Wprowadzenie w 2015 r. pakietu onkologicznego przyspieszyło leczenie części pacjentów, ale pogłębiło kłopoty finansowe. Jak informowaliśmy w czerwcu, ze względu na jego realizację najważniejsze ośrodki leczące raka popadają w coraz większe kłopoty finansowe. W zeszłym roku wygenerowały ok. 500 mln zł długu, w tym ma być jeszcze gorzej. Wyceny poszczególnych procedur sprawiają, że do części z nich placówka musi dopłacić. I to ma się zmienić. Przynajmniej częściowo.

Za duże grupy

Procedury medyczne podobnego typu są pogrupowane w JGP, czyli jednorodne grupy pacjentów. To je szpitale rozliczają z NFZ. W przypadku niektórych dziedzin, zwłaszcza onkologii, są zastrzeżenia co do tego, jakie procedury mieszczą się w grupach. Sytuacja i potrzeby pacjentów, a wraz z nimi zakres niezbędnej pomocy medycznej, mogą bardzo się różnić. Wybierając dla nich odpowiednie leczenie, szpitale mogą popadać w długi. Gdy w czerwcu pisaliśmy o problemach centrów onkologii, jako przykład podawały one np. koszt operacji oszczędzającej piersi. Wynosi on ok. 8,2 tys. zł (średnie wyliczenie z dwóch ośrodków), podczas gdy fundusz płaci za to świadczenie ok. 5,8 tys. zł.

– Sytuacja ośrodków onkologicznych jest szczególnie trudna. Chcemy przeprowadzić kompleksową analizę grup JGP w onkologii i wytypować procedury, które są niejednorodne w ramach tych jednorodnych grup – mówi DGP Andrzej Jacyna. Chodzi o sytuacje, gdy np. koszt operacji znacząco przewyższa taryfę ustaloną dla całej grupy. – W oparciu o prace, jakie prowadzą wiodące ośrodki onkologiczne w kraju, wspólnie przygotujemy propozycję zmian JGP, która powinna znacząco złagodzić skutki niedoszacowania tych procedur. Chcemy, by zmiany weszły w życie od 1 października tego roku – wyjaśnia Andrzej Jacyna.

Adam Kozierkiewicz, ekspert zarządzania ochroną zdrowia, mówi, że doprecyzowywanie grup świadczeń w JGP to naturalny proces, ponieważ pojawiają się grupy pacjentów, których leczenie jest wyraźnie droższe. – W innych państwach, np. w USA, tak jak w Polsce, wprowadzano na początku po ok. 700 grup, ale z czasem ich liczba rosła. W Stanach Zjednoczonych po kilku latach doszła do kilku tysięcy grup, ale z czasem część z nich połączono i teraz jest ok. 1000–1200, w sumie we wszystkich dziedzinach medycyny razem – przekonuje. I dodaje, że niezbędne są do tego precyzyjne dane o kosztach wykonywania procedur, a z tym w Polsce jest problem.

Sieć to dopiero początek

Drugą ważną zmianą i dla placówek, i dla ich pacjentów są plany uporządkowania kompetencji oraz zadań poszczególnych szpitali w sieci. – Podejmujemy otwartą dyskusję ze lecznicami onkologicznymi na temat tego, co powinno się dalej z nimi dziać w ramach sieci szpitali. Sieć, jaka ruszy od 1 października, jest dopiero początkiem zmian systemowych – zapowiada prezes NFZ. Faktycznie eksperci i organizacje pacjenckie podkreślają, że teraz system jest nieuporządkowany, a pacjenci nie zawsze leczeni tam, gdzie mogą mieć najlepszą opiekę. Powodzenie w leczeniu nowotworów i szanse na przeżycie zależą więc w dużej mierze od tego, gdzie chory mieszka (i czy np. pobliski szpital oferuje różne metody terapii, w tym programy lekowe).

– Teraz powinniśmy zacząć pracować nad takimi tematami, jak referencyjność oddziałów, współpraca wiodących ośrodków onkologicznych z innymi placówkami w regionie. Myślę, że w przyszłym roku przygotujemy projekt sieci szpitali onkologicznych i ośrodków współpracujących – wyjaśnia Jacyna. Jak podkreśla, propozycja w tym zakresie wyszła ze środowiska onkologicznego. – Została przez nas roboczo przyjęta do dalszych prac. I chcemy, by były one intensywne – mówi szef funduszu.

Akcja koordynacja

Jak zwraca uwagę dr Kozierkiewicz, niezbędnym elementem poprawy jakości leczenia jest też wytypowanie ośrodków, które będą specjalizować się w kompleksowym leczeniu wybranych nowotworów i wykonywać dużą ilość tych świadczeń. Jako przykład podaje raka płuca. Pacjent z podejrzeniem takiej choroby potrzebuje m.in. kompleksowej diagnostyki, a jeśli badania potwierdzą, że jest chory, powinien mieć zapewniony pakiet niezbędnych świadczeń koordynowanych w jednej placówce. – Chodzi o badania, kompleksową opiekę ze strony specjalistów, którzy znają się na tym właśnie typie nowotworu i mają wprawę w jego leczeniu – podkreśla Kozierkiewicz. Co roku diagnostyką obejmuje się ok. 150 tys. osób, a u ok. 22 tys. potwierdza chorobę. – Potrzebujemy więc kilkadziesiąt specjalistycznych ośrodków przeznaczonych do kompleksowej diagnostyki i leczenia, które nie będą odsyłać chorych w próżnię – mówi ekspert. Tam, gdzie sam ośrodek nie jest w stanie wykonać jakiegoś elementu diagnostyki czy leczenia, organizowałby udzielenie tego świadczenia w innej placówce.

Nad wytycznymi do budowy sieci takich specjalistycznych placówek, w których będzie się diagnozować i leczyć m.in. nowotwory, piersi, prostaty czy wątroby, pracuje już resort zdrowia wraz z Agencją Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Najbardziej zaawansowane są przygotowania do breast cancer unitów, które kompleksowo prowadziłyby diagnostykę, leczenie i rehabilitację kobiet z rakiem piersi.

– Teraz pakiet onkologiczny realizuje kilka tysięcy placówek, ale pacjent sam musi szukać w nich pomocy, w jednej wykona np. RTG, w kolejnej rezonans czy inną diagnostykę, nikt nie prowadzi go w systemie – podkreśla Kozierkiewicz.