statystyki

Kredyty we frankach: Jest szansa dla "uwięzionych" w mieszkaniach. Czy banki się zgodzą?

10.10.2013, 10:52; Aktualizacja: 10.10.2013, 10:57
Ponad 40 proc. kredytów walutowych jest we franku

Ponad 40 proc. kredytów walutowych jest we frankuźródło: ShutterStock

Zamiast nakazu przewalutowania kredytów po kursie z momentu zaciągania, czy podejmowania prób długoletnich procesów w celu udowodnienia bankom spekulacyjnych zamiarów, należałoby wreszcie skłonić banki do pomocy w zmianie nieruchomości kupionej za frankowy kredyt, tak aby klient nie ponosił przy tym gigantycznych strat.

reklama


reklama


Frank szwajcarski uwięził w mieszkaniach kilkaset tysięcy osób. Tylko w latach 2007-2008, w najmniej odpowiednim momencie, bo w okresie najsilniejszego umocnienia złotego wobec głównych walut, zaciągnięto 260 tys. kredytów frankowych – podaje komisja Nadzoru Finansowego. Z analiz KNF wynika, że na koniec 2012 r. Polacy spłacali około 580 tys. kredytów CHF, z czego właśnie 263,8 tys. (ponad 45 proc. ogólnej liczby kredytów CHF) o łącznej wartości 89,3 mld zł (61,7 proc.) przypadało na kredyty udzielone w latach 2007-2008. Wzrost notowań fra nka nie przełożył się jednak na skok rat, bo silnemu osłabieniu PLN względem CHF (obserwowanemu od października 2008 r.) towarzyszył spadek stawki LIBOR CHF do 0,0-0,2 proc., co w znacznym stopniu (lub w całości) skompensowało kredytobiorcom CHF wpływ osłabienia złotego na wysokość ich rat spłaty – zwraca uwagę KNF.

Zupełnie inaczej ma się jednak sprawa, gdy pojawia się konieczność sprzedaży nieruchomości sfinansowanej kredytem w szwajcarskiej walucie.

Kredyt wzrósł niemal o połowę

Aby dziś sprzedać mieszkanie kupione w całości za 300 tys. zł kredytu we frankach, zaciągniętego w połowie 2008 r., trzeba by dołożyć do operacji ponad 140 tys. zł. W momencie podpisywania umowy, na koniec czerwca 2008 r., notowania franka (w jednym z aktywnie oferujących takie kredyty banków) wynosiły 2,0435 zł, dziś jest to 3,5238 zł. Różnica kursów przekracza 70 proc. i niesie kosztowne konsekwencje. Przed ponad pięciu laty klient na 300 tys. zł kredytu pożyczył blisko 147 tys. CHF. Dziś do spłaty pozostało mu ponad 125 tys. CHF. Saldo kredytu we frankach stopniało całkiem pokaźnie, bo o prawie 15 proc. sęk jednak w tym, że rzadko kto ma na koncie ponad 100 tys. franków szwajcarskich, kredyt musi więc spłacić w złotych po przeliczeniu według aktualnego kursu. Jeśli kwotę ponad 125 tys. CHF przemnożymy przez obecną cenę franka przekraczającą 3,5 zł, to bank wyciągnie rękę po ponad 440 tys. zł, czyli o prawie połowę więcej niż wypłacił pięć lat wcześniej. A jeśli dodatkowo spadła w tym czasie cena mieszkania, to konieczna do dołożenia kwota może być jeszcze wyższa. Efekt? Z mieszkania kupionego za franki szwajcarskie nie sposób wyprowadzić się bez ogromnych strat. Dlatego też wiele osób obsługujących zadłużenie we franku chciałoby zmienić mieszkanie, ale tak, aby po drodze uniknąć spłaty kredytu po aktualnym kursie. Dzięki temu mogliby się uwolnić z niepasujących im już na obecnym etapie życiowym nieruchomości, a jednocześnie dalej spłacać kredyt z całkiem niezłą marżą oraz niewysoką ratą. I cierpliwie czekać, aż kurs franka zbliży się do poziomu z momentu podpisywania umowy kredytowej, kiedy będzie można go bez większych strat przewalutować na złotowy lub zwrócić w całości ze zgromadzonych oszczędności.

