statystyki

Hydrozagadka: Auto elektryczne wydaje się najlepszym z możliwych wariantów

autor: Jakub Kapiszewski23.04.2016, 14:00; Aktualizacja: 23.04.2016, 14:21
Miłośnicy wodoru zapominają przy tym o innych wadach tych pojazdów. Przede wszystkim ogniwa wodorowe zużywają się tak samo jak baterie i ich wydajność wraz z upływem czasu spada.

Miłośnicy wodoru zapominają przy tym o innych wadach tych pojazdów. Przede wszystkim ogniwa wodorowe zużywają się tak samo jak baterie i ich wydajność wraz z upływem czasu spada.

Łukasz Bąk położył w ubiegłym tygodniu (DGP 73/2016) krzyżyk na samochodach elektrycznych, a motoryzacyjną technologią przyszłości obwieścił auta napędzane wodorem. Jest tylko jeden problem z tą wizją: jest błędna. Główny argument jego tekstu brzmi mniej więcej tak: koncerny motoryzacyjne bawią się w auta elektryczne tylko dlatego, by spełnić wymogi Komisji Europejskiej. Chodzi konkretnie o wartość średniej emisji spalin dla całej gamy produkowanych modeli. A ze średnią emisją spalin jest trochę jak ze średnią krajową: generalnie poziom wynagrodzeń jest nędzny, ale ponieważ paru prezesów zarabia po kilka baniek rocznie, statystycznie naród się bogaci. 

W związku z tym BMW może sprzedawać 575-konny model X6 M (który emituje tyle dwutlenku węgla co elektrownia w Bełchatowie), ponieważ w ofercie ma również elektryczne i3 (które tego gazu więcej pochłania, niż produkuje). Dzięki temu sprytnemu zabiegowi (z ang. defeat device) średnia emisji dla całej gamy modeli wychodzi taka, że bawarski producent spełnia wymogi Brukseli i – co najważniejsze – unika przy tym dotkliwych kar finansowych, które grożą za ich przekroczenie. Gdyby nie to, uważa Bąk, żaden z przedstawicieli arystokracji motoryzacyjnej nawet nie splunąłby w kierunku aut elektrycznych. Mało tego. Koncerny nie inwestują w takie pojazdy, bo są świadome tego, jak kiepska jest to technologia – tekst wymienia kilka takich argumentów. Niestety, większość z nich albo jest nieprawdziwa, albo ich waga jest wyolbrzymiona.

Najpoważniejszy grzech aut elektrycznych miałby polegać na tym, że udają czyste, ale tak naprawdę są brudne, bo do wytworzenia zasilającego je prądu trzeba było spalić węgiel albo jakieś „węglowodany”, jak nazwał tę kategorię surowców energetycznych prezes PiS podczas październikowego wiecu wyborczego w Ostrołęce.

Słuszność tego zarzutu uzależniona jest jednak od polityki energetycznej danego kraju. Z kelnerskich nagrań wiemy, że Polska takowej nie ma. W końcu rozpaczliwie dopytywał o nią były minister skarbu Włodzimierz Karpiński nieżyjącego już wiceministra gospodarki Tomasza Tomczykiewicza: „Tumek, co tam u ciebie, k..., kiedy zrobisz tę politykę energetyczną, bo jak dzieci we mgle, nie wiadomo, atom, łupki, nie wiadomo, w co ręce włożyć”.


Pozostało jeszcze 81% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (2)

  • Są inne elektrownie(2016-04-24 18:42) Zgłoś naruszenie 20

    Szwecja ....100% prądu z elektrowni wodnych. Francja .....100% prądu z atomu.... Polska - 4 panele 250wat plus bateria do łapania energii przez cały dzień - a w nocy przeładowania auta.....cena takiego zestawu w cenie 4 nowych wtrysków do TDIka albo dwumasy......

    Odpowiedz
  • ferd(2016-04-25 08:36) Zgłoś naruszenie 10

    Nawet z elektrowni węglowej prąd jest czystszy niż spaliny samochodu. W przełożeniu na kwh tańsze i prostsze jest zapewnienie odpowiednich warunków oczyszczania powietrza w dużym obiekcie. A sprawę co2 deminizujemy. Jest dużo więcej zanieczyszczeń emitowanych do atmosfery mających większy wpływ na środowisko, przykładem są normy jakie naruszył vw w USA, emisję tlenków azotu są bardziej niebezpieczne niż co2. Jednocześnie ze wzrostem jakości powietrza (spalin) pójdzie automatycznie spadek emisji co2. Problemem gospodarki i aut elektrycznych jest wywalenie do śmieci wszystkich technologii spalinowych i mniejszy stopień zużycia i komplikacji aut elektrycznych oraz spadek dochodów koncernow i państw z paliwa. Muszą opracować takie technologie by kasa płynęła i rynek się kręcił. Wyobraźcie sobie akumulator na grsfenie, drukowany z atramentu i trwałość 25 lat, z czego będą żyli? Pozostałe elementy można prawie w warsztacie zrobić, jesli akumulatie i baterie sloneczna tak samo bedzie mozna zrobic, to oznacza upadek dużych firm.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie