statystyki

Plagi na rolnika. Całe życie jak wojna

autor: Mira Suchodolska30.08.2015, 18:00
Rolnicy nie potrafią dbać o swoje. Ich polityczna skuteczność jest równa zeru

Rolnicy nie potrafią dbać o swoje. Ich polityczna skuteczność jest równa zeruźródło: ShutterStock

Rolnik całe życie jest na wojnie. Jak nie susza, to powódź, jak nie bobry, to stonka. Nawet unijne dopłaty mogą bardziej zaszkodzić, niż pomóc

reklama


reklama


Gorąco, w powietrzu pył, pod nogami chrzęści suche rżysko. Pole przypomina rozpaloną pustynię. Pobliskie łąki też wysuszone na pieprz. Padają ostatnie pokosy zbóż. Trzeba zaczynać o wschodzie, kiedy jeszcze ziemia po nocy ma w sobie deczko wilgoci. Już dawno powinien być zasiany rzepak ozimy, ale nie ma sensu wrzucać ziarna do tego pieca, w jaki przemieniła się ziemia. Strach myśleć, co ze zbożami ozimymi – jeśli w ciągu następnych dwóch tygodni nie spadnie deszcz, będzie katastrofa. Nie tylko w tym, ale też w przyszłym roku. Nie będzie plonów, nie będzie pieniędzy, zwierzęta nie będą miały co jeść.

Krzysztof, niespełna pięćdziesięcioletni rolnik z gminy Kruklanki na Mazurach, zaciska zęby. Jego ogorzała, pobrużdżona twarz przypomina indiańską maskę, a mięśnie na szczupłych ramionach marynarskie węzły. – Rolnik przez całe życie jest na wojnie – mówi. – Tylko jak walczyć z plagami, które co rusz sypią się na rolniczą głowę – zatacza ręką dookoła, wskazując swoje 17-hektarowe włości, z czego 14 ha to uprawne pola.

Albo susza, albo powódź

O tym, że jest susza, wie dzisiaj każdy Polak, który ma dostęp do środków masowego przekazu, choć normalnie sprawy rolnictwa interesują go mniej więcej tyle, co zeszłoroczne śniegi. Co rusz ma okazję oglądać jakąś ważną polityczną personę urządzającą – koniecznie – w otoczeniu wysuszonych okoliczności przyrody zorganizowaną rzekomo spontanicznie konferencję prasową. Padają słowa o pomocy, dogłębnej analizie, dużej wadze, jaką rządzący i opozycja przykładają do zaistniałego problemu. Trudno się dziwić, za pięć minut parlamentarne wybory, a na roli pracuje 13 proc. populacji kraju. Warto się schylić po głosy tego elektoratu. Jednak wyrozumiałość wobec politycznej strategii ulatnia się w zderzeniu z faktami: tegoroczna susza nie jest jakimś wyjątkowym zjawiskiem niespotykanym w regionie, w którym żyjemy. Jak mówi prof. Jan Rozbicki z Katedry Agronomii w SGGW, w naszym kraju susze i lata posuszne przeplatają się z tymi znaczonymi przez powodzie. Wystarczy przypomnieć ostatnie dziesięciolecia: od 1982 do 1992 r. było aż sześć lat suchych lub bardzo suchych. W 1992 r. mieliśmy suszę stulecia (w niektórych regionach kraju nie padało przez 50 dni), a w 1997 r. – powódź określaną tym samym mianem. Kolejna wielka susza miała miejsce w 2006 r., a powódź w 2010 r.

Mowa tu o katastrofach obejmujących większe połacie kraju, bo te mniejsze, o lokalnym oddziaływaniu, trudno zliczyć. I rzecz nie tylko w tym, że „taki mamy klimat”, że globalne ocieplenie, dziura ozonowa i topniejące lodowce. Chodzi o to, jak podnosi prof. Rozbicki, że w Polsce bardzo źle gospodarujemy wodą. Jej zasoby na głowę mieszkańca stawiają nas na szarym końcu Europy. A wszystko przez brak strategicznej infrastruktury – nie odnawiamy i nie budujemy zbiorników małej i średniej retencji. – Kilka razy przymierzaliśmy się do tego, zwykle przy okazji jakiejś kolejnej katastrofy, ale kończyło się na mówieniu – kwituje naukowiec. I komentuje, że bardziej efektownie i efektywnie politycznie jest przeznaczyć pieniądze na autostrady, które potem można z przytupem otworzyć, niż inwestować w zbiorniki, o których nie powiedzą w głównym wydaniu „Wiadomości”. Tymczasem to właśnie one mogłyby w znakomity sposób poprawić bilans wodny: w czasie wzmożonych opadów przyjmować nadmiar wody, a kiedy ich brak, zapobiegać obniżaniu się poziomu wód gruntowych. No i z parującej powierzchni tworzą się chmury, wtedy bardziej skuteczna jest modlitwa o deszcz. Jednak nic z tego. Z raportu NIK opublikowanego w połowie sierpnia na podstawie kontroli przeprowadzonej w województwach śląskim i małopolskim wynika, że inwestycje w małą retencję są w ogonie priorytetów także władz samorządowych. Po dziesięciu latach realizacji programu małej retencji w Małopolsce 62 zadań w ogóle nie podjęto. Jedno było w trakcie realizacji, a sześć w przygotowaniu do wykonania. W województwie śląskim po sześciu latach realizacji programu z 95 planowanych zadań zrealizowano tylko 17. Jak twierdzą eksperci, w reszcie kraju nie jest lepiej.


Pozostało jeszcze 82% treści
Aby zobaczyć cały artykuł, zaloguj się lub wykup dostęp
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

reklama

  • m(2015-08-31 11:39) Odpowiedz 00

    http://www.gp24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20150827/SLUPSK/150829795

  • Inspektor(2015-08-30 19:15) Odpowiedz 01

    i KRUS dla bogatych Pawlakow -wstydzcie się POmyleńcy ,takiej skrajności nie umiecie zmienić ale ludziom zatrudnionym od 15 r zycia 52 lata pracy umieliście wprowadzić.

  • Ewelina77(2015-08-31 15:08) Odpowiedz 00

    a niezaleznie od tego czy susza czy powodz to i tak chwasty:) dlatego być może warto zainwestować w technologie produkcji podczas ktorej herbicyd wraz z hybrydowa odmiana rzepaku są od razu stosowane wspólnie, taka jak clearfield http://www.agro.basf.pl/agroportal/pl/pl/clearfield_1/clearfield_startpage.html;jsessionid=0F5126BB1AAD4B32E35AFBAD411A3044

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

REKLAMA

Polecane

reklama