Sposoby na przeprowadzkę do nowego mieszkania z kredytem we franku:

- dla bogatych zakup nowego M za gotówkę

Jednym z prostszych sposobów, szczególnie dla zamożnych, jest zakup nowego atrakcyjniejszego lokum za oszczędności czy pieniądze pożyczone od rodziny i przeniesienie frankowego kredytu na większą, droższą nieruchomość. Wydawałoby się, że rozwiązanie jest idealne, klient dalej spłacałby stary kredyt we franku, a bank byłby zabezpieczony na droższej nieruchomości. W kolejnym kroku, wolne od hipoteki mniejsze lokum można byłoby sprzedać i odzyskać pieniądze. Część banków w ogóle nie chce o takiej opcji słyszeć, a pozostałe oczekują, że nieruchomość, na którą ma być przeniesiony kredyt, będzie warta więcej niż kredyt po przeliczeniu po aktualnym kursie franka. W opisywanym przypadku mowa jest o kwocie minimum 440 tys. zł, choć dla przypomnienia, pożyczana suma wynosiła 300 tys. zł. W sytuacji, gdy banki dają sobie radę z faktem, że obecna nieruchomość nie stanowi pełnego zabezpieczenia zadłużenia, które wzrosło w efekcie skoku k ursu franka, zupełnie nie są gotowe na taki gest po przeniesieniu kredytu na nową nieruchomość i to mimo możliwości ubezpieczenia brakującego wkładu.

- zaparkowanie kredytu na innej nieruchomości

Niełatwo jednak wyjąć z kieszeni kilkaset tysięcy złotych na nowe mieszkanie, dlatego, jeśli na koncie jest niewiele, można spróbować przenieść na jakiś czas kredyt np. na nieruchomość kogoś z rodziny. Następnie sprzedać dotychczasowe mieszkanie, dołożyć nieco pieniędzy i kupić kolejne. Finałem operacji byłoby ponowne przeniesienie wpisu banku na księgę wieczystą nowo zakupionej nieruchomości. Wydawałoby się, że poza męczącymi formalnościami i związanymi z tym wydatkami, nie powinno to przysparzać większych problemów, ale niestety jest inaczej.

- sprzedaż mieszkania razem z kredytem we franku

Sprzedaż mieszkania wraz z kredytem i dokonanie cesji kredytu na nabywcę, oczywiście, jeśli ten zgodziłby się na taki scenariusz. Banki się nie godzą.

Kilkaset tysięcy osób czeka na zmiany

Choć wraz z „wyrastaniem” frankowych klientów ze swoich nieruchomości i utrzymywaniem się wysokich notowań szwajcarskiej waluty, napięcie społeczne rośnie, nie widać chęci i pomysłów na załagodzenie sytuacji. Banki, które jeszcze niedawno sprzedawały w tysiącach kredyty frankowe, dziś przeważnie nie chcą o nich słyszeć.

Ponad 40 proc. kredytów walutowych jest we franku

Jak podaje NBP, na koniec czerwca 2013 r. łączna wartość bilansowa brutto portfela kredytów mieszkaniowych dla gospodarstw domowych wynosiła 334,2 mld zł, z czego 180,4 mld zł (54 proc.) przypadało na kredyty walutowe, a 153,7 mld zł (46 proc.) na kredyty złotowe. Wśród kredytów walutowych 145,2 mld zł (43,4 proc.) stanowiły kredyty CHF. Jednocześnie w ośmiu bankach wartość portfela kredytów CHF wahała się od 10 mld zł do 20 mld zł, a liczba udzielonych przez te banki kredytów od 30 tys. do ponad 100 tys.

