Od pomysłu do filmu, czyli kto w rzeczywistości eksploatuje „Gwiezdne wojny” i kto ma do tego faktyczne prawo?

W zasadzie głównym punktem odniesienia będzie w tym miejscu saga filmowa stanowiąca trzon świata „Gwiezdnych wojen” także w ujęciu prawnym. Choć oczywiście w wymiarze komercyjnym od dawna o sukcesie sagi decyduje nie tylko sprzedaż biletów kinowych, ale także przychody generowane w ramach szerokiej działalności marketingowej.

Dzieła filmowe, takie jakimi są poszczególne epizody „Gwiezdnych wojen” można zaliczyć do kategorii utworów audiowizualnych. Wymieniono je gruncie obowiązującej w Polsce ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych wśród przykładowych kategorii chronionych utworów. Prawo autorskie chroni bowiem przejawy twórczych dokonań człowieka charakteryzujących się indywidualnością i oryginalnością nazywane utworami. W praktyce kluczowe znaczenie ma fakt ustalenia utworu, jego uzewnętrznienie w taki sposób, by możliwa była jego percepcja przez osoby trzecie inne niż twórca jego, a w konsekwencji odróżnienie go od innych przejawów twórczości człowieka. W kontekście granic prawa autorskiego warto podkreślić za jednym za orzeczeń Sądu Najwyższego, że choć idea, „[p]omysł przyczynia się do powstania dzieła, jednak sam nim nie jest” (wyrok SN z dnia 22 czerwca 2010 r., IV CSK 359/09).

Liczba osób, które mają prawo do filmu może być jednak długa...

Specyfika utworów filmowych polega na tym, iż są one rezultatem współdziałania często bardzo licznego grona osób. W samym procesie produkcji filmu uczestniczą osoby sprawujące funkcję scenarzysty, reżysera, operatora filmowego i jego ekipy zdjęciowej, aktora, scenografa, kostiumografa, charakteryzatora, kompozytora muzyki filmowej, montażysty, realizatora dźwięku, sekretarza planu, czy tzw. klapsera, by ograniczyć się tylko do tych podstawowych. Wszyscy oni, działając nierzadko w rozbudowanych zespołach, mają swój określony wkład w końcowy efekt pracy nad filmem.

Nie wszyscy jednak będą mogli być w każdym przypadku być zaliczeni do grona współtwórców filmu. Przykładowo w polskim orzecznictwie Sąd Najwyższy wskazał, że kierownikowi produkcji filmu należy odmówić statusu współtwórcy, w sytuacji, kiedy pełnił on w procesie powstawania tego utworu wyłącznie funkcje służebne (organizacyjno-administracyjne lub gospodarcze) względem współtwórców (wyrok SN z dnia 5 kwietnia 2002 r., III RN 133/01). Warto jednak zaznaczyć, że orzeczenie to dotyczyło filmu reklamowego. W praktyce każdy przypadek tego typu należy oceniać odrębnie z uwzględnieniem specyfiki danej sytuacji.

Taką własną specyfikę ma również saga „Gwiezdnych wojen”. Wystarczy wspomnieć, że jej pomysłodawca Georg Lucas będąc jednym z twórców scenariusza oryginalnej trylogii, miał z kolei status współtwórcy scenariusza przy innych filmach serii. Ponadto uczestniczył w produkcji kilku epizodów w roli reżysera. Taka sytuacja wpływa oczywiście na złożoność konstrukcji prawnych wykorzystywanych przy praktycznym dysponowaniu tzw. prawami do filmu, czyli (autorskimi) prawami wyłącznymi do utworów składających się dzieło filmowe.

Z perspektywy konkretnych regulacji prawnych kształt tzw. praw do filmu jest bardzo złożony. Wystarczy wspomnieć, iż obok typowych uprawnień autorskich (majątkowych i osobistych), składają nań tzw. prawa pokrewne (np. prawa artystów wykonawców). W systemach prawa kontynentalnego w Europie są one tradycyjnie wyodrębniane od praw autorskich, ale już nie w USA czy Wielkiej Brytanii (system common law), gdzie mieszczą się one w obrębie zbiorczego pojęcia copyrights. Próbę ujednolicenia standardów prawnych dotyczących korzystania z praw do dzieł filmowych można odnaleźć w prawie unijnym na przykładzie (dyrektywy 2006/115/WE PE i RE z dnia 12 grudnia 2006 r. ) w sprawie prawa najmu i użyczenia oraz niektórych praw pokrewnych prawu autorskiemu w zakresie własności intelektualnej.

W przypadku "Gwiezdnych Wojen" sprawa jest jednak bardziej skomplikowana?

