statystyki

Na drogim franku zarobią prawnicy

autor: Marek Chądzyński, Grzegorz Osiecki, Barłomiej Mayer19.01.2015, 07:32; Aktualizacja: 19.01.2015, 09:09
waluty-frank szwajcarski

Adwokaci mają kilka pomysłów na zmianę umowy kredytowejźródło: ShutterStock

Prawie 16,5 tysiąca rodzin już ma problemy ze spłatą zobowiązań we frankach. Teraz to potencjalni bankruci. Ale z każdej sytuacji jest wyjście.

Reklama


Reklama


Według danych Biura Informacji Kredytowej około 10 tys. frankowych kredytów można już uznać za stracone. To takie, w których opóźnienie w spłacie jest dłuższe niż 90 dni, kredyty są windykowane albo już częściowo umorzone. Kolejne 6,5 tys. to rachunki opóźnione powyżej 30 dni, czyli takie, których nie należy do końca skreślać.

A raczej nie należało, bo analitycy nie mają złudzeń, że ostatnie umocnienie franka spowoduje spustoszenie w tej grupie kredytobiorców. – Na pewno duża część będzie miała problem ze spłatą, skoro już spóźniała się o ponad miesiąc. Czyli zalegała z minimum jedną ratą – ocenia Michał Krajkowski, analityk DK Notus.

Eksperci zwracają uwagę na to, że umocnienie franka przypadkowo zbiegło się w czasie z liberalizacją przepisów o upadłości konsumenckiej. Według zasad obowiązujących od tego roku sąd będzie musiał przyjąć każdy wniosek o ogłoszenie bankructwa, o ile zadłużenie nie jest efektem niedbalstwa dłużnika.

Krótka historia psucia się kredytów we franku

Krótka historia psucia się kredytów we franku

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Na 99 proc. praktyka będzie taka, że ryzyko zmiany kursu będzie uznawane za mieszczące się w przesłankach do ogłoszenia upadłości. To tym bardziej prawdopodobne, że w jednym z warszawskich sądów jeszcze na starych zasadach ogłoszono bankructwo konsumenta-dłużnika z kredytem we frankach – uważa Bartosz Groele, wiceprezes Instytutu Allerhanda.

Taki wyrok to dla banku sytuacja gorsza niż zwykła windykacja. Umocnienie kursu franka oznacza wzrost zadłużenia przeliczonego na złote – i to spłaty tej kwoty domaga się bank. Przejęcie nieruchomości i jej sprzedaż – w ramach procedury windykacyjnej nie załatwi sprawy, bo często wartość domu lub mieszkania jest niższa niż wielkość długu. Dlatego bank może dochodzić spłaty reszty jeszcze przez wiele lat.

Inaczej jest w przypadku upadłości konsumenckiej. – Mieszkanie jest sprzedawane przez syndyka, pieniądze trafiają do banku, a spłata reszty kredytu zależy od tego, czy dłużnik ma jakiś potencjał dochodowy. Jeśli przy uwzględnieniu miesięcznych wydatków potrzebnych do egzystencji okaże się, że nie ma żadnej nadwyżki, to pozostałe zobowiązania są umarzane – wyjaśnia mecenas Groele.

Bankowcy liczą na to, że klienci będą chcieli się z nimi dogadać. Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich, ma nadzieję, że przepisy o upadłości konsumenckiej nie będą nadużywane. – Niezmiernie ważne będzie też to, żeby powstała dobra praktyka orzekania w takich sprawach. Żeby to były przypadki, które rzeczywiście kwalifikują do takiego postępowania, sytuacje nadzwyczajne – zaklina prezes.

Prawnicy, z którymi rozmawialiśmy, podkreślają, że upadłość konsumencka to tylko jedno z kilku rozwiązań. – W naszej ocenie w zaistniałej sytuacji należy rozważyć możliwość zastosowania klauzuli, na podstawie której dochodzi do nadzwyczajnej zmiany stosunków w trakcie wykonywania zobowiązania – uważa Emil Zalewski z działu procesowego Kancelarii Galt. – Można wtedy na drodze sądowej dochodzić dostosowania zobowiązania do zmienionych warunków i domagać się oznaczenia innego sposobu wykonania zobowiązania – dodaje prawnik. Według niego zastosowanie tego przepisu byłoby zasadne, jeśli „nadzwyczajna zmiana” polegająca na radykalnym wzroście kursu franka wobec złotego utrzymywałaby się dłużej. – Gdyby nie było to możliwe, można domagać się rozwiązania umowy – dodaje.

