Osoby, które będą zarabiały na pracy twórczej więcej niż 85 tys. zł, stracą 50-proc. koszty uzyskania przychodów od 2013 r. Niestety to niejedyna niekorzystna zmiana zapowiadana dla nich przez przedstawicieli rządu.

– Po zmianie w naliczaniu 50-proc. kosztów przy pracy autorów płatnicy przestaną uwzględniać tę stawkę kosztów przy wypłacie wynagrodzeń. Wszystko dlatego, że płatnik może nie mieć informacji, z ilu źródeł dana osoba osiąga przychody – przekonywał na łamach „DGP” wiceminister finansów Maciej Grabowski, odpowiedzialny w resorcie za podatki.

To oznaczałoby, że podwyższone koszty uzyskania przychodu będą rozliczane niczym ulga podatkowa. Będzie można je uwzględnić dopiero w rozliczeniu rocznym. Dla wszystkich osób utrzymujących się z pracy twórczej oznaczałoby to konieczność płacenia przez cały rok znacznie wyższych niż dziś zaliczek na PIT. Za to po złożeniu zeznania mieliby pewny częściowy zwrot podatku.

– Odliczenie dopiero w zeznaniu rocznym oznaczałoby, że podatnik kredytuje Skarb Państwa, a powstała nadpłata byłaby zwracana w lipcu kolejnego roku, czyli – w skrajnym przypadku – po upływie prawie półtora roku od uzyskania danego przychodu – ocenia Aldona Szady-Ślaska, menedżer w Deloitte.

Istota ustawy o PIT

Zasady ustalania kosztów dla twórców określa dziś art. 22 ust. 9 ustawy o PIT (t.j. Dz.U. z 2010 r. nr 54, poz. 307 z późn. zm.). Wynika z niego, że koszty uzyskania przychodów z tytułu korzystania z praw autorskich lub rozporządzania tymi prawami wynoszą 50 proc. uzyskanego przychodu. Z tym, że koszty te oblicza się od przychodu pomniejszonego o potrącone przez płatnika w danym miesiącu składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe oraz na ubezpieczenie chorobowe. Faktycznie zatem w przypadku tych twórców, którzy składki takie opłacają, są one mniejsze niż 50 proc. przychodu i np. dla osoby, która z tego tytułu zarobiła 85 tys. zł, wynoszą dziś około 36 tys. zł, czyli nieco ponad 42 proc. przychodu (przy założeniu, że osoba ta opłaca składki ZUS).

Z planów rządu wynika jednak, że rozważane jest ograniczenie stosowania 50-proc. kosztów do dochodów rocznych przekraczających 85 528 zł. Ograniczenie polegałoby na tym, że do tej kwoty koszty liczone byłyby tak jak obecnie. Od nadwyżki ponad nią koszty już by nie przysługiwały. Dyskutowana jest także możliwość ich stosowania dopiero w zeznaniu rocznym. Dziś koszty te płatnicy uwzględniają już przy poborze zaliczek na podatek. W twórców, którzy nie są dziś na etatach (np. pracują w urzędzie i piszą artykuł do prasy lub książkę dla jakiegoś wydawnictwa) może też uderzyć zapowiadane przez rząd oskładkowanie wszystkich umów o dzieło. Obecnie wielu autorów od honorariów płaci tylko podatek, bez opłacania składek ZUS. Po oskładkowaniu umów o dzieło obowiązkowe byłyby składki ZUS i zdrowotna.

Koszty raz w roku

Aldona Szady-Ślaska, zwraca uwagę, że podstawowym argumentem za tym, by rozliczenie podwyższonych kosztów odbywało się dopiero w zeznaniu rocznym, jest uwzględnienie sytuacji, gdy podatnik uzyskuje przychody z przeniesienia praw autorskich od różnych podmiotów. Trudno wówczas monitorować łączną kwotę przychodów podatnika. Płatnicy nie byliby zatem w stanie uchwycić momentu, w którym podatnik przekracza limit dochodów, powyżej których kosztów już się nie odlicza.

Zawyżenie kosztów przez płatników miałoby ten skutek, że z jednej strony budżet kredytowałby podatników. Z drugiej zaś oznaczałby dla wielu osób poważne dopłaty na koniec roku. A z tymi, przy konieczności dokonania jednorazowej wpłaty, nie zawsze podatnikom łatwo sobie poradzić.

Mimo to ekspertom trudno zgodzić się z racjonalnością dyskutowanej zmiany.

– Takie stanowisko zmieniałoby diametralnie charakter odliczenia kosztów z praw autorskich – de facto stawałyby się one ulgą podatkową, a nie odliczeniem kosztów. Z samej istoty ustawy o PIT wynika, że koszty uzyskania przychodów podatnicy powinni móc rozliczać na bieżąco, bez czekania na złożenie zeznania rocznego – zauważa Aldona Szady-Ślaska.

Płatnicy będą unikać stosowania 50-proc. kosztów i raczej zastosują ryczałt 20-proc.