Odbiurokratyzowanie samorządów nabiera tempa – przekonuje Ministerstwo Finansów. W piątek podsumowało swoją prace z zespołem samorządowców, który powołano pod koniec marca. Owocem tej współpracy są propozycje zmian w trzech rozporządzeniach regulujących sprawy lokalnych budżetów.

Cel jest prosty. Chodzi o zmniejszenie obowiązków, które utrudniają zarządzanie budżetem i nie wnoszą żadnej wartości dodanej, a tylko generują dodatkowe koszty. Ma w tym pomóc nowa, uproszczona metoda sporządzania corocznych planów finansowych. 

Byłaby mniej szczegółowa niż obecnie. W skrócie, samorządy mogłyby grupować swoje wydatki, tak aby nie traktować każdej składowej budżetu jako odrębnej pozycji. Pozwoliłoby to im łatwiej przerzucać koszty wewnątrz jednej kategorii wydatków, zależnie od potrzeby. 

Obecnie problemem jest bowiem to, że przepisy patologicznie usztywniają budżety JST, co prowadzi do absurdów, gdy jakakolwiek zmiana – nawet o kilka złotych – uruchamia całą czasochłonną procedurę zatwierdzania nowego, zaktualizowanego planu. 

Teresa Czerwińska, minister finansów, uspokaja, że samorządy nie powinny obawiać się żadnych nowych obowiązków. Nowa metoda byłaby bowiem fakultatywna.

– To samorząd ma decydować, jakiej szczegółowości potrzebuje do zarządzania swoimi jednostkami budżetowymi. Jeżeli gmina uważa, że dotychczasowy system: „dział, rozdział, paragraf” dla niej działa, to nic nie stoi na przeszkodzie, by dalej z tego korzystać. Ale jeżeli inna jednostka uzna, że tak szczegółowe rozpisywanie wydatków zbytnio usztywnia i utrudnia wykonanie budżetu, to będzie mogła od tego odejść – twierdzi minister.

Zapowiada też, że internetowe narzędzia sprawozdawcze, z których korzystają samorządy, tj. Besti@, będą obsługiwać zarówno nowe, jak i obecne metody. Nie zapłacą też za to ani grosza. Teresa Czerwińska zapewnia, że dostosowanie systemu informatycznego do nowych zasad resort bierze na siebie. 

Ministerstwo nie kryje, że zależy mu na czasie. Projekty nowelizacji trzech rozporządzeń są już w trakcie uzgodnień międzyresortowych. Chodzi o to, by samorządy mogły skorzystać z nowego systemu jeszcze w tym roku, opracowując plany finansowe na 2019 r.

Wspólna walka z zadłużeniem

MF szykuje też zmiany bardziej rewolucyjne niż przedwyborcze porządki w tabelkach. Rządzący biorą bowiem na warsztat problematyczny dla wielu gmin indywidualny wskaźnik zadłużenia, o którym mowa w art. 243 ustawy o finansach publicznych (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 2077).

Resort nie kryje, że opracowanie nowych zasad obliczania wskaźnika, które miałyby zabezpieczyć samorządy przed wpadnięciem w spiralę długu i uchronić gminy przed podzieleniem losu niesławnych Ostrowic, to już dużo trudniejsze zadanie. Zwłaszcza że pomysły Ministerstwa Finansów i samorządów się w tej kwestii rozjeżdżają.

Mimo ścierających się wizji propozycje ministerstwa zostały już zaakceptowane przez Komisję Wspólną Rządu i Samorządu. Zmieniony projekt, uwzględniający efekt prac z samorządowcami, ma trafić do Stałego Komitetu Rady Ministrów na dniach. Teresa Czerwińska liczy, że intensywne prace legislacyjne nad nim ruszą już w najbliższych tygodniach.

„Tak” dla restrukturyzacji długu

Jak wygląda więc projekt będący kompromisem między oczekiwaniami rządu i samorządu? Po pierwsze, resort chce zagwarantować możliwość restrukturyzacji dławiącego gminę długu. Pozwoliłoby to uniknąć patowych sytuacji, gdy zadłużony samorząd nie może spłacać swoich zobowiązań, zaciągając inną, bardziej korzystną pożyczkę.

Ministerstwo uwzględniło też inny, równie ważny dla samorządów postulat dotyczący okresu liczenia limitu zadłużenia. Ma on wynosić siedem lat, a nie trzy i byłby wyliczany jako średnia arytmetyczna, a nie ważona, jak proponowano na początku. 

Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich przyklaskuje tej zmianie. – Taki sposób liczenia to znaczące uproszczenie. Jest też bardziej obiektywny niż w przypadku średniej ważonej, gdy samorząd sam ustala wagę pewnych wskaźników finansowych – wyjaśnia. 

Resort podkreśla, że kluczowe dla finansowego zdrowia samorządów jest nie tylko leczenie skutków, ale i profilaktyka. Innymi słowy, chodzi o to, by nie dopuścić do powstawania zadłużenia na skutek nagminnego sięgania po pożyczki w parabankach, tudzież inne, niestandardowe instrumenty finansowe, tj. leasing zwrotny. Miałyby one zostać lepiej uregulowane. 

– Jeżeli takie instrumenty wywołują w budżecie samorządu skutki finansowe podobne jak w przypadku pożyczki czy kredytu, to też powinny być analogicznie traktowane – wyjaśnia Robaczyński. 

Rządzący zaznaczają, że przystali na sugestie samorządowców, by uwzględniać pożyczki w parabankach i inne instrumenty finansowe przy obliczaniu zadłużenia dopiero wobec umów zawartych po 2020 r., czyli po wejściu w życie nowych przepisów. Instrumenty już wykorzystywane przez samorządy byłyby dalej rozliczane według starych zasad.

„Nie” dla sprzedaży majątku

Nie wszystkie postulaty samorządowców spotkały się jednak z aprobatą rządzących. Ci pierwsi chcieliby m.in. móc sprzedawać swoje nieruchomości i uwzględniać uzyskane z tego tytułu zyski przy obliczaniu kondycji finansowej jednostki. A ta im lepsza, tym większy pozwala uzyskać później kredyt.

W ocenie resortu nie jest to jednak dobry pomysł. To krótkoterminowe rozwiązanie – twierdzą przedstawiciele resortu. Zawsze istnieje też ryzyko, że gmina wyprzeda za dużo swojego majątku, by sztucznie wykazać, że znajduje się w lepszej sytuacji, niż rzeczywiście jest. A takie źródło finansowania kiedyś wyschnie. Nie powinno być więc uwzględniane w dalekosiężnych prognozach kondycji finansowej gminy – przekonują.