Innego zdania jest jednak Daniel Pawluczuk z Kancelarii PZ Capital. Według niego taka klauzula nie może mieć zastosowania, ponieważ zakłada ona, że rozwiązanie umowy jest w interesie obu jej stron. – Tymczasem rozwiązanie umowy kredytowej z pewnością nie jest w interesie banku – argumentuje adwokat. W jego opinii podstawą prawną może być natomiast podważenie zasad współżycia społecznego, dobrych obyczajów i uczciwości. Jego kancelaria prowadzi już od 2013 r. wiele takich spraw.

Rząd chce dać sobie kilka dni na ocenę tego, co się stało i w którym kierunku będzie zmierzał frank. – Nie wykluczamy działań, ale najpierw musimy zobaczyć, co się będzie działo, przecież za chwilę Szwajcarzy mogą chcieć osłabienia franka – zdradza jeden z członków rządu. We wtorek ma się zebrać Komitet Stabilności Finansowej. I ocena wydana przez komitet może być kluczowa dla tego, czy jakieś działania będą podjęte.

Ale jeśli kurs franka się nie zmieni (w piątek wynosił 4,33 zł), rząd znajdzie się pod dużą presją w tej sprawie. PiS już zapowiedział, że jeśli gabinet Ewy Kopacz nie podejmie kroków, to partia Jarosława Kaczyńskiego zgłosi projekt ustawy. Według niej osoby mające kredyt w szwajcarskiej walucie w ciągu miesiąca od wejścia w życie ustawy będą mogły zadeklarować, że chcą spłacać kredyt po kursie z 14.01, czyli dnia sprzed decyzji banku centralnego Szwajcarii. Oznacza to, że ci, którzy wybiorą oświadczenie woli, przeszliby na sztywny kurs 3,60 zł na cały okres spłaty kredytu. Z kolei ci, którzy nie wybraliby tego oświadczenia, nadal spłacaliby według bieżącego kursu, czyli ryzykowali, jeśli kurs jeszcze wzrośnie, ale też korzystali, jeśli spadnie poniżej notowań z 14.01.

– Sektor bankowy nie otrzymałby góry złota, na którą nie zarobił. My to opieramy na znanej w polskim prawie klauzuli nadzwyczajnej zmiany okoliczności umowy. W ten sposób minimalizujemy ryzyko skutecznego zaskarżenia ustawy przed Trybunałem Konstytucyjnym – wyjaśnia poseł PiS Paweł Szałamacha.

W rzeczywistości banki nie zarabiają na spadku kursu złotego. Wzrostowi wartości kredytów towarzyszy w przeliczeniu na złote zwiększenie ich zobowiązań w walutach obcych.

OPINIA

Ulżyć zadłużonym. Ale kto za to zapłaci?

To, na ile znacząco umocnienie franka szwajcarskiego wobec złotego odbije się na sytuacji osób spłacających kredyty mieszkaniowe, będzie zależało od tego, na ile zmiana kursu jest trwała. Przeważa opinia, że obecny poziom kursu utrzyma się dłuższy czas. Jeżeli przyjąć, że typowy kredyt miał miesięczną ratę w wysokości 1,5 tys. zł, to po kilkunastoprocentowym wzroście kursu rata urośnie o blisko 200 zł. Jeśli ktoś ma napięty domowy budżet, to nie jest to nieobojętne, ale też nie jest to kataklizm, z którym nie można sobie dać rady. Na pewno nie od razu będzie się to przekładało na niemożność spłacania zadłużenia. Problemy mogą pojawić się z czasem, kiedy tych dodatkowych dwusetek uzbiera się więcej. Złoty wobec franka słabnie nie po raz pierwszy. W poprzednich przypadkach, w 2008 i 2012 roku, osłabienie złotego wobec franka nie spowodowało wyraźnego pogorszenia spłacalności kredytów walutowych.

Warto pamiętać, że frankowicze są generalnie lepiej sytuowani niż osoby, które zaciągały kredyty w złotych. Tak działała rekomendacja S, którą nadzór bankowy wprowadził w 2006 r. Wymagała, by osoby biorące kredyt walutowy miały wyższą zdolność kredytową niż chcący wziąć kredyt w złotych.

Nie przypuszczam więc, by w skali sektora bankowego konsekwencje umocnienia franka miały duