Z badania Fundacji My Pacjenci wynika, że na leki refundowane respondenci wydają przeciętnie 1079 zł rocznie (dane za rok 2013). Z czego połowa pytanych przeznaczyła na leki refundowane 500 zł i więcej. Z kolei analizy IMS Health i Sequence wskazują, że całkowite wydatki na leki wydawane na receptę w 2010 r. (przed wejściem ustawy refundacyjnej) wyniosły 8,6 mld zł, a w 2013 (rok po wprowadzeniu zmian) – już 9,3 mld zł. A kto zaoszczędził na nowych przepisach? Mniej pieniędzy wydaje Narodowy Fundusz Zdrowia.

Ustawa refundacyjna weszła w życie w styczniu 2012 r. Celem było uregulowanie rynku, w efekcie którego miała się polepszyć dostępność leków. Nowy mechanizm sprawia, że owszem, ceny wielu leków maleją. Ale pacjenci na tym nie zyskali, bo skurczyła się lista leków refundowanych.

Rządowe dziecko z in vitro kosztowało 50 tys. zł >>>

Prawdą jest twierdzenie resortu zdrowia, że spadły wydatki pacjentów na leki refundowane. Tyle że dzieje się tak dlatego, że spadła liczba leków, które są objęte finansowaniem państwa. Wzrosła zaś średnia cena za jedno opakowanie leków na receptę.

– Jednym z powodów, dla których pacjenci wydają więcej, jest zawężenie wskazań, w których niektóre leki są refundowane. NFZ dopłaca do leczenia tymi lekami w niektórych chorobach, podczas gdy w innych lekarze mogą je zapisać tylko jako pełnopłatne – tłumaczy Stefan Bogusławski z firmy doradczej Sequence. Ponadto lekarze, unikając narażenia się na potencjalne wysokie kary, często wolą przepisywać recepty bez zniżki na leki refundowane lub recepty na leki nierefundowane o podobnym lub identycznym działaniu. W ten sposób nic nie ryzykują. Część lekarzy nie podpisała zaś umowy z NFZ, tracąc w ten sposób prawo do przepisywania leków ze zniżką.

Wyższe ceny przepisanych leków powodują, że część chorych rezygnuje z zakupów – co podkreślało 30 proc. ankietowanych. Szukają też tańszych zamienników: 64 proc. osób dopytywało o nie farmaceutów, ponad połowa prosi o informację o tańszych medykamentach już podczas wizyty u lekarza. Zdaniem autorów badania świadczy to o tym, że wykup przepisanych leków staje się coraz większym obciążeniem finansowym dla statystycznego pacjenta.

Rosną także ceny leków pełnopłatnych – jak wskazują analizy IMS Health i Sequence, w 2013 r. o ponad 60 gr na opakowaniu w porównaniu z rokiem 2012, na początku którego weszła w życie nowa ustawa. A skoro spada liczba preparatów, do których dopłaca państwo, ludzie są zmuszeni kupować więcej tych, za które płacą 100 proc. Poza tym na sprzedaży leków nierefundowanych straty odbijają sobie apteki i hurtownie, którym obcięto przy okazji wprowadzania nowych przepisów marże na te refundowane.

Jest jednak szansa, że niekorzystny dla pacjentów trend się odwróci: badanie cen leków przez IMS i Sequence obejmujące początek roku 2014 wskazuje, że średnia cena za opakowanie zaczęła się zmniejszać – tyle że jesień i początek zimy to sezon chorobowy, więc dopiero podsumowanie całego roku pokaże, czy ta tendencja się utrzyma.

Jak tłumaczy wiceminister zdrowia Igor Radziewicz-Winnicki, resort przygotowuje nowelizację ustawy refundacyjnej. Wskazuje też na pozytywne skutki ustawy. Jego zdaniem dzięki skutecznym negocjacjom z firmami i zmniejszeniu wydatków na refundację udało się część pieniędzy przeznaczyć na wprowadzenie innowacyjnych terapii, zwiększono też liczbę programów lekowych dla najciężej chorych. Przygotowywane nowe przepisy mają też m.in. zapobiec wywożeniu leków z Polski i zwiększyć ich dostępność w aptekach.

To rzeczywiście jest problem. Aż 91 proc. przepytanych pacjentów w badaniu Fundacji My Pacjenci twierdzi, że musi zmieniać aptekę w poszukiwaniu swojego preparatu. Autorzy tej samej analizy wskazują, że w przygotowywanej nowelizacji ustawy refundacyjnej nie wzięto pod uwagę wielu innych postulatów pacjentów, m.in. obowiązku monitorowania nie tylko wydatków budżetu na leki refundowane, ale także dopłat pacjentów, w tym skali recept na 100 proc.

ROZMOWA

Mamy prawo być niezadowoleni

Ewa Borek Fundacja My Pacjenci

Ewa Borek Fundacja My Pacjenci

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Kiedy się pyta pacjentów, czy dużo wydają na leki, zawsze będą narzekać.

Walorem tego badania było to, że mogliśmy skonfrontować te subiektywne opinie z twardymi danymi dotyczącymi realnych wydatków na leki. Dane finansowe wskazują, że efektywne współpłacenie pacjentów, które uwzględnia także wydatki na leki pełnopłatne, rośnie. Chorzy dopłacają do leków 42 proc., budżet NFZ pokrywa resztę. Więc to, co mówią pacjenci, to nie jest narzekanie, tylko oni rzeczywiście odczuli zmiany w swoim budżecie domowym.

Jednak dzięki Ministerstwu Zdrowia, które wynegocjowało niższe ceny z firmami farmaceutycznymi, zwiększyła się liczba leków innowacyjnych. Pacjenci płacą więcej w aptekach, ale dzięki temu chorzy mają szerszy dostęp do kosztownego leczenia finansowanego przez resort zdrowia.

Nie uważam, że pacjenci muszą dopłacać więcej do leków w aptekach, żeby mogła się zwiększyć dostępność do leków szpitalnych. Przecież wiadomo, że resort wydał choćby w zeszłym roku o ponad miliard złotych mniej na leki, niż planował. Więc wszyscy mogliby na tym zyskać. A tak się jednak nie dzieje.

Jakie są skutki wysokich cen leków?

Kwestia wymaga przebadania. Właśnie na tym polega problem, że decydentów nie bardzo interesuje, a na pewno nie monitorują, jak ceny wpływają na zachowania pacjentów. Nie chodzi tylko o wysokość cen. Chociażby to, że zmieniają się one nawet co dwa miesiące (resort zdrowia co 60 dni ogłasza listę leków refundowanych), sprawia, że pacjenci zmieniają stosowane przez siebie preparaty – tak by wybrać najtańszą opcję. To może prowadzić do pomyłek. Niełatwe dla nich jest też to, że są co dwa miesiace zaskakiwani ceną. Lekarze nie mogą pomóc, bo sami nie wiedzą, jaka będzie ostateczna cena specyfiku, który przepisują.

Z badań wynika, że chorzy rezygnują z zakupu.

To prawda. Jednak to już ostateczność. Zanim do tego dojdzie, bywa, że na własną rękę modyfikują zażywanie, np. zmniejszają dawki. To oczywiście może być niebezpieczne dla zdrowia. I nie sprzyja skutecznemu leczeniu.

Ministerstwo obiecywało, że zmniejszy ceny.

Takie były założenia do ustawy refundacyjnej w 2011. Miała się zwiększyć dostępność, a tak przez ceny leków jest odwrotnie. Poza tym z powodu ustawy też jest mniejsza dostępność leków w aptekach i chorzy wędrują od jednej do drugiej, szukając swojego leku.