Tylko te osoby, które wzięły udział w pierwszej turze rekrutacji na studia, mogą liczyć na przyjęcie na wybrany kierunek, jeżeli okaże się, że w wyniku odwołania uzyskały lepszy wynik na maturze. Pozostałe mogą jedynie mieć nadzieję, że limit miejsc na wymarzony fakultet nie zostanie wypełniony.
Reklama
Tych pierwszych może jednak przybywać, bo liczba osób, które zakwestionowały wynik uzyskany na maturze w tym roku, wzrosła. Sama liczba wniosków o wgląd do pracy maturalnej poszybowała do niemalże 20 tys. (z 15,5 tys. w 2016 r.). Problemem dla zainteresowanych może być to, że procedura odwołania zajmuje nieraz kilka tygodni. Wydłuża się, gdy maturzysta zdecyduje się skorzystać z drugiej instancji i swoje zastrzeżenia skieruje do nowo powołanego Kolegium Arbitrażu Egzaminacyjnego. Dotychczas w wyniku odwołania swój wynik podwyższyło już 1,2 tys. osób. Przykładowo tylko Uniwerystet Jagieloński do tej pory odnotował ponad 120 zgłoszeń od abiturientów, którym okręgowa komisja egzaminacyjna zmieniła wynik egzaminu maturalnego (i wciąż wpływają nowe).
– W większości przypadków zmiana wyników maturalnych jest nieznaczna (kilka procent punktów), natomiast są też takie przypadki, gdy zmiana wynosi kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent punktów – mówi Adrian Ochalik z UJ.

Reklama
Poprawienie wyniku matury nie jest jednak równoznaczne z dostaniem się na studia na wybranej uczelni. Pierwsze tury rekrutacji w szkołach wyższych kończą się bowiem już na początku lipca, czyli jeszcze zanim okręgowa komisja egzaminacyjna wyda poprawione świadectwo dojrzałości. Teoretycznie przepisy zabezpieczają poszkodowanych maturzystów, którzy przez błąd egzaminatora uzyskali gorszy wynik. Nowo dodany ust. 2a art. 169 ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym (t.j. Dz.U. z 2016 poz. 1842 ze zm.) wskazuje, że uczelnia musi uwzględnić możliwość przeprowadzania rekrutacji uzupełniającej dla absolwentów, których wynik egzaminu maturalnego został podwyższony w wyniku odwołania.
Problemu zatem nie będą mieli ci maturzyści, którzy wzięli udział w pierwszej turze rekrutacji. W gorszej sytuacji znajdą się ci, którzy nie zarejestrowali się na studia. Dotyczy to zwłaszcza osób, które nie wzięli udziały w rekrutacji, bo nie zdały matury i nie otrzymały świadectwa dojrzałości. Nawet jeśli w wyniku odwołania się od uzyskanego wyniku okazuje się, że zaliczyły egzamin, to i tak mogą nie dostać się na wymarzoną uczelnię. Stanie się tak, jeżeli OKE przekaże informację o zaliczeniu matury już po zamknięciu pierwszej tury rekrutacji w danej szkole wyższej (osoby te nie będą mogły skorzystać z przepisu, który gwarantuje przeprowadzenie w ich przypadku rekrutacji uzupełniającej).
Na ten problem zwrócił uwagę m.in. rzecznik praw obywatelskich. Skierował w tej sprawie pismo do Jarosława Gowina, ministra nauki, i czeka na odpowiedź. Z wyjaśnienia udzielonego DGP wynika jednak, że resort problemu nie widzi.
– Uczelnie mają obowiązek przeprowadzenia rekrutacji uzupełniającej dla osób, których wyniki matur zostały poprawione. Przepis określa jednak, że w ramach tej rekrutacji uzupełniającej, o zmianę wyniku naboru na studia mogą ubiegać się tylko te osoby, które wzięły w nim udział w „pierwotnym” terminie. W opinii MNiSW oznacza to, że tzw. rekrutacja uzupełniająca nie dotyczy wszystkich maturzystów i stanowi swoisty wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy w postępowaniu rekrutacyjnym na studia – wyjaśnia resort.
Poszkodowani maturzyści już zapowiadają, że będą wnioskować o odszkodowania do OKE. Nawet w wysokości czesnego za kształcenie na prywatnej uczelni.