„Informacja ministra finansów o możliwości wprowadzenia zmian w ustawie o dochodach jednostek samorządu terytorialnego zwiększających dywersyfikację źródeł dochodów, w tym przyznanie samorządom udziału we wpływach z podatku od towarów i usług” – takim zagadnieniem w październiku zajmie się sejmowa komisja samorządowa. To będzie de facto pierwsza oficjalna (a więc taka, która trafi do protokołu) deklaracja strony rządowej w temacie, o którym w samorządach spekuluje się od dawna – czyli poprawienia ich sytuacji dochodowej poprzez przyznanie im części wpływów z VAT.

A jest się czym dzielić. Jeszcze w 2009 r. dochody z podatku od towarów i usług wynosiły około 99 mld zł (36,3 proc. dochodów budżetu państwa). W ubiegłym roku było to już niemal 157 mld zł, czyli prawie 45 proc. dochodów budżetowych.

Posłowie są za

Szef sejmowej komisji samorządowej Andrzej Maciejewski z Kukiz’15, deklaruje, że jest zwolennikiem pomysłu, by rząd podzielił się VAT z gminami.

– Wysokość ewentualnych udziałów jest tematem do dyskusji, którą otwieramy – dodaje poseł.

Koncepcję popierają także politycy PiS. – Pomysł podzielenia się z samorządami wpływami z VAT jest bardzo dobry. Gdyby ten podatek był wspólny, tzn. w części rządowy i samorządowy, zyskalibyśmy ważnego sojusznika w postaci władz lokalnych, które również byłyby zainteresowane jak największymi przychodami z tego tytułu. A to istotne w kontekście uszczelniania VAT i kreowania polityki rozwoju – mówi Grzegorz Wojciechowski (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej komisji samorządowej.

Zastrzega przy tym, że wszelkie reformy trzeba organizować z głową. – Niebezpieczeństwo jest takie, że nie wszystkie jednostki terytorialne mają jednakowe możliwości rozwojowe, dlatego zmiany trzeba wprowadzać bardzo ostrożnie. Tak by nie przyczynić się do pogłębienia różnic między poszczególnymi – wskazuje poseł PiS.

Posłowie PO również ciepło wypowiadają się o pomyśle. – Skoro PiS twierdzi, że zyskujemy grube miliardy dzięki uszczelnianiu systemu VAT, to może najwyższa pora podzielić się tym sukcesem z władzą lokalną, bez której o wdrożeniu np. programu 500+ PiS mógłby co najwyżej pomarzyć – wskazuje jeden z polityków Platformy Obywatelskiej.

Ugrupowanie to wychodziło zresztą z podobnymi postulatami. W przyjętym w 2017 r. programie „Polska samorządna” PO proponuje, by całość dochodów z PIT i CIT pozostawała na szczeblu samorządowym (dziś władze lokalne i regionalne mają udziały procentowe we wpływach z tych danin).

PO proponuje też stworzenie funduszu solidarnościowego, z którego korzystałyby słabsze finansowo samorządy. „Transfery solidarnościowe będą finansowane z budżetu centralnego (wpływy z VAT), ale też z podatków płaconych lokalnie w najlepiej rozwiniętych częściach kraju” – wynika z programu PO.

Wybory na horyzoncie

Jaka jest szansa na przyznanie samorządom części wpływów z VAT? Oficjalna odpowiedź MF ogranicza się do opisania obowiązującego stanu prawnego. – Jednostki samorządu terytorialnego (JTS) nie mają źródła dochodów w postaci udziałów we wpływach z VAT – czytamy w e-mailu przesłanym redakcji.

Jednocześnie MF stwierdza, że w związku z tym odnotowywany wzrost dochodów budżetu państwa z VAT nie stanowi podstawy do przekazania JST większych środków.

Nasi rozmówcy brak jasnej deklaracji ze strony ministerstwa tłumaczą polityką. Bo jak wskazują, czasem ważniejsze od tego, z jakiego źródła i ile pieniędzy się przeznacza, jest to, do kogo te środki miałyby trafić.

– Dziś samorządy to głównie działacze albo pozapartyjni, albo związani z opozycją. Podejrzewam, że PiS będzie dużo bardziej skłonny podzielić się VAT, jeśli po wyborach samorządowych zdobędzie sejmiki i może kilka dużych miast. Wtedy dosypanie pieniędzy samorządom będzie wręcz w interesie partii rządzącej – wskazuje jeden z naszych rozmówców.

A co o sprawie myślą najbardziej zainteresowani, czyli samorządowcy? – Trwa de facto kampania wyborcza, więc spodziewam się jeszcze wielu propozycji ze strony PiS, które w swoim wydźwięku będą prosamorządowe. Oczywiście miło byłoby otrzymać taki prezent, ale dopóki go nie dostanę, to nie uwierzę – mówi Ryszard Brejza, prezydent Inowrocławia.

Nie taka prosta sprawa

Zdaniem Andrzeja Porawskiego ze Związku Miast Polskich sprawa jest bardziej skomplikowana, niż się wydaje.

– Podatek ten podlega skomplikowanym rozliczeniom i one nie dotyczą w żaden sposób granic administracyjnych. Czasem nawet trudno wskazać „pierwszego wytwórcę” VAT i stwierdzić, gdzie on powstaje. Dlatego na dziś nie da się ustalić udziału w VAT i przypisać go w określonej wysokości gminom. Choć nie twierdzę, że tego typu reforma nie jest możliwa. Można to zrobić inaczej, np. poprzez udział w globalnych wpływach z uwzględnieniem liczby mieszkańców – wskazuje Andrzej Porawski.

Jak dodaje, w wielu stanach Ameryki główna część VAT idzie do Skarbu Państwa, ale pewna część ma charakter podatku obrotowego i jest już odprowadzana do władz lokalnych. – Gdyby taką konstrukcję wprowadzono w Polsce, rzeczywiście moglibyśmy się stać sojusznikiem rządu w walce o uszczelnianie systemu VAT – uważa Porawski.

Problemem w przyznaniu części wpływów z VAT samorządom mogą się też okazać roszczenia ze strony związkowców z Solidarności. Żądają 12-procentowego wskaźnika wzrostu wynagrodzeń w budżetówce i wzrostu płacy minimalnej o 8,5 proc. Dałoby to minimalną krajową na poziomie 2278 zł (rząd zaproponował 2220 zł). Związkowcy również w dyskusjach wskazują, że przy rosnących wpływach z VAT rząd stać na sfinansowanie ich postulatów.

Wczoraj premier Mateusz Morawiecki rozmawiał o tej sprawie ze związkowcami w gdańskiej siedzibie Solidarności. Może więc się okazać, że zamiast systemowej reformy, pieniądze z VAT posłużą do doraźnego gaszenia pożarów.