statystyki

Wiara pacjentów w doktora Google jest niebezpieczna. Może prowadzić do cyberchondrii

autor: Joanna Pasztelańska17.01.2016, 10:30
Zdrowie

Nadmierne zawierzanie doktorowi Google w 90 proc. przypadków prowadzi do cyberchondrii. Sprawdzamy w sieci zwykły katar lub ból kolana. I im częściej i więcej o tym kolanie czytamy, zwłaszcza na internetowych forach, tym bardziej świrujemyźródło: ShutterStock

Cyberchondrycy, reklamożercy, pacjenci wyjazdowi. Wierzą, że za pieniądze zdrowia nie kupią, ale sprytem i pomysłowością owszem. Nie muszą stać nad ranem w kolejkach do rejestracji ani spędzać całego dnia na SOR-ze, udając, że przewlekły kaszel to nagły wypadek. Nowi chorzy korzystają z narzędzi, jakie służba zdrowia sama wkłada im w ręce.

reklama


reklama


Do lekarza wybieramy się dopiero, gdy coś zaczyna szwankować. Badania profilaktyczne uchodzą za zbędną fanaberię, dostępną dla zarabiających dużo powyżej średniej krajowej. Zniechęcają doniesienia o dwuletnim oczekiwaniu do ortopedy, półrocznych zapisach do okulisty i co najmniej rocznej kolejce na refundowaną przez NFZ gastroskopię.

Ale czy rzeczywiście jest aż tak ciężko z dostępem do służby zdrowia, a korzystanie z prywatnej opieki lekarskiej zarezerwowane jest wyłącznie dla bogaczy?

Nowi chorzy są dowodem na to, że o zdrowie można dbać za darmo lub za symboliczną opłatę. Nowi chorzy nie zapisują się z rocznym wyprzedzeniem do internisty, nie żyją w lęku co będzie, jeśli złamią nogę i konieczna będzie długa rehabilitacja. Stawiają na to, co jest im oferowane tu i teraz. W ubiegłym roku dali się porwać modzie na diagnozy wirtualne. W tym roku czekają na elektroniczne recepty i skierowania.

Już dziś zamawiają recepty przez telefon, korzystają z porad zaprzyjaźnionych farmaceutów i telemedycyny. Coraz więcej specyfików dostępnych do tej pory wyłącznie z polecenia lekarza kupują dzięki poradom farmaceutów bez niej: w nieco słabszej dawce albo w mniejszej porcji. W przypadku bardziej skomplikowanych czy wymagających szybkiej interwencji schorzeń jadą do przygranicznych miasteczek na terenie Czech lub Niemiec.

I zgodnie powtarzają, że nie trzeba być milionerem ani mieć końskiego zdrowia, żeby leczyć się w Polsce. Wystarczy wiedzieć, jak się w polskiej służbie zdrowia poruszać.

Takiego samego zdania jest Przemysław Staroń, psycholog i kulturoznawca z Uniwersytetu SWPS w Sopocie. Według Staronia problemem w podstawowym leczeniu często nie są bowiem ani pieniądze, ani długie terminy. – Problemem jest nasze roszczeniowe podejście. Wcale nie jest tak, że nie można dostać się do lekarza pierwszego kontaktu w publicznej przychodni. Można, trzeba tylko sprytnie do tego podejść. Korzystać z tych narzędzi, które są dostępne, np. rejestracji internetowej – mówi Staroń. – Kolejki od szóstej rano do rejestracji, owszem, zdarzają się, ale wystarczy odrobina pomysłowości i można zapisać się do lekarza, nie tracąc całego dnia. Co więcej, są przychodnie bardziej oblegane i takie, w których do gabinetu można dostać się niemal od ręki. Wystarczy tylko do takiej przychodni się przepisać. Najłatwiej oczywiście narzekać i protestować przeciwko dramatycznej sytuacji w służbie zdrowia. Prawda jest jednak taka, że kreatywne podejście, widzenie rozwiązań zamiast niemożliwości da nam o wiele więcej – podkreśla Staroń.

Halo, panie doktorze

Natychmiastowy kontakt z lekarzem niemal 24 godziny na dobę to, wydawałoby się, marzenie ściętej głowy. Realne co najwyżej w przypadku posiadania kogoś takiego w rodzinie. Ale nowi chorzy, jako sprytni i otwarci na nowinki, mają dostęp do porady medycznej niemal non stop. Internista, a także specjalista, psycholog czy dietetyk – nawet w ich przypadku czas oczekiwania na wizytę jest niekiedy kwestią kilku godzin. No, góra, paru dni.

Anna od niemal roku konsultuje swój stan zdrowia za pomocą wideowizyt lekarskich. Wprawdzie nie traktuje ich jako jedynego kontaktu z lekarzem, ale przy alergiach skórnych oraz anemii, z którą walczy od dawna, potrzebuje porad częściej, niż jest to możliwe w tradycyjny sposób. W portalu medycznym ma już wybranego ulubionego internistę oraz dermatologa. Konsultuje z nimi wyniki badań oraz niepokojące objawy lub zaostrzenie choroby. E- lub tele-wizyta kosztuje ją w granicach od 30–40 zł u lekarza ogólnego do około 60 zł u specjalisty. Niestety, wirtualny lekarz nie ma jeszcze możliwości wystawiania recept online, ale Anna liczy, że i to wkrótce się zmieni. Na razie ma w domu zapas maści sterydowych, recept na leki przygotowywane w aptece oraz żelaza, które musi przyjmować na stałe. Podczas tradycyjnej wizyty prosi o kilka opakowań na pół roku z góry. Zresztą dermatolog, który ją prowadzi, może wypisać jej receptę przez infolinię. Anna odbierze ją dwa dni później na recepcji. – Wystarczy tylko zapytać, a okaże się, że lekarze są chętni do pomocy, a dostęp do leczenia i profilaktyki jest znacznie prostszy, niż sądziliśmy – dodaje Anna. Zdobycie recepty nie jest mrzonką, tak samo jak adresu e-mailowego do naszego stałego lekarza. Poza tym w nagłych przypadkach, nawet jeśli nie ma wolnych numerków, zawsze można spróbować dostać się jako pacjent dodatkowy.