Na drodze od stworzenia scenariusza przez produkcję filmu, aż do jego zaprezentowania widzom, tzw. prawa do filmu są zazwyczaj przedmiotem – jak to miało i ma wciąż miejsce w przypadku „Gwiezdnych wojen” – długiego łańcucha rozbudowanych umów łączących współtwórców i profesjonalne podmioty działające na rynku zainteresowane eksploatacją tych praw. Z uwagi na specyfikę produkcji filmowych w praktyce najczęściej podmiotem zainteresowanym posiadaniem możliwie najszerszych uprawnień do danego filmu jest jego producent i dystrybutor, często występujący jako jeden podmiot. To zakres tych uprawnień – używając polskiej terminologii należałoby się posłużyć tutaj ustawowym terminem „pola eksploatacji” utworu – ma kluczowe znaczenie dla możliwości wykorzystania filmu, szczególnie w wymiarze komercyjnym, czyli tzw. komercjalizacji praw do danego utworu filmowego.

W historii „Gwiezdnych wojen” nie sposób w tym kontekście wskazać dzisiaj jeden podmiot dysponujący takimi prawami na wyłączność. Biorąc pod uwagę ogólnie znane transakcje towarzyszące produkcji tej serii na przestrzeni minionych lat można tutaj z pewnością wymienić zarówno własną wytwórnię Georga Lucasa (Lucasfilm Ltd. LLC), przejętą niedawno przez inną znaną amerykańską wytwórnię filmową (The Walt Disney Company). W zakresie części sagi prawami dysponuje wciąż jeszcze inna wytwórnia, a mianowicie Twentieth Century-Fox (Twentieth Century Fox Film Corporation).

Ale sam film to jedno, a w przypadku "Star Wars" to jednak cała masa produktów pobocznych. Co z  markami „Gwiezdnych wojen”? Jak one zostały zabezpieczone?

Nie każdy element scenariusza „Gwiezdnych wojen” może być chroniony na gruncie prawa autorskiego. Przedmiotem sporów prowadzonych na płaszczyźnie akademickiej, ale także w praktyce przed sądami, dotyczących granic prawa autorskiego, jest choćby kwestia zakwalifikowania tytułów oraz imion fikcyjnych („wymyślonych”) bohaterów.

Dla „Gwiezdnych wojen” szczególne znaczenia będą miały tutaj same tytuły dzieł,  tytuł cyklu, jak i tytuły poszczególnych filmów (np. „Imperium kontratakuje”, „Atak klonów”, „Łotr 1”), imiona występujących w nim postaci pierwszo- czy drugoplanowych, nazwy frakcji („Imperium Galaktyczne”, „Jedi”, „Sithowie”), czy inne charakterystyczne określenia, w tym odnoszące się do pojazdów, urządzeń (rekwizytów) występujących w serii, oraz wydarzeń tworzących jej chronologię (np. „bitwa o Yavin”, czy „wielka wojna nadprzestrzenna”).

W przypadku ochrony tego typu oznaczeń w sukurs może przyjść prawo znaków towarowych służące ochronie oznaczeń wyróżniających towary czy usługi jednego przedsiębiorcy od towarów czy usług innego przedsiębiorcy. Wielość rodzajów i funkcji przypisywanych znakom towarowym pozwala istniejącym tutaj systemem obejmować znaki słowne, graficzne czy też mieszane (słowno-graficzne). Zasadniczo, w zależności od specyfiki prawa danego kraju czy regionu, warunkiem ochrony jest posiadanie przez dane oznaczenia zdolności odróżniającej. Nadto konieczne jest poddanie się sformalizowanej procedurze rejestracji znaku. Jej przeprowadzenie (nie dotyczy to szczególnej kategorii tzw. znaków powszechnie znanych) warunkuje przyznanie wyłącznych uprawnień, na gruncie prawa polskiego (zob. przepisy ustawy z dnia 30 czerwca 2000 r. Prawo własności przemysłowej) określanych jako „prawa ochronne na znaki towarowe”.

Które znaki towarowe zostały zastrzeżone w unijnych i polskich rejestrach?

