mamy niewielką wiedzę na temat tego, jak wyglądają szczegóły zmian wprowadzanych w szkole.

Nawet 40 proc. nie wie, jak oceniać nową podstawę programową (to, czego mają się uczyć dzieci w szkole) zaproponowaną przez Prawo i Sprawiedliwość, podobne nastawienie jest w przypadku listy lektur.

Z przywrócenia ośmioletniej szkoły podstawowej zadowoleni są mieszkańcy wsi – 58 proc. podoba się ten pomysł, oraz dużych miast powyżej 500 tys. Najgorzej oceniają go mieszkańcy miast między 100 a 500 tys. mieszkańców. 

ROZMOWA

Kierujemy się stereotypami

Skąd rozbieżność poglądów na temat reformy i poszczególnych jej efektów?

To rzeczywiście ciekawe wyniki, ale na pewno byłyby inne, gdyby przepytać tylko osoby, które mają dzieci w szkołach. Od 15 lat prowadzę badania i szczegółowo analizuję zmiany w edukacji na terenie Poznania, i jedna rzecz jest dla mnie jasna: poziom wiedzy Polaków o tym, jak funkcjonują szkoły, jest bardzo niewielki. Nasza wiedza jest oparta na stereotypach, a nie doświadczeniach.

Większość Polaków z ulgą wita powrót do ośmioletniej podstawówki i czteroletniego liceum. Za gimnazjami mało kto płacze.

Przy reformie wprowadzającej gimnazja popełniono fundamentalny błąd. Ogólnie to był bardzo dobry i rozsądny ruch, który dostosowywał naszą ścieżkę edukacyjną do większości krajów na Zachodzie. Problem w tym, że źle podzielono lata szkolne. Powinniśmy przejść na system 5+3+4, albo nawet 4+4+4. Wprowadzenie gimnazjum po sześcioletniej podstawówce spowodowało, że 14-, 15-latkowie, którzy w starym systemie byli najmłodszymi uczniami liceum, w placówkach gimnazjalnych stali się najstarszą grupą. To najtrudniejszy wiek, wtedy kształtuje się tożsamość negatywna. W poprzednim systemie byli pod kontrolą starszych, co jest pozytywnym zjawiskiem dla wychowania. Zdecydowano się na powrót do starego systemu, co rodzi ogromny problem, z którego autorzy reformy nie zdają sobie sprawy.

Czyli?

Kilkanaście lat temu funkcjonowanie w jednym budynku dzieci z klas pierwszych i ósmych nie było problemem. Ale czasy i mentalność uległy zmianie. Przy obecnym poziomie agresji wśród młodzieży szybko okaże się, że trzeba będzie monitorować szkołę i stawiać bariery między młodszymi a starszymi klasami. Nad tym nauczyciele nie są w stanie zapanować. Takie są doświadczenia wielu innych krajów.

Fatalnie jest oceniana nowa podstawa programowa.

Nie dziwi mnie to, bo moim zdaniem podstawy programowe w podstawówce są gorsze niż były w starej podstawówce i gimnazjum. Główne grzechy to malejące znaczenie matematyki i przedmiotów okołomatematycznych, które wymagały szczególnej kompetencji umysłowej, koncentracja w sferze języka polskiego na lekturach, które podnoszą nas na duchu, ale są kompletnie bezkrytyczne wobec Polski, polskości i naszej historii. W dodatku niemal nie zajęto się absolutnie podstawową kwestią, jaką jest nauka języków obcych. Wszystkie przesunięcia albo nie zmieniły nic, albo krańcowo pogorszyły sytuację. Uważam, że w perspektywie kilku lat czeka nas kolejna reforma edukacji, odkręcająca skutki obecnej.