Oczekują, że zdesperowany klient wyjdzie z zadłużenia ze stratą, a w ich portfelach ubędzie tak bardzo niechcianych dziś kredytów. Tymczasem przydałoby się wypracowanie bezpiecznych i znajdujących akceptację Komisji Nadzoru Finansowego standardów przeprowadzki z kredytem w CHF. Przenoszenie się z kredytem do nowej nieruchomości nie przysparzałoby strat żadnej ze stron, w przeciwieństwie do pomysłu polityków przewalutowania kredytów frankowych po kursie z dnia zaciągania. Jak wyliczyła KNF, kosztowałoby to banki między 40 a 50 mld zł i trzy z nich doprowadziłby do bankructwa, a wiele innych wpędziłby w tarapaty. Teraz jednak cały ciężar ewentualnych kosztów spoczywa na klientach.

Elastyczne podejście banków miałoby ogromne znaczenie nie tylko dla spłacających kredyty frankowe, ale również dla rynku nieruchomości, na którym ostatnimi laty drastycznie spadł popyt na większe mieszkania. Swój udział mają w tym m.in. ofiary franka, które nie mogą bez strat wyprowadzić się na większy metraż. 

Halina Kochalska

reklama


Źródło:Open Finance

Polecane

reklama

  • Robert(2015-01-19 14:04) Odpowiedz 10

    W 2008 roku gdy brałem kredyt, zdolność jaką musiałem mieć była niższa na kredyt w walucie z uwagi na oprocentowanie. Tak więc we frankach mogłem uzyskać 100 % ceny kupowanej nieruchomości, natomiast w PLN zaledwie 45 %. Decyzja zatem była oczywista (przy moich zarobkach na poziomie niewiele wyższym niż najniższa krajowa). Myślę zatem że śmiało można stwierdzić że bank sterując oprocentowaniem zrobił wszystko abym właśnie taki kredyt zaciągnął. Uważam za mocno niesprawiedliwe komentarze typu "widziały gały co brały" ponieważ bank wylicza moją zdolność zakładając fluktuacje kursu na poziomie +/- 30%, podczas gdy na dzień dzisiejszy w mim przypadku (kredyt zaciągnięty w wrześniu 2008.) kurs wzrósł o 100%. Tak wysoki kurs jest wynikiem działać politycznych w Europie dlatego uważam że pomoc "frankowiczom" należy się. chociażby z uwagi na fakt że kredytobiorcy złotówkowi mogli liczyć na programy, Rodzina na swoim, czy teraz mieszkanie dla młodych, które to są finansowane również z moich podatków !!!

  • NIK(2013-10-16 17:24) Odpowiedz 00

    Aż dziw bierze, że ktoś kto ma mieszkanie na kredyt we frankach podziela opinie i pomysły opisane w tym artykule!!! Ludzie, przecież to kompletne brednie!!! Ale komu się to podoba, to niech w to idzie. Ja przystępuję do stowarzyszenia "frankowców" i nie dam się drugi raz oszukać!!!

  • Maciek(2015-10-08 17:32) Odpowiedz 00

    trzeba liczyć tylko na siebie i swój własny pomysł jak to sobie ułatwić. walutę wymieniam w cashbroker.com szybko, tanio, korzystnie

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • Alka(2014-02-24 14:46) Odpowiedz 00

    Ja mam kredyt we frankach i mam dwa wnioski:
    - spłata rat jest na tym samym poziomie a nawet mniejsza niż gdybym zaciagnela kredyt w złotówkach. KNF ma racje LIPOR jest tak niski, że oprocentowanie wraz z marżą jest bardzo niskie co rekompensuje wysoka stawke CHF. Jeżeli chodzi o Bre Bank i inne, mysle , ze to kwestia umowy kredytowej. W swojej mialam zapis, ze oprocentowanie bedzie ZMIENNE, CO 3 MIESIACE W ZALEŻNOŚCI OD STAWKI LIBOR. Umowe konsultowałam z dwoma niezaleznymi finanasistami w tym jednym z BRE choc kredyt byl zaciagany w innym banku.
    - drugie spostrzezenie: problemem gigantycznym zas jest wczesniejsza spłata kredytu, ktora jest totalnie nieopłacala. Wiaze sie to z uwiezieniem w obecnym mieszkaniu i braku mozliwosci zamiany na inne, nawet o tym samym metrazu ale np. w innym miejscu. To jest przykre, bo sprzedajac obecne tylko sie traci:-(

  • A15(2014-01-28 22:39) Odpowiedz 00

    Jak KNF może twierdzić, że silnemu osłabieniu PLN względem CHF (obserwowanemu od października 2008 r.) towarzyszył spadek stawki LIBOR CHF do 0,0-0,2 proc., co w znacznym stopniu (lub w całości) skompensowało kredytobiorcom CHF wpływ osłabienia złotego na wysokość ich rat spłaty ??!!
    Skoro w przypadku np. Bre Banku (mbank i multibank) taka kompensacja nie nastąpiła. Sprawa w sądzie. A KNF zamiast zadziałać trzyma sztamę z najsilniejszymi. Gdzie było KNF skoro sprawę trzeba roztrzygać w sądzie?

  • xxxx(2014-01-13 11:34) Odpowiedz 00

    P. Michale, P. jest chyba jednym z cwaniaczków takich jak głowa Amber Gold i OFE.Umyli ręce, pozamiatali pod dywan i sprawa rozwiązana, ludzie winni, ludzie naiwni dlatego ponoszą straty. Prawda jest taka, że w naszym kraju od cwaniaków się roi. Dużo zarobić i nic się nie narobić. Nie można Polakowi zaufać, bo Cię zniszczy w podstępny sposób.Na zachodzie Polak cieszy się złą opinią dzięki takim szubrawcom.

  • Tomasz Sadlik(2014-01-02 22:03) Odpowiedz 00

    Stowarzyszenie Obrony Poszkodowanych przez Banki
    Pro Futuris w organizacji
    Kraków, dnia 30.12.2013 r.


    1. Ministerstwo Sprawiedliwości
    Al. Ujazdowskie 11
    00-950 Warszawa

    2. Ministerstwo Finansów
    ul. Świętokrzyska 12
    00-916 Warszawa

    3. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej
    Komisja Ustawodawcza
    Kancelaria Sejmu
    ul. Wiejska 4/6/8
    00-902 Warszawa

    Dotyczy: projektu zmiany ustawy Prawo upadłościowe i naprawcze w sprawie
    upadłości konsumenckiej - w ramach konsultacji społecznych

    Szanowni Państwo
    Jako przedstawiciel tysięcy osób z całej Polski, poszkodowanych przez banki prowadzące działalność gospodarczą w Polsce, które w latach 2004-2011 udzieliły nam kredytów złotówkowych, lecz do spłacania denominowanych na franki szwajcarskie (CHF) stwierdzamy, iż były to produkty wadliwe gdyż w rzeczywistości nie dochodziło pomiędzy nami a bankami do żadnych transakcji walutowych, ponieważ banki w ogóle nie pożyczały nam waluty szwajcarskiej lecz PLN.
    Zaciągnięte kredyty przeliczane na CHF dotyczą aż około 700.000 klientów w naszym kraju, z których około 250.000 jest bliskich bankructwa, ponieważ od dawna borykają się z dużymi kłopotami przy spłacaniu rat kredytowych, a w związku z tym potencjalnie mogą być zmuszonymi do ogłoszenia upadłości konsumenckiej.
    Faktem jest bezspornym, że raty kredytowe społeczności, którą reprezentuję co najmniej podwoiły się od czasu powstania zobowiązań kredytowych, a rynkowa wartość nieruchomości, na których ustanowiono hipoteki zabezpieczające spłatę kredytów, radykalnie zmniejszyła się w związku z ogólną sytuacją na rynku nieruchomości i najczęściej już nie wystarcza na spłatę zobowiązań kredytowych.
    Tworząc projekt zmian w ustawie z dnia 28.02.2003 r. – Prawo upadłościowe i naprawcze (Dz. U. Nr 60 poz. 535 z późn zm.), w części dotyczącej upadłości konsumenckiej, która została wprowadzona ustawą z dnia 5.12.2008 r., pragniemy zwrócić uwagę, że proponowane rozwiązania są z naszego punktu widzenia wadliwe, niewystarczające i krzywdzące reprezentowaną przeze mnie grupę społeczną.
    Proponowane nowe kryteria upadłości konsumenckiej mają pozwolić sądom odmawiać prawa do upadłości tylko w przypadku, gdy dług powstał na skutek rażącego niedbalstwa lub dłużnik celowo stał się niewypłacalny, a Skarb Państwa miałby (wskutek planowanej noweli) zapłacić zaliczkę na koszty syndyka dla sfinansowania procesu upadłościowego za osoby niedysponujące takimi środkami.
    Nadmieniam, iż sytuacja klientów, których kredyty są przeliczane wg wysokiego kursu CHF, nie została przez nas w żaden sposób zawiniona, a banki i doradcy finansowi sprzedali nam po prostu wadliwy oraz o najwyższym stopniu ryzyka produkt finansowy, porównywalny raczej do „gry w kasynie”, a nie do optymalnego i bezpiecznego produktu bankowego.
    Niektóre z reprezentowanych przeze mnie osób, były już zmuszone przez banki do sprzedania swoich nieruchomości za zaniżoną cenę, w stosunku do rynkowej ich wartości, a niektórzy klienci-kredytobiorcy są już w trakcie bankowej egzekucji.
    Natomiast zdecydowana większość spośród nas, członków i sympatyków Stowarzyszenia Pro Futuris, jest aktualnie na etapie sporządzania pozwów przeciwko różnym bankom kredytującym, o naprawienie wyrządzonej nam szkody, w tym pozwów zbiorowych, a przesłanki obiektywnego i racjonalnego uzasadnienia naszych roszczeń są następujące:
    1. Banki nie pożyczały nam na cele mieszkaniowe waluty CHF, lecz wyłącznie PLN, a przeliczanie przez banki rat kredytu na CHF miało charakter czysto spekulacyjny – w celu osiągnięcia większych korzyści finansowych.
    2. Przecież Banki to „instytucje zaufania publicznego”, znajdujące się pod nadzorem Komisji Nadzoru Finansowego, a w dodatku „gwarantujące stabilność i bezpieczeństwo ekonomiczne naszej gospodarki”. To one zapewniały nas przecież, że kredyty denominowane w CHF są „bardzo bezpiecznym instrumentem”, który w praktyce przyniósł największe zyski właśnie i jedynie bankom, będąc najbardziej dochodowym elementem ich działalności. Kredyty te wyniszczają powstającą w naszym kraju klasę średnią młodego i starszego pokolenia, które chciało w Polsce, a nie za granicą ułożyć swoje życie i swoich rodzin.
    3. Z przepisów prawa polskiego wyłania się cała gama możliwości zakwestionowania zawartych z nami umów kredytów hipotecznych, m.in. poprzez wykazanie działania kredytobiorców pod wpływem błędu co do treści czynności prawnej, stwierdzenie wystąpienia nadzwyczajnej zmiany stosunków (rebus sic stantibus), a także kontrolę poszczególnych postanowień umowy kredytu pod kątem klauzul niedozwolonych. Sądy dokonując oceny postanowień umów kredytowych będą zapewne kierować się – oprócz zapisów umownych – również zamiarem stron i celem zawartych umów. Zgodnie z przepisami art. 3581 § 3 Kodeksu cywilnego: „W razie istotnej zmiany siły nabywczej pieniądza po powstaniu zobowiązania, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, zmienić wysokość lub sposób spełnienia świadczenia pieniężnego, chociażby były ustalone w orzeczeniu lub w umowie.”
    4. W Chorwacji, Hiszpanii, Austrii, Francji, Belgii, Wielkiej Brytanii, na Węgrzech oraz w Czarnogórze, niektóre sądy już zadecydowały, że kredyty w obcych walutach udzielano z naruszeniem obowiązującego prawa. Teraz zostaną one przewalutowane na lokalny pieniądz, a użyty do tego celu kurs ma pochodzić z dnia zaciągnięcia takich pożyczek. Na Węgrzech premier Viktor Orbán nie ustaje w swojej „krucjacie” i obiecuje, że w ciągu kilku lat kredyty walutowe w ogóle znikną z ich rynku.
    5. Również Sąd Okręgowy w Łodzi uznał w br., że BRE Bank ma zapłacić grupie 1247 klientów odszkodowanie za zawyżone raty kredytu hipotecznego. Z wyrokiem sądu nie zgadzają się władze banku, które zapowiedziały apelację. Pozew zbiorowy przeciw BRE Bankowi o ustalenie jego odpowiedzialności odszkodowawczej wobec członków grupy wniósł do łódzkiego sądu Miejski Rzecznik Konsumentów w Warszawie. Zarzucił on bankowi nienależyte wykonywanie umów o kredyt hipoteczny waloryzowany kursem franka szwajcarskiego, zawartych w latach 2005-2006. Klienci banku uważali, że w umowach tzw. starego portfela znajduje się budzący zastrzeżenia zapis regulujący zmiany oprocentowania. Wskazywali, że przy niekorzystnej dla nich zmianie pewnych parametrów ekonomicznych bank podnosił oprocentowanie kredytu, a przy zmianie korzystnej – nie obniżał go lub obniżał w niewystarczającym zakresie. Ich zdaniem, od stycznia 2009 roku do końca lutego 2010 r. stracili w sumie ok. 5 mln zł. Pełnomocnik członków grupy zwrócił uwagę, że zapis dotyczący zmian oprocentowania kredytu jest niezgodny z dobrymi obyczajami i rażąco godzi w interes konsumentów. Jego zdaniem ta klauzula jest niejasna i pozwala bankowi nadużywać swojej pozycji.
    6. Informacja przekazana klientom przez banki w związku z ich angażowaniem w stosunek prawny o długoterminowych konsekwencjach finansowych (niejednokrotnie życiowych) powinna umożliwiać klientowi realną ocenę najistotniejszych cech produktu finansowego, który nabywa. Do takiego realnego informowania konsumenta obligował banki art. 355 § 2 Kodeksu cywilnego oraz dwie ważne instytucje prawa finansowego: Regulacja S (niewiążąca rekomendacja KNF) i MIFID (Dyrektywa UE wprost obowiązująca w Polsce).
    7. Umowa kredytu bankowego ma charakter wzajemny, więc stosuje się do niej postanowienia art. 355 § 1 Kc., który wymaga od stron umowy należytej staranności. Przy czym inna jest miara poziomu należytej staranności po stronie banku, a inna dla kredytobiorcy. Zgodnie z art. 355 § 2 Kc.: „Należytą staranność dłużnika w zakresie prowadzonej przez niego działalności gospodarczej określa się przy uwzględnieniu zawodowego charakteru tej działalności”. Z art. 355 § 2 Kc. można wywieść wniosek, że ze względu na systemowe uprzywilejowanie banków (prawo do emisji pieniądza) oraz fakt, że prowadzą one działalność ściśle koncesjonowaną przez państwo i w najwyższym stopniu regulowaną, należy od banków oczekiwać najwyższych standardów staranności zawodowej.
    8. Najwyższy poziom staranności zawodowej zobowiązywał banki do rzetelnego i skutecznego informowania klientów o ryzyku walutowym. Brak skutecznego i wyraźnego przekazania kredytobiorcy informacji o tym ryzyku należy w świetle art. 355 § 2 Kc. uznać za niedołożenie należytej staranności zawodowej przy zawieraniu umowy kredytu „frankowego”.
    9. Punkt 5.1.7 Rekomendacji S (strona 27) wydanej przez Komisję Nadzoru Finansowego w roku 2006 wskazywał bankom: „Rekomenduje się, aby bank przedstawiając klientowi ofertę kredytu, pożyczki lub innego produktu, w walucie obcej lub indeksowanego do waluty obcej informował klienta o kosztach obsługi ekspozycji kredytowej w wypadku niekorzystnej dla klienta zmiany kursu walutowego. Informacje takie mogą być przekazane na przykład w postaci symulacji wysokości rat kredytu”.
    10. Kredyt w CHF nie jest wymieniony wprost na liście produktów inwestycyjnych objętych Dyrektywą UE obowiązującą w Polsce zwaną MIFID (Sekcja C Załącznik I). Należy jednak podkreślić, że Dyrektywa MIFID wskazywała bankom modelową metodę formowania stosunku prawnego z nieprofesjonalnym klientem w przypadku oferowania mu ryzykownego produktu inwestycyjnego. Jeśli ktokolwiek ma wątpliwości, czym powinny być obowiązki informacyjne przy oferowaniu produktów inwestycyjnych mogących narazić ich nieprofesjonalnego adresata na straty, powinien nawet pobieżnie spojrzeć na rozwiązania stosowane na publicznym rynku kapitałowym akcji. Emitent instrumentów finansowych obarczonych ryzykiem, kierowanych publicznie do nieprofesjonalnego adresata, jest zobowiązany do przygotowania i udostępnienia zainteresowanym osobom przed podjęciem przez nie decyzji wyczerpującego dokumentu (prospekt emisyjny) opisującego wszystkie cechy oferowanego produktu i szczegółową listę ryzyk, jakie się z nim wiążą. Przemilczenie informacji istotnych dla podjęcia decyzji może oznaczać dla osób odpowiedzialnych za sporządzenie prospektu nie tylko karę finansową, ale nawet karę pozbawienia

  • Marek(2014-01-06 14:05) Odpowiedz 00

    Banki okradły miliony uczciwym ludziom i "cisza jak po śmierci organisty". Gdzie są te pieniądze? W kieszeni bezkarnych złodziei.

  • Michał(2013-10-11 08:15) Odpowiedz 00

    Nie oszukujmy się. Ludzie się rzucili na kredyty we frankach mimo negatywnych ocen tychże dokonywanych przez Związek Banków Polskich. Jak ktoś myślał, ze złapał Pana Boga za nogi to niech sobie teraz pluje w brodę za swoją chciwość i głupotę. W okresach boomu kredytowego wszyscy ostrzegali, że to ryzykowne. Ale po co słuchać, prawda? Przecież Polak wie najlepiej sam. A teraz płacze, że go oszukali.
    Dla mnie sytuacja ludzi z kredytem we frankach niczym się nie różni od sytuacji ludzi, którzy się oszukali sami w Amber Gold.

  • Adam(2013-10-11 10:58) Odpowiedz 00

    O ile kwestia "przenoszenia" kredytów na inną nieruchomość jest dość ciekawym i w miarę prostym w realizacji pomysłem, to np. przymusowe przewalutowanie kredytów jest w mojej opinii pomysłem groźnym i chybionym.
    Jako "posiadacz" kredytu denominowanego w CHF, i to kredytu bardzo dużego jak na polskie warunki, mówię - wara! Osobiście cenię sobie możliwość znacznie szybszej spłaty kapitału, niż w przypadku kredytów złotówkowych, a z możliwością znacznej zmiany kursu waluty się liczyłem, kupując zresztą mieszkanie "na dłużej". I nie życzę sobie, żeby ktoś mi kiedykolwiek próbował wciskać niejako na siłę "korzystne" dla mnie rozwiązania. A wiem, choćby z lektury blogów, że takich osób jak ja jest bardzo duża grupa. Jesteśmy po prostu ze swojej decyzji zadowoleni.

  • Smerfik(2013-10-13 22:50) Odpowiedz 00

    Open Finance swego czasu, w przededniu kryzysu doradzał ludziom, którzy chcieli wziąć kredyt i mieli na solidny wkład własny, by:
    - wzięli kredyt we frankach na maksymalną kwotę;
    - zaoszczędzone pieniądze władowali w fundusz.

    Ujmę tak - już każdy z tych pomysłów z osobna okazał się umiarkowanie udany. (sam kredyt we frankach był ciekawym pomysłem, o ile ktoś rozumie towarzyszące mu ryzyko i ma margines bezpieczeństwa)

    @1
    Pozdrawiam pracowników działu marketingu OF i życzę im pogodnej nocy.

  • finansjera dziekuje takze polskim politykom(2013-10-10 22:18) Odpowiedz 00

    Jeszcze warto sprawdzic kto byl wlascicielem bankow sprzedajacych kredyty we frankach... Paru politykow darlo ryja zeby ostrzec spoleczenstwo przed tym bledem - sprzedaza bankow w obce rece, jeden z tych politykow podobno popelnil samobojstwo, reszta stracila stanowiska i wladze... Za to ci, ktorzy wspierali zachodnich finansistow raczej nie maja dzis problemu z plynnoscia finansowa, a taka tuskowna posiada kilka apartamentow, w tym za 2 miliony na saskiej kepie...

  • finansjera swiatowa dziekuje bankom w polsce(2013-10-10 22:14) Odpowiedz 00

    to takie proste. Miedzynarodowa finansjera, korzystajaca z doradctwa polskich finansistow Balcerowicza i innych ustalila pod koniec lat 90tych, ze w Polsce jest ogromny deficyt podstawowego dobra - mieszkan. Ludzie cisna sie w klitkach, mieszkaja w pokojach z wspolnymi lazienkami na polpietrze starej kamienicy, zyja w komunistycznych blokowiskach albo starych wiejskich ruderach. I ze jedna z najbardziej perspektywicznych branzy bedzie wlasnie budownictwo mieszkaniowe. Ale te polskie biedaki na dorobku, z pensja 100 - 400 USD beda musialy wziac kredyt zeby kupic mieszkanie. Wiec jaki produkt finansowy im wcisnac zeby zrobic z nich niewolnikow i zarobic kupe kasy? No to finansjera miedzynarodowa za rada polskich finansistow ustalila chytry plan - obnizyc cene franka, wcisnac w bankach kredyty we franku, potem uwolnic kurs franka - i pare milionow przyglupow bez wiedzy ekonomiczno-finansowej bedzie zyc jak chlop panszczyzniany w XVII wieku - przywiazany do ziemi , do swojego pana, oddajacy niemal cala pensje w podatkach... I slowo cialem sie stalo :)

  • Michał(2013-10-10 20:46) Odpowiedz 00

    Jestem inwestorem na giełdzie i też tak chcę - jak akcje wzrosną to mam zysk. Jak spadną to niech ktoś (Państwo??? Bank??? Biuro maklerskie???) odda mi stratę. Ja też chcę!!!

    A na poważnie - trzeba być debilem, aby liczyć, że bank coś odda. Bank nie ma tych pieniędzy, bo też wziął z zagranicy kredyt we franku i on nie ma tych pieniędzy. Na tym wzbogacili się spekulanci walutą z zagranicy, bank jest tutaj tylko pośrednikiem w pożyczaniu tych pieniędzy.

    Chciało się wystawiać na ryzyko walutowe, aby zarobić i płacić niższe raty to teraz trzeba płakać i płacić.

    Ja jestem ekonomistę, wiedziałem co to ryzyko walutowe i wziąłem kredyt w PLN. Płaciłem za to dodatkowe odsetki i przynajmniej wiem, za co płaciłem.

  • CHF(2013-10-11 14:02) Odpowiedz 00

    A ja mam kredyt we frankach i nie żałuje, płaciłem mniejsze raty przez kilka lat. Teraz i tak płacę mniej niż płaciłbym w złotówkach. Do końca roku spłacę cały kredyt po kursie jaki będzie i mam z głowy.
    Każdy wiedział że jest ryzyko, więc po co teraz szukać winnego?
    Trzeba zawijać mankiety i do roboty...

    pzdr. dla franków.

  • wkr(2013-10-10 18:47) Odpowiedz 00

    A mnie doradzono w Open Finance wziąć kredyt w Getin banku we frankach
    Bo podobno najlepiej się opłacało - ale przemilczał komu to się opłacało.

  • sowa(2013-10-10 17:41) Odpowiedz 00

    Biorąc kredyt też zastanawialiśmy się nad frankiem, ale doradca odradzał, wtedy posłuchaliśmy, skorzystanie z pomocy Open Finance przy wyborze kredytu do dziś uważam za dobrą decyzję

  • t(2013-11-11 21:21) Odpowiedz 00

    do Michała. Mówisz, że jesteś finansistą ale mówisz jak nastolatek. Ja wziąłem kredyt we franku bo nie miałem zdolności kredytowej w złotych a z dwójką dzieci w kawalerce było mi za ciasno. A z wysokiego kursu franka się cieszę bo od roku zarabiam we frankach. Pomyśl zanim się wypowiesz.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Rankingi i raporty

Prawo na co dzień

Galerie

reklama