Przekonał się o tym właściciel jednej z firm transportowych, który dostał od ITD informację o tym, że jeden z jego pojazdów jechał drogą płatną bez zapłacenia e-myta. Sąd pierwszej instancji nałożył na niego grzywnę za niewskazanie kierującego, ale w drugiej wyrok uchylono i umorzono postępowanie. Powód? ITD nie ma uprawnień do kierowania takich wniosków do sądów.

– Dziś wystarczy nie odebrać listu z inspekcji i postępowanie się blokuje. Internet jest pełny instrukcji, żeby tak właśnie postępować – przyznaje Adrian Furgalski, ekspert z zespołu doradców gospodarczych TOR.

Jak to możliwe, że organowi mającemu sprawować pieczę nad prawidłowością poboru e-myta można tak łatwo zagrać na nosie? Mikołaj Karpiński, rzecznik Ministerstwa Sprawiedliwości, odpowiada, że służba ta wszystkie niezbędne uprawnienia posiada, o czym świadczą liczne wyroki sądów.

– Praktyka stosowana przez ITD wynika z przyjętej interpretacji przepisów. Powierzenie przez ustawodawcę ITD kontrolowania, kto zapłacił e-myto, i jednoczesne pozbawienie jej jedynego instrumentu prawnego pozwalającego na ustalenie tożsamości osoby kierującej pojazdem byłoby nieracjonalne – zauważa Karpiński i po raz kolejny zapowiada doprecyzowanie przepisów dotyczących uprawnień ITD.

Zdaniem Adriana Furgalskiego nie byłoby problemu, gdyby odpowiadał właściciel, a nie kierujący. – Ustawodawca był głuchy na takie argumenty i mamy rezultat.

Coraz więcej dziur w e-mycie. System wart miliardy łatwo obejść

Wystarczy, że posiadacz pojazdu nie powiadomi inspekcji transportu drogowego, kto prowadził pojazd, by surowej grzywny za brak e-myta nie zapłacił nikt. Wszystko przez brak odpowiednich uprawnień, w jakie ustawodawca powinien wyposażyć Inspekcję Transportu Drogowego. Organ ten czuwa nad prawidłowym funkcjonowaniem pobierania opłat za przejazd drogami płatnymi. W praktyce kontrola ta przebiega według poniższego schematu. Jeśli jedna z bramownic kontrolnych viaTOLL (wyposażonych w kamerę) zarejestruje brak poboru opłaty, wówczas wysyła o tym informację (wraz ze zdjęciem) do Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Takich wskazań jest tyle, że GITD utworzył oddzielny departament tylko do obsługi tego typu spraw. Następnie inspekcja wysyła pismo do właściciela lub posiadacza pojazdu z żądaniem wskazania kierującego, który w danym miejscu i czasie prowadził pojazd. Zgodnie z ustawą o drogach publicznych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 260 ze zm.) za brak opłaty odpowiada bowiem nie posiadacz, lecz właśnie kierujący pojazdem. Jeśli właściciel pojazdu wskazuje kierującego, wówczas organ nakłada karę administracyjną w postaci 3 tys. zł grzywny za każde zdjęcie z bramownicy kontrolnej.

Kontrola NIK

Kontrola NIK

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Inspekcja bez uprawnień

A co jeśli posiadacz pojazdu nie wskaże kierowcy? Nic. Przekonał się o tym jeden z właścicieli firmy transportowej, który odmówił wskazania kierującego. Wówczas inspekcja skierowała wniosek o ukaranie przedsiębiorcy grzywną z art. 96 par. 3 kodeksu wykroczeń. Choć kodeks przewiduje mandat w wysokości do 5 tys. zł, zwykle sądy orzekają za to przewinienie karę 300–500 zł oraz obciążają obwinionego kosztami postępowania. W tym przypadku, skoro niewskazanie kierowcy oznaczało dla organu stratę 3 tys. zł (tyle powinien zapłacić kierowca za nieopłacone e-myto), to inspekcja wnioskowała o ukaranie właściciela grzywną właśnie w tej wysokości.

Sąd pierwszej instancji (rejonowy dla Warszawy-Mokotowa) nałożył taką karę, ale przedsiębiorca się odwołał. W apelacji podnosił m.in. brak wymaganych uprawnień GITD do występowania przed sądem jako oskarżyciel publiczny.

Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie, a ten uchylił wyrok i umorzył postępowanie. Zdaniem sędzi Beaty Wehner należało tak zrobić niezależnie od granic zaskarżenia i podniesionych w apelacji zarzutów, właśnie z uwagi na brak skargi uprawnionego oskarżyciela.

