statystyki

Prawo autorskie: Dobra wiadomość z Luksemburga

autor: Jan Błeszyński07.02.2017, 09:25; Aktualizacja: 07.02.2017, 11:32
prawo autorskie

Doniosłe znaczenie ma teza, iż dyrektywa nie stanowi przeszkody dla zróżnicowania w prawie krajowym środków ochrony w obrębie praw własności intelektualnej - przyznaje profesorźródło: ShutterStock

TSUE jednoznacznie odrzucił argumenty, które od wielu lat wykorzystywano do zwalczania roszczenia twórcy o wielokrotność stosownego wynagrodzenia z tytułu naruszenia jego autorskich praw majątkowych.

Reklama


Przygotowywanie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych uchwalonej 4 lutego 1994 r. następowało w okresie szczególnym. Powstawał wolny rynek, żywiołowy i agresywny. Formalnie kierował się zasadą: można wszystko, co nie jest wyraźnie zakazane. W rzeczywistości często przy podejmowaniu działalności gospodarczej nie liczono się z obowiązującym prawem. Ważny był zysk. W konsekwencji projektodawca stanął nie tylko przed zadaniem dostosowania regulacji do współczesnych uwarunkowań techniczno-eksploatacyjnych twórczości i trendów w ustawodawstwach autorskich innych państw. Niezbędne było wzbogacenie ochrony o nowe skuteczne instrumenty wymuszające respektowanie prawa autorskiego, i to nie tylko środkami karnymi (z których oczywiście nie rezygnowano), ale w pierwszej kolejności czyniące naruszanie autorskich praw majątkowych nieopłacalnym.

Realizacji tych założeń towarzyszyła świadomość mało efektywnej „egzekucji praw” do utworów i przedmiotów praw pokrewnych (zwłaszcza do artystycznych wykonań i nagrań). Naruszanie praw autorskich było żerowiskiem, niezwykle dochodowym, wobec którego twórcy byli całkowicie bezbronni. Z własnej praktyki pamiętam proces, w którym pozwany, przyłapany (co już było ewenementem) na bezprawnej reprodukcji nagrań, uśmiechając się do mnie i sądu oświadczył, że jest gotów zapłacić należne tantiemy, oczywiście zgodnie z danymi wykazywanymi w corocznych zeznaniach podatkowych, czyli w rozmiarze śladowym. Jednak kiedy złożyłem wniosek o powołanie biegłego, który oceniłby wydajność urządzeń przez całą dobę zaangażowanych w produkcję kopii i z uwzględnieniem domniemanego okresu prowadzenia bezprawnej działalności, co skutkowałoby wyliczeniem osiąganych korzyści i otwierałoby fiskusowi drogę do dochodzenia niedopłaty, stracił dobry humor i... zaproponował zawarcie ugody polubownie określającej należną twórcom rekompensatę.

Doświadczenia te wskazywały jasno, że należy stworzyć system operujący instrumentami prostymi, ale gwarantującymi nieuchronność odpowiedzialności. Zagadnieniem najtrudniejszym było tu wprowadzenie ułatwień dowodowych pozwalających zapobiegać matactwom, ale także umożliwiających zdobycie informacji potrzebnych do wykazania kwot należnych z tytułu dochodzonej odpowiedzialności. Wiadomo bowiem było, że ustalenie ich pełnego wymiaru jest często niemożliwe. Praktyka pokazywała ponadto, że ogólne zasady odpowiedzialności przewidziane w kodeksie cywilnym, w szczególności o odpowiedzialności za szkodę, są w obszarze naruszeń prawa autorskiego nieskuteczne i mało kto do nich sięga. Przemyślenia te doprowadziły do oryginalnego ukształtowania odpowiedzialności: przyjęcia, że twórca, którego prawa naruszono, może, według swego uznania domagać się odszkodowania na zasadach ogólnych (kodeksu cywilnego w granicach normalnych następstw zawinionego naruszenia) lub (stosując zasadę kumulacji) wydania uzyskanego wzbogacenia.

W tym ostatnim zakresie świadomie odstąpiono do odesłania do kodeksu cywilnego (art. 405 i nast.), rezygnując w ten sposób z uzależniania rozmiaru wzbogacenia od jego uzyskania kosztem pokrzywdzonego, jako że każde bezprawne korzystanie z cudzego utworu stanowi wykorzystywanie jego „zdolności zarobkowej” – niezależnie od tego, czy sam twórca byłby w stanie te korzyści osiągnąć, np. ze względu na możliwości inwestycyjne, znajomość mechanizmów rynkowych itd. Wiadomo, że w poszczególnych przypadkach korzyści z bezprawnego korzystania z utworu mogą (w każdym razie z pozycji twórcy) osiągać rozmiary astronomiczne, jednak udowodnienie ich konkretnego rozmiaru oraz tego, w jakim zakresie stanowią wynik bezprawnego korzystania z utworu, w jakim zaś są rezultatem własnej działalności naruszyciela (np. adaptującego powieść na film lub aranżującego utwór muzyczny i płacącego za promocję), jest niełatwe i grozi przewlekaniem postępowania w nieskończoność. Trudności te rozwiązano przez wprowadzenie do ustawy roszczenia w postaci żądania zapłacenia podwójnego, a w przypadku udowodnienia zawinionego naruszenia, potrójnego wynagrodzenia, którego twórca mógłby się spodziewać, gdyby korzystanie podejmowane bezprawnie odbywało się za jego zgodą.

Myśl temu towarzysząca była więc następująca: możesz zrezygnować z wydania pełnego wzbogacenia przez naruszyciela, ograniczając roszczenia jedynie do wspomnianej wielokrotności hipotetycznego wynagrodzenia, za to cała procedura będzie prostsza i szybsza. Także dlatego, że w ustawie określono mechanizmy umożliwiające twórcom oraz organizacjom zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub pokrewnymi pozyskiwanie od domniemanych naruszycieli danych i dokumentów mających znaczenie w kontekście dochodzonych roszczeń.

Takie ujęcie odpowiedzialności za naruszenie autorskich praw majątkowych w sposób istotny zmieniły dwa wydarzenia: wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 23 czerwca 2015 r. oraz niedawny wyrok prejudycjalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, wydany 25 stycznia 2017 r.


Pozostało jeszcze 77% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama