statystyki

Międzynarodowy Salon Motoryzacyjny w Genewie. Targi ochów, achów i jęków

autor: Łukasz Bąk11.03.2016, 06:33; Aktualizacja: 11.03.2016, 08:44
Targi motoryzacyjne w Genewie

Targi motoryzacyjne w Genewieźródło: newspix.pl

Z salonem motoryzacyjnym w Genewie jest trochę jak z kinematografią – znajdziecie tu tanie sensacje, upiorne thrillery, odległe science fiction, a także dramaty, komedie i horrory. Najciekawsze wydaje mi się jednak porno

reklama


reklama


Gdy 10 lat temu po raz pierwszy jechałem na Międzynarodowy Salon Motoryzacyjny w Genewie, nie mogłem spać przez cały tydzień poprzedzający imprezę. Z wrażenia dostałem biegunki, a moje serce biło z częstotliwością, z jaką poruszają się skrzydła ważki. Na lotnisku zjawiłem się sześć godzin przed odlotem, a w dniu otwarcia targów już od piątej rano stałem w kolejce po akredytację. A później przez bite dwa dni krążyłem między stoiskami poszczególnych marek, pokonując wiele kilometrów. Nie było samochodu, do którego bym nie wsiadł, katalogu, którego bym nie wziął, producenta, którego śmiałbym pominąć. Innymi słowy, byłem jak wygłodniały pies wpuszczony na stoisko z mięsem w Carrefourze. Byłem w raju.

Dla odmiany przed tegorocznym salonem spałem tak mocno, że prawie spóźniłem się na samolot. Już na miejscu w doborowym towarzystwie udaliśmy się do restauracji l’Entrecôte Couronnée, w której zaserwowano nam najlepsze steki, jakie w życiu jadłem, i popiłem je taką ilością wybornego sauvignon blanc de Peissy, że Gerard Depardieu mógłby się ode mnie sporo nauczyć. Wracając do hotelu, wstąpiliśmy jeszcze na kilka drinków do Four Seasons, skąd poszliśmy sobie dopiero po informacji od obsługi, że właśnie skończył im się jameson. I martini bianco. Oraz wino. A także piwo i orzeszki. I zamknięto już toalety.

Po takiej „akredytacji” spokojnie mogłem zacząć zwiedzanie targów dopiero po godz. 9. No, powiedzmy bliżej 10. OK, tak naprawdę było już prawie południe, w związku z czym pierwszym miejscem, do którego się udałem, było BMW. Tam – tradycyjnie już – spożyłem późne śniadanie składające się z kilku lampek białego wina. Resztę dnia spędziłem, snując się od stoiska do stoiska i bardzo poważnie zastanawiając się, o czym mógłbym wam napisać tydzień po targach, żebyście poczuli się zaskoczeni i zadowoleni. Cóż, szczerze mówiąc, jest to absolutnie niemożliwe. Po pierwsze dlatego, że większość aut, które wystawiono na genewskim salonie, koncerny pokazały kilka dni, tygodni albo i miesięcy wcześniej. Serio. Teraz panuje taka moda, że premiera wozu na salonie poprzedzona jest premierą w świecie wirtualnym. A to całkowicie odziera tę imprezę z aury tajemniczości, jaka towarzyszyła jej dziesięć lat temu. Wówczas widziałem jakiś model jako pierwszy i mogłem z dumą poinformować o nim tysiące czytelników. A teraz miliardy widzą go przede mną.

Dlatego jestem więcej niż pewien, że wozy, które wam dzisiaj przedstawię, widzieliście już przed Bożym Narodzeniem. Owszem, ja przynajmniej miałem okazję fizycznie ich dotknąć, w związku z czym mógłbym opowiedzieć wam o nich to i owo. Obawiam się jednak, że tu dochodzimy do drugiego problemu – zdążyli mnie już w tym uprzedzić absolutnie wszyscy: internetowe serwisy, radia, telewizje, a być może także wydanie „Pani Domu” z przepisami na wielkanocne babki. Po prostu w chwili, gdy ja piłem wino i doskonale się bawiłem, ich przedstawiciele siedzieli przykurczeni w kątach hali i stukali w klawiatury swoich laptopów i tabletów, ścigając się o to, kto pierwszy wrzuci do sieci informację o tym, że Seat zaprezentował nowego SUV-a. A tak przy okazji, Ateca – bo tak się on nazywa – wygląda, jakby Hiszpano-Niemcy przygotowali go już w 1999 r., ale dopiero teraz przypomniało im się, gdzie go schowali. Poza nim Seat pokazał jeszcze... wybaczcie, ale nie mam bladego pojęcia, bo widok Alteki w kolorze psiej kupy przyprawił mnie o takie mdłości, że musiałem szybko przejść na stoisko obok.


Pozostało jeszcze 79% treści
Aby zobaczyć cały artykuł, zaloguj się lub wykup dostęp
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama

  • Bogdan z Wro(2016-05-14 15:58) Odpowiedz 00

    Kocham, po prostu kocham teksty Pana Bąka. Nie ma sobie równych!

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

reklama