Zgodnie z ogólną zasadą wynikającą z art. 17 par. 1 kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia oskarżycielem w takich postępowaniach jest Policja (chyba że ustawa stanowi inaczej). Uprawnienia inspekcji określono zaś w ustawie o transporcie drogowym (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 1265 ze zm. – dalej u.t.d.). I tak art. 56 ust. 2 u.t.d. daje GITD uprawnienia do prowadzenia czynności wyjaśniających w sprawach o wykroczenia, kierowania wniosków do sądów o ukaranie oraz udziału w rozprawach przed sądami powszechnymi etc. Jednak jak zauważył sąd w uzasadnieniu, zakres przedmiotowy i podmiotowy działania inspekcji wyznacza art. 48 u.t.d. Zadaniem jej jest więc kontrola przestrzegania przepisów w zakresie transportu drogowego, przestrzegania niektórych przepisów ruchu drogowego (za pomocą fotoradarów) oraz prawidłowości uiszczania e-myta.

„W art. 50 ust. 1 pkt c u.t.d. ustawodawca wskazuje, że jednym z zadań inspekcji jest kontrola przestrzegania przepisów ruchu drogowego. Z kolei zakres i zasady kontroli zostały uregulowane w art. 129a, 129g oraz 129h ustawy Prawo o ruchu drogowym. Z przepisów tych wynika, że zakres czynności wyjaśniających i uprawnienia do kierowania wniosku o ukaranie do sądu przez ITD jest ograniczony podmiotowo do osób kierujących pojazdem, zaś przedmiotowo do wykroczeń związanych z naruszeniem ruchu drogowego” – stwierdza w uzasadnieniu sędzia Wehner. „W przepisie art. 96 par. 3 k.w. jest [natomiast] mowa o wykroczeniu, które popełnia osoba niepodająca na żądanie uprawnionego organu, komu powierzyła pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie. Wiadomo więc, że nie jest ona kierującym pojazdem” – kontynuowała.

W rozpatrywanej sprawie oczywisty był fakt, że to nie właściciel firmy prowadził ciężarówkę. I mimo że może on być sprawcą wykroczenia z art. 96 par. 3 (niewskazanie kierującego), to wniosku o jego ukaranie nie powinna wnosić inspekcja, lecz Policja.

E-myto a bezpieczeństwo

Cały ten wywód składa się na ponury wniosek: choć system poboru e-myta działa sprawnie (od jego uruchomienia do końca października system viaTOLL zarobił 2 mld 284 mln zł), to z nadzorem jest dużo gorzej. Najpierw inspekcja skarżyła się, że jest zalewana przez operatora systemu błędnymi informacjami o braku zapłaty. Jednocześnie inspektorzy mnożyli grzywny za każdą nieopłaconą bramkę, wskutek czego nakładano bardzo wysokie kary (w skrajnych przypadkach sięgające milionów), jednak zdecydowanej większości z nich do tej pory nie wyegzekwowano. Postępowania są pozawieszane, a tysiące kierowców żyją w stanie niepewności. Na domiar złego okazało się, że przepisy określające uprawnienia inspekcji nie dają jej uprawnień koniecznych do zapewnienia sprawnego nadzoru nad opłacaniem e-myta.

Zwłaszcza że ustawa o drogach publicznych zobowiązuje do płacenia opłat na rzecz viaTOLL nie tylko firmy transportowe (spedycyjne czy świadczące usługi przewozu osób). Opłatę taką musi wnosić każdy przedsiębiorca lub osoba prywatna, która korzysta z drogi płatnej pojazdem o masie powyżej 3,5 tony. A tylko firmy transportowe mają obowiązek prowadzić ewidencję czasu pracy kierowców, na podstawie której można by odtworzyć, kto w danym miejscu i czasie prowadził pojazd. Taką dokumentację trzeba przechowywać do 12 miesięcy wstecz, tymczasem informacje o nieopłaconym e-mycie wraz z żądaniem wskazania kierującego przychodzą do przedsiębiorców nawet po dwóch latach (w opisywanym przypadku po 18 miesiącach). W tej sytuacji trudno wymagać od przedsiębiorcy, by wskazywał, który z jego pracowników prowadził w danym dniu pojazd.

– Inspekcja stoi na stanowisku, że mamy uprawnienia do kierowania do sądu wniosków o ukaranie z art. 96 par. 3. Nawet jeśli część sądów to kwestionuje, to w zdecydowanej większości spraw one orzekają zgodnie z wnioskiem oskarżyciela – mówi Alvin Gajadhur, rzecznik GITD.

Większość przypadków kiedy uprawnienia inspekcji były kwestionowane dotyczyło jednak spraw przeciwko właścicielom aut, które zostały sfotografowane przez fotoradary. Tymczasem kompetencja GITD do kierowania wniosku o ukaranie za niewskazanie kierującego, który nie opłacił e-myta, jest jeszcze bardziej wątpliwa.

– Istotą przepisu art. 96 par. 3 jest ochrona bezpieczeństwa i porządku w komunikacji, które mogą zostać zagrożone nie tylko przez osoby prowadzące pojazdy, lecz także dysponujące nimi. Trudno stosować ten przepis do ochrony obowiązku uiszczenia opłaty elektronicznej – komentuje Iwona Szwed z biura prawnego Arena 561.