Likwidacja konkursów na wyższe stanowiska w służbie cywilnej i brak wymogu posiadania doświadczenia w administracji, w tym na kierowniczym stanowisku, to główne założenia ustawy z 30 grudnia 2015 r. o zmianie ustawy o służbie cywilnej oraz niektórych innych ustaw. Dokument czeka na podpis prezydenta. Zacznie obowiązywać po 14 dniach od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw, czyli prawdopodobnie po 20 stycznia. Klub PO zapowiada zaskarżenie nowelizacji do Trybunału Konstytucyjnego.

– Zleciłem przygotowanie ekspertyz. A następnie będziemy chcieli zaskarżyć te przepisy do trybunału – zapowiada Marek Wójcik, poseł PO i wiceprzewodniczący sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych.

Posłowie rządzącego ugrupowania nie przejmują się zapowiedzią opozycji. – Musimy pozmieniać to, co zrobili nasi poprzednicy. Przecież pod koniec naszych rządów stanowiska dyrektorskie w większości zajmowali absolwenci Krajowej Szkoły Administracji Publicznej. Rząd PO-PSL się ich pozbył i przyjął swoich ludzi – wskazuje prof. Józefa Hrynkiewicz, członek sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych. – Nie obawiamy się, że obecne rozwiązania mogłyby być niekonstytucyjne. Wyższe stanowiska pozostaną w korpusie, zmieniają się tylko wymagania i sposób wyłaniania kandydatów – argumentuje.

Wątpliwości ekspertów

Zdaniem części konstytucjonalistów nowelizacja ustawy jest niezgodna z konstytucją. Na poparcie tej tezy przywołują wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 18 grudnia 2007 r. (sygn. akt SK 54/05). TK nie miał wtedy wątpliwości, że rezygnacja z konkursów na wyższe stanowiska jest naruszeniem art. 153 ust. 1 konstytucji. Zgodnie z nim w celu zapewnienia zawodowego, rzetelnego, bezstronnego i politycznie neutralnego wykonywania zadań państwa w urzędach administracji rządowej działa korpus służby cywilnej. Kolejny zarzut niekonstytucyjności obecnie uchwalonych przepisów prawnicy wywodzą z art. 60 ustawy zasadniczej. Zgodnie z nim obywatele polscy korzystający z pełni praw publicznych mają prawo dostępu do służby publicznej na jednakowych zasadach. – Jeśli nie będzie konkursów, to o stanowiska kierownicze nie będą mogły ubiegać się osoby, które nadają się na stanowiska kierownicze i spełniłyby wymaniania – przekonuje prof. Marek Chmaj. Tłumaczy, że takie działanie prowadzi do ograniczenia w dostępie do służby publicznej.

Nie wszyscy jednak podzielają jego argumentację. – Od lat nie ma konkursów w jednostkach, do których stosuje się przepisy o pracownikach urzędów państwowych, i jakoś nikt nie protestuje. Dlatego trudno mówić o ograniczonym dostępie do służby publicznej w oderwaniu od pozostałych regulacji – stwierdza prof. Bogumił Szmulik, radca prawny z Kancelarii Radców Prawnych Szmulik i Wspólnicy sp. k.

Trudny powrót

Prawnicy zgodnie dodają jednak, że nie ma szans na to, by wyrok TK zablokował roszady na stanowiskach. Nowe przepisy zakładają, że stosunek pracy osób zajmujących obecnie wyższe stanowisko zostanie rozwiązany w ciągu 30 dni od wejścia w życie nowych przepisów. – Zanim trybunał zajmie się sprawą, obecni dyrektorzy zostaną już zwolnieni, a w ich miejsce powołani nowi. Nawet jeśli sędziowie uznają, że przepisy są niekonstytucyjne, a tak zapewne się stanie, to będą musieli dać Sejmowi czas na dostosowanie przepisów do orzeczenia – wyjaśnia prof. Marek Chmaj.

Jego zdaniem zwolnieni dyrektorzy i ich zastępcy raczej nie mają co liczyć na szybki powrót na swoje stanowiska. Podobnie uważa prof. Hubert Izdebski. – Nawet jeśli się okaże, że sądy nakażą ponownie zatrudnić zwolnionych dyrektorów, to zapewne zostaną oni przesunięci do archiwów. Bo w przeszłości z reguły tam kończyli wszyscy niewygodni pracownicy, którzy sympatyzowali z odchodzącą ekipą rządzącą – argumentuje prof. Izdebski.

– Część zwolnionych dyrektorów pójdzie do sądu. Jeśli trybunał orzekłby niekonstytucyjność przepisów, na podstawie których zostali zwolnieni, mogliby domagać się wznowienia postępowania, gdyby te zakończyły się już prawomocnie wydanym wyrokiem. Sądy w takiej sytuacji najprawdopodobniej nakazałyby wypłacać zwolnionym odszkodowania – wskazuje dr Aleksander Proksa, były sekretarz Rady Ministrów. 

Etap legislacyjny

Ustawa czeka na podpis prezydenta