By ograniczyć się tutaj do instrumentów ochrony dostępnych w Unii Europejskiej – choć z oczywistych względów to ochrona na gruncie prawa USA stanowi punkt odniesienia dla innych porządków prawnych – można wskazać, iż w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO, do marca 2016 r. funkcjonował on pod nazwą Urząd Harmonizacji w ramach Rynku Wewnętrznego) w rejestrze prowadzonym dla znaków towarowych odnaleźć można ponad sto oznaczeń związanych z „Gwiezdnymi wojnami” zarejestrowanych w poszczególnych klasach towarowych. Ograniczając poszukiwania do dwóch uprawnionych podmiotów (Lucasfilm Ltd. LLC oraz Lucasfilm Entertainment Company Ltd. LLC) status zarejestrowanych znaków mają w zdecydowanej większości znaki słowne (np. BB-8, COUNT DOOKU, C-3PO, DROID, JABBA THE HUTT, NABOO, R2-D2, STAR WARS, STAR WARS ROGUE ONE, THE FORCE AWAKENS, YODA czy X-WING), ale także graficzne.  Prawa wyłączne płynące z tych rejestracji obowiązują na całym terytorium Unii Europejskiej.

Z kolei rodzimy rejestr znaków towarowych zarządzany przez Urząd Patentowy RP w Warszawie posłużył do rejestracji na rzecz Lucasfilm Entertainment Company Ltd. LLC sześciu słownych znaków towarowych: ANAKIN SKYWALKER, JAR JAR BINKS, OBI-WAN KENOBI, QUI-GON JINN, STAR WARS oraz jego odpowiednika w języku polskim GWIEZDNE WOJNY. Prawa wyłączne do tych znaków w ujęciu terytorialnym są skuteczne jedynie na terytorium Polski, a obejmują zasadniczo klasy towarów wskazane w rejestrze.

A co z wykorzystaniem "Gwiezdnych Wojen" w sieci? 

Z używaniem tego typu oznaczeń wiąże się także problematyka nazw domen internetowych. Chodzi tutaj w zasadzie o nazwy używane w tzw. domenach drugiego rzędu. System rejestracji domen ułatwia zasadniczo ich rezerwowanie na zasadzie pierwszeństwa. W tym systemie podmioty dysponujące wyłącznymi prawami do znaków towarowych mogą jednak dochodzić swoich praw już po fakcie rejestracji w ramach dostępnych trybów (mediacja, arbitraż, postępowanie sądowe) przed organami krajowymi lub międzynarodowymi. Przykładów bardzo licznych rozstrzygnięć dotyczących posługiwania się oznaczeniem „starwars”, samodzielnie, jak i w połączeniu z innymi, w nazwie domeny internetowej, dostarcza praktyka decyzyjna Centrum Arbitrażu i Mediacji działającego od końca lat 90-tych ubiegłego wieku w strukturach <Światowej Organizacji Własności Intelektualnej> (WIPO Arbitration and Mediation Centre).

Ciekawym przykładem rozwiązań stworzonych dla potrzeb sagi, których wykorzystanie może podlegać bardziej reżimowi prawa autorskiego niż prawa znaków towarowych są znaki fikcyjnych alfabetów (alfabet Madalorian oraz Aurebesh) używanych w filmach i jego wielu adaptacjach. Na pytanie, w jakim zakresie pojedyncze czcionki takiego alfabetu będą podlegały ochronie, odpowiedź może być różna w zależności choćby od stanu prawnego obowiązującego w danym kraju, który weźmiemy pod uwagę.

Czy w przypadku „Gwiezdnych wojen” możemy tez mówić o ochronie patentowej?

Ochrona praw wynalazców mieści się w zakresie prawa własności przemysłowej. W Polsce zasadniczym aktem prawnym w tym zakresie jest wspomniana wyżej ustawa z 2001 r. Prawo własności przemysłowej. Przepisy Tytułu II tej ustawy poświecono wynalazkom, wzorom użytkowe i wzorom przemysłowe, będącym kategoriami dóbr własności przemysłowej.

Odniesienie problematyki prawa patentowego do serii „Gwiezdne wojny” wydaje się na pierwszy rzut oka dosyć abstrakcyjne. Tymczasem warto – najpierw ogólnie - zauważyć, iż w ramach produkcji filmowej nierzadko dochodzi do kreowania nowych, praktycznych rozwiązań o charakterze technicznym. Sięgając tutaj do baz patentowych prowadzonych przez amerykański urząd patentowy można bez trudu ustalić, jak wiele różnych wynalazków z branży filmowej korzysta z ochrony patentowej.

Jednak w kontekście „Gwiezdnych wojen” tematyka patentowa, choć mająca niewielkie znaczenie, pojawia się konkretnie w kontekście jednego z nowych bohaterów serii, a mianowicie droida BB-8. Na entuzjastów jednej ze stron internetowych „Gwiezdnych wojen” znajdujemy rozbudowane wyjaśnienie dotyczące tej postaci wraz ze szczegółami technicznymi, w tym także odniesieniem do patentu przyznanego na gruncie prawa USA spółce Disney Enterprises, Inc. Patent dotyczy wynalazku obejmującego pojazd oparty na magnetycznym, holonomicznym (wielokierunkowym) układzie poruszania się w połączeniu ze sposobem kontroli takiego pojazdu.

W przypadku "Star Wars" mamy też kwestię licencji...

Z perspektywy prawa własności intelektualnej kluczowym narzędziem umożliwiającym zarządzanie prawami wyłącznymi są umowy, w tym umowy przenoszące prawa do danego dobra (np. utworu) w całości na inne podmioty oraz zezwalające jedynie na korzystanie z niego w określony sposób. Te ostatnie nazywane umowami licencyjnymi stanowią główny instrument prawny przy rynkowej eksploatacji zasobów własności intelektualnej, również w przypadku „Gwiezdnych wojen”. Umowy tego typu mogą być zawierane w odniesieniu do każdego ze wskazanych wyżej dóbr. Przy czym w zależności od jego specyfiki (utwór, znak towarowy) podlegają one odmiennym regulacjom nierzadko przybierającym postać systemu franczyzowego.

Tematyka „Gwiezdnych wojen” jest wykorzystywana w najróżniejszych formach. Zarówno w mediach, poza branżą kinową, bardzo szeroko wykorzystywane były i są różne jej formaty w telewizji, radiu oraz w ramach wydawnictw drukowanych, w tym także elektronicznych. Także producenci gier, w tym gier komputerowych oraz gier planszowych czy właściciele tematycznych parków rozrywki korzystają z niej na zasadzie licencji. W sensie prawnym, na gruncie prawa autorskiego opracowanie książki czy komiksu na podstawie historii z „Gwiezdnych wojen” stanowiło będzie przykład adaptacji (utworu zależnego). Owa zależność wyraża się przede wszystkim w tym, że rozporządzanie i korzystanie z opracowania (np. wydanie komiksu) zależy zasadniczo od zezwolenia twórcy czy twórców utworu pierwotnego nazywanego też macierzystym. Takiemu zezwoleniu towarzyszy często warunek zapłaty określonego wynagrodzenia za tą formę eksploatacji utworu.

Posłużenie się na danym produkcie (np. odzieży czy zabawkach), który ma być oferowany na rynku, prawnie chronionym zdjęciem bohatera „Gwiezdnych wojen”, czy zastrzeżonym znakiem towarowym, wymaga również co do zasady uzyskania wcześniejszej zgody uprawnionego podmiotu.

Towarzysząca komercjalizacji „Gwiezdnych wojen” taktyka merchandisingu od strony prawnej ma zatem silne oparcie w umowach licencyjnych. Doskonałym przykładem obustronnego korzystania z przedmiotów własności intelektualnej jest tutaj wieloletnia współpraca Lucasfilm Ltd. z grupą LEGO przejawiająca się w różnorodnych postaciach produktów oferowanych łącznie pod znakami STAR WARS i LEGO.

Nie da się jednak ukryć, że "Star Wars" są bardzo rozpoznawalna marką, a sam Lucasfilm stara się walczyć o swoje prawa.

Znaczna grupa sporów mających w tle „Gwiezdne wojny”, o których donoszą media, dotyczy wykorzystywania charakterystycznych oznaczeń, w tym imion bohaterów znanych z filmów. Bywają i takie, które odnoszą się do popularnych filmowych rekwizytów (np. hełm szturmowca, czy świetlny miecz rycerzy Jedi). W sprawach tego typu uprawniony podmiot (zazwyczaj Lucasfilm Ltd.) najczęściej powołuje się ochronę przysługującą mu na tle prawa autorskiego lub prawa znaków towarowych.

Warto przy tym podkreślić, iż narzędziem wykorzystywanym często obok prawa autorskiego oraz prawa znaków towarowych, ale także samodzielnie, będą instrumenty służące przeciwdziałaniu czynom nieuczciwej konkurencji. W polskim ustawodawstwie znajdziemy je przede wszystkim w przepisach ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Jej zastosowanie będzie wchodziło w grę w przypadku korzystania ze znaków towarowych czy innych charakterystycznych symboli sagi. Obejmuje ona zarówno przypadki wprowadzania w błąd klientów co do tożsamości przedsiębiorcy czy oferowanych przez niego towarów czy usług. Praktyki polegające na czerpaniu korzyści z renomy cudzych produktów, pasożytniczym naśladownictwie czy nieuczciwej reklamie, to typowe przykłady deliktów, do których odnoszą się jej przepisy.

Jakiś ostatni przykład?

Jednym z nowszych interesujących przykładów sporu prowadzonego na gruncie prawa USA może być zarzut wystosowany wobec browaru działającego w stanie Nowy Jork pod nazwą Empire Brewing Company. W sprawie tej nie chodziło jednak o firmę tego przedsiębiorcy, ale o nazwę jednego z oferowanych przezeń wyrobów, a mianowicie piwa STRIKES BOCK brzmieniowo nawiązującą do tytułu części V sagi (oryginalny tytuł: The Empire Strikes Back). Właściciel browaru zasłynął z pomysłowej formy odpowiedzi udzielonej Lucasfilm Ltd. LLC w postaci filmu opublikowanego w serwisie . Youtube podkreślając, że zalicza się do grona zdecydowanych fanów serii na typowy dla prawa znaków towarowych zarzut mylącego (wprowadzającego w błąd) oznaczania towarów cudzym znakiem odparł, że stworzona przez niego nazwa trunku powinna być traktowana jedynie jako rodzaj parodii połączonej z pochwałą dla twórców „Gwiezdnych wojen”.

Warto jednocześnie zauważyć, że browar „Empire” ostatecznie nie uzyskał praw do zgłoszonego w amerykańskim urzędzie patentowym znaku towarowego o brzmieniu EMPIRE STRIKES BOCK. Skuteczny sprzeciw od takiego zgłoszenia wniósł nie kto inny, jak właśnie Lucasfilm Ltd. LLC. Pomimo sprzeciwu tej producent piwa zarejestrował natomiast znak STRIKES BOCK. Liczba głośnych sporów, których przedmiotem były poszczególne elementy świata „Gwiezdnych wojen”, jest oczywiście znacznie dłuższa.

A czy fani "Gwiezdnych Wojen" mają się czego obawiać? Często tworzą publikacje w sieci związane z "Gwiezdnymi Wojnami", choć sami na tym nie zarabiają.

Popularność serii, budowana konsekwentnie przez minione dekady, sprawia, że jej wartość rynkowa wciąż rośnie. Stąd trudno się dziwić, że znajduje ona nie zawsze w pełni uprawnionych naśladowców w różnych postaciach i formach działalności. Szczególnie jednak w przypadku prób gospodarczej eksploatacji chronionych dóbr naśladowcy muszą jednak liczyć się z tym, iż podmioty uprawnione będą sięgały po dostępne narzędzia prawnej ochrony ich praw, szczególnie praw własności intelektualnej. Zapadające w tym kontekście rozstrzygnięcia stanowić mogą ważną wskazówkę dla wytyczania granic wyłącznych praw tego typu.

Co jest jednak jeszcze istotniejsze „Gwiezdne wojny” stały się szybko nie tylko fenomenem gospodarczym, ale zyskały także status kultowego tematu w masowej kulturze. Świadczą o tym wielorakie inspiracje, które można obserwować poza sferą obrotu gospodarczego, choćby w sztuce, ale i polityce. Takie głębokie zakorzenienie nie jest zupełnie obojętne dla kwestii doboru i adekwatności instrumentów prawnej ochrony wskazanych wyżej dóbr. Wypada w tym miejscu wskazać, iż twórcami oryginalnych rozwiązań towarzyszących tematyce „Gwiezdnych wojen” są także sami sympatycy serii. Tworząc z jednej strony rzeszę konsumentów, użytkowników produktów dystrybuowanych pod markami sagi niejednokrotnie sami generują własne. Przykładem takiej aktywności mogą być dedykowane strony czy profile internetowe tworzone w ramach portali społecznościowych, gdzie wykorzystywana jest teksty, muzyka czy zdjęcia z filmu.

Na tym tle z prawnej perspektywy pojawia się zazwyczaj klasyczne pytanie o granice dozwolonego użytku. W krajach systemu common law jego odpowiednikiem będzie instytucja fair use. Przykładem takiego kreatywnego zastosowania tematyki może być internetowy anglojęzyczny generator mowy mistrza Yody, dzięki któremu można wybrany tekst przetworzyć na styl typowy dla tej znanej filmowej postaci. Nie znajdziemy jednak nie tylko sam generator, ale wykorzystano na niej zdjęcia postaci, a w samej nazwie domeny internetowej użyto oznaczenia „yoda”, które jest chronione w prawie znaków towarowych. Jednocześnie na stronie umieszczono aktywne pola reklamowe. Tym samym ocena legalności takiego generatora wymagałaby odrębnej analizy co najmniej kilku obszarów prawa, jakie wskazano powyżej, z uwzględnieniem całości okoliczności towarzyszących temu sposobowi wykorzystywania  tematyki „Gwiezdnych wojen”.