Prekariusz to osoba, która jest ciągle „niepewna”: pracuje w oparciu o umowę cywilnoprawną, w niepełnym wymiarze godzin, brakuje jej zawodowej tożsamości. Często jej kwalifikacje zawodowe są wyższe niż wykonywana praca. Ale prekariusz to także osoba, która nie ma żadnych przywilejów w rodzaju emerytur, płatnych urlopów, chorobowego. W efekcie wszelkie kryzysy jak choroba, rozwód czy śmierć małżonka mogą stać się olbrzymim problemem. 

„Prekariat to pierwsza klasa ludzi pracujących, która zamiast z czasem zyskiwać prawa – traci je. Traci prawa obywatelskie, kulturowe, społeczne i gospodarcze, które inne klasy przed nim wywalczyły. Kulturowe, bo prekariusze nie przynależą do dominującej społeczności. Polityczne, bo nie czują się reprezentowani przez partie. Socjalne, bo nie mają dostępu do gwarantowanych przez państwo przywilejów. I gospodarcze, bo nie mogą wykonywać wyuczonego zawodu” – mówi Standing w wywiadzie dla „Nowej Konfederacji”.

Szacuje się, że w niektórych państwach nawet co czwarty obywatel może należeć do klasy prekariatu. 

Prekariusze z wyższym wykształceniem

Z danych Eurostatu wynika, że w latach 2002 – 2013 liczba Polaków z wyższym wykształceniem wzrosła prawie trzykrotnie – z 14,4 proc. do 40,5 proc. To największy skok w porównaniu do wszystkich krajów UE. Jednocześnie zmniejszyła się liczba osób, która porzuca edukację. Prawie trzykrotnie – z 14,4 proc. w 2002 r. do 40,5 proc. w 2013 r. wzrosła liczba Polaków w wieku 30-34 lata z dyplomem ukończenia studiów.

Jednocześnie osoby z wyższym wykształceniem najwolniej korzystają z poprawy sytuacji gospodarczej i na rynku pracy. W końcu 2014 r. liczba zarejestrowanych bezrobotnych z dyplomem uczelni zmalała tylko o 12,9 proc. - o 33 tys., do 225,4 tys. osób. Dla porównania najbardziej skorzystali ci po podstawówkach - w tej grupie ubyło 16,7 proc. (101,4 tys.) bezrobotnych.

Problem niedopasowania umiejętności pracowników do potrzeb rynku pracy staje się coraz bardziej poważny. Z badań Manpower wynika, że tylko w ubiegłym roku 18 proc. pracodawców miało problem ze znalezieniem odpowiednich pracowników. Co roku polskie uniwersytety opuszczają wykształceni ludzie, którzy nie umieją odnaleźć się na rynku pracy i w efekcie coraz częściej podejmują pracę poniżej kwalifikacji. Z danych OECD wynika, że w 2013 roku 16,4 proc. pracujących Polaków wykonywało tego rodzaju zajęcie. 

Prekariusze tymczasowi

Ostatnie dane opisujące rynek agencji zatrudnienia na świecie dotyczą roku 2013. Na całym świecie funkcjonowało wtedy blisko 260 tys. agencji zatrudnienia, z czego prawie 55 tys. działało na terenie Europy. 

Pod względem liczby agencji pracy tymczasowej Polska znajduje się na trzecim miejscu w Europie. W 2013 roku pracodawcy mieli do wyboru 4 540 agencji, a w 2014 liczba ta wzrosła o 14% do łącznej sumy 5 516 firm. Polska była także w ubiegłym roku jednym z najdynamiczniej rozwijających się rynków pracy tymczasowej w Europie. Wzrost liczby pracowników tymczasowych w 2014 roku wyniósł aż 25%. Agencje zrzeszone w Polskim Forum HR zatrudniały ogółem 254 tys. pracowników tymczasowych. Szacuje się, że ogółem agencje pracy tymczasowej znalazły zatrudnienie dla 707 tys. pracowników. 

Nie zmienia się struktura demograficzna pracowników tymczasowych: osoby młode do 26 roku życia stanowią 40% wszystkich pracowników tymczasowych. Kobiety stanowią 47% wszystkich pracowników, średnia europejska to 43%, a zatem Polska wypada na tym tle dość pozytywnie. Nadal wysoki odsetek (84%) osób znajduje zatrudnienie na stanowiskach produkcyjnych.

Młodzi…

Skala problemu mówi sama za siebie: według najnowszych szacunków Eurostatu, młodzież, która pozostaje bez pracy, nie uczy się ani nie szkoli, stanowiła w 2010 r. 12,8 proc. całej populacji między 15 a 24 rokiem życia w UE27, czyli grupa ta liczyła w przybliżeniu 7,5 miliona młodych osób. W różnych krajach UE skala problemu jest różna. NEET's stanowią od 4,4 proc. w Holandii do 21,8 proc. w Bułgarii. Skala problemu wciąż się pogłębia. Wydatnie przyczynił się do tego kryzys ekonomiczny. Bezrobocie wśród najmłodszych w Hiszpanii czy Grecji wynosi nawet około 40 proc. 

Oszacowano, że nieobecność osoby z grupy NEET na rynku pracy w 21 krajach objętych badaniem kosztuje obywateli tych krajów 2 miliardy euro tygodniowo. Rocznie daje to w przybliżeniu kwotę 100 miliardów euro, która stanowi 1% łącznego PKB tych krajów i którą można podzielić na 94 miliardy euro utraconych zysków oraz 7 miliardów euro dodatkowych wypłat środków. Jeśli chodzi o poszczególne kraje, to największe koszty w skali roku ponoszą Włochy (26 mld EUR) oraz Zjednoczone Królestwo (16 mld EUR). Pod względem odsetka.

… i emeryci

W latach 90. XX wieku duże bezrobocie wśród młodych i ułatwienia w przechodzeniu na wcześniejsze emerytury i renty inwalidzkie spowodowało odpływ dojrzałych pracowników z rynku pracy. Szybko jednak do tego trendu dołączył drugi – spadek dzietności wśród młodego pokolenia. Jak pisze Standig szybko okazało się, że wczesne odchodzenie z rynku pracy w całej Europie okazało się kosztowną pomyłką. Zapłacili za nią sami seniorzy. Spadek liczby osób w wieku produkcyjnym przypadających na osoby w wieku poprodukcyjnym przyniósł konieczność obniżania świadczeń emerytalnych. 

„Przez kilka lat w państwach uprzemysłowionych pozbawione potrąceń z tytułu podatków i składek na ubezpieczenia społeczne, obowiązkowe emerytury stanowiły 70% wartości netto poprzednich dochodów i ponad 80% dla osób mało zarabiających. W Holandii w 2005 roku średnia emerytura netto przekroczyła medianę zarobków, w Hiszpanii wynosiła ponad 80% tejże, we Włoszech, Kanadzie i Francji ponad 60%, w Niemczech i Stanach Zjednoczonych prawie 60%. Spośród krajów OECD jedynie w Wielkiej Brytanii i Japonii pozostała poniżej 50%. Państwowa emerytura w Wielkiej Brytanii spadła do tak niskiego poziomu, że związanie jej z zarobkami zerwane przez rząd Thatcher zostanie przywrócone dopiero od 2012 roku” – pisze Standig.

Podobnie sytuacja wygląda w Polsce. Reforma emerytur z 1999 roku miała dostosować system do zmieniającego się trendu demograficznego. Politycy dostrzegli, że polskie społeczeństwo zaczyna się starzeć w niepokojącym tempie. Jeszcze niedawno na jednego emeryta pracowało pięć osób. Teraz już tylko cztery osoby, a w 2040 roku na jednego emeryta będą pracowały już tylko dwie osoby.

W nowym systemie odsetek emerytur do 900 zł otrzymywanych przez kobiety w 2013 r. wyniósł 36,1 proc., a w starym 5,4 proc.. Z kolei wysokie emerytury z nowego systemu w 2013 r. wypracował tylko 1 proc. kobiet, zaś w starym udało się to ponad 25% kobiet. Najwięcej emerytur kobiet mieściło się w nowym systemie w przedziale 1001–1600 zł (38,4% w 2013 r.), a w starym systemie systematycznie przesuwały się do najwyższych przedziałów by osiągnąć 40,4% w 2013 r.

Niepełny wymiar godzin

W każdej z grup społecznych szczególnie narażane na trudności są kobiety. Nie tylko również pracują w oparciu o niepewne umowy i poniżej kwalifikacji, ale również to one najczęściej narażone są na zatrudnienie w niepełnym wymiarze godzin.

Z danych Eurofund wynika, że w UE wskaźnik zatrudnienia kobiet w niepełnym wymiarze godzin (32%) jest czterokrotnie wyższy od wskaźnika dla mężczyzn (8%). Podczas gdy zatrudnienie mężczyzn w niepełnym wymiarze godzin jest najbardziej powszechne w najmłodszej i najstarszej grupie wiekowej, wskaźnik zatrudnienia kobiet w niepełnym wymiarze godzin zwiększa się z wiekiem, odzwierciedlając nierówności między kobietami i mężczyznami w przekształceniach z pełnego do niepełnego wymiaru godzin. W europejskich przedsiębiorstwach praca w niepełnym wymiarze godzin jest najbardziej powszechna w sektorze edukacji, służby zdrowia i opieki społecznej − wszystkie te sektory są zdominowane przez kobiety. Zasadniczo w wielu przedsiębiorstwach wysoki odsetek zatrudnionych kobiet oznacza także większą liczbę stanowisk w niepełnym wymiarze godzin.