Piotr Słomian, współzałożyciel portalu telemedycznego Telemedi.co, jest ekonomistą, ale dorastał w rodzinie lekarzy. Matka jest pediatrą z ponad 25-letnim doświadczeniem, ojciec – specjalistą z dziedziny chorób wewnętrznych, endokrynologii i medycyny ratunkowej, siostra z kolei rozpoczyna właśnie rezydenturę z endokrynologii. Na co dzień wszyscy pracują w szpitalu im. Jana Pawła II w Zamościu, a oprócz tego od dwóch lat działają też wirtualnie. Telemedi.co to lekarski start-up (firma promująca innowacyjną działalność, otwarta na rozwój i inwestycje), który Piotr uruchomił wspólnie z kolegą Pawłem Sieczkiewiczem.

– Przez lata obserwowałem pracę rodziców i byłem świadkiem, jak wiele odbierają telefonów z prośbą o poradę zdrowotną. Pomyślałem, że wielu pacjentów chciałoby skorzystać z takiej zdalnej konsultacji, ale nie mają żadnego znajomego lekarza – wspomina Słomian.

W firmie Słomiana i Sieczkiewicza pacjent rejestruje się na stronie internetowej, opisuje, co mu dolega, wybiera lekarza, z którym chce się skonsultować, lub decyduje się na opcję, w której system sam wskazuje specjalistę na podstawie opisanych symptomów. Sama wizyta lekarska odbywa się poprzez smartfon (wystarczy odpowiednia aplikacja) lub komputer. W poszczególnych portalach lekarskich online jest około kilkudziesięciu specjalistów. W bazie Telemedi.co w tej chwili zarejestrowanych jest 43 lekarzy i innych specjalistów medycznych, a start-up chwali się, że do końca roku chce pomóc 100 tys. pacjentów. Słomian podkreśla, że ze względów prawnych działalność portalu nie miała do tej pory charakteru diagnozy lekarskiej. 12 grudnia ubiegłego roku weszła w życie ustawa o systemie informacji w ochronie zdrowia, która daje lekarzowi prawo do stawiania diagnozy także za pośrednictwem narzędzi teleinformatycznych lub tzw. systemów łączności, czyli telefonów.

Doktor Marek Koenner, radca prawny z Kancelarii Medycznej Koenner, podkreśla, że rynek telemedyczny to przede wszystkim relacja lekarz – pacjent (tzw. D2P: Doctor-2-Patient), która obejmuje m.in. telemonitoring bądź telekonsultację, oraz relacja lekarz – lekarz (tzw. D2D: Doctor-2-Doctor), obejmująca m.in. telekonsultację pomiędzy lekarzami bądź teleoperacje. – Zatem jeśli lekarz i pacjent będą mieli dostęp do systemów teleinformatycznych, to możliwe będzie zdiagnozowanie i leczenie pacjenta na odległość, a osobisty kontakt z lekarzem przestanie być koniecznością – dodaje dr Koenner.

Obowiązujące regulacje teoretycznie umożliwiają już wystawianie e-recept, e-skierowań oraz e-zleceń na wyroby medyczne. – Niestety, na wiele z tych elektronicznych usług trzeba będzie jeszcze trochę poczekać ze względu na opóźnienia tzw. projektu P1, zakładającego budowę elektronicznej platformy usług publicznych w zakresie ochrony zdrowia. Na wskazanej platformie będą się znajdowały informacje o zdarzeniach medycznych wszystkich obywateli Polski (niezależnie od płatnika) oraz obywateli Unii Europejskiej i innych krajów, którzy skorzystają ze świadczeń zdrowotnych w Polsce. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, resort zdrowia zakłada, że e-recepty wejdą w życie jeszcze w tym roku, e-skierowania w 2018 r., a w 2019 r. – e-zlecenie i e-zwolnienie lekarskie – dodaje dr Koenner.

Obecnie zniesiono wprawdzie obowiązek wyłącznie osobistego kontaktu pacjenta z lekarzem, jednak przy praktykowaniu diagnozowania i leczenia na odległość zawsze należy zachować ostrożność. Jak wyjaśnia dr Koenner, powstawanie portali e-medycznych i dopuszczalność leczenia na odległość przed wprowadzeniem ostatnich regulacji było kwestią dyskusyjną.

Poza tym gdy zachodzi jakakolwiek wątpliwość co do stanu zdrowia pacjenta, należy skierować go na tradycyjną osobistą wizytę lekarską.


Pozostało jeszcze 62% treści

PROMOCJA
Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc już od 33,00 zł
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

reklama

  • Waldemarr(2016-01-18 00:40) Odpowiedz 11

    Taa, już to widzę - operacja czy tam teleoperacja a tu siadło łącze internetowe i. . operacja się udała - pacjent zmarł;b A poza tym to co opisujecie to jakiś żart szukanie dróg i kombinatorstwo ma być sposobem chorego na leczenie się w kraju? - a właściwie poza krajem - bo jedna z waszych porad mówi wprost by leki kupować za granicą, w Czechach czy Niemczech (nie posiadając na nie recepty w Polsce). Czy to nie jest zachęta do kombinatorstwa, obchodzenia prawa itp.?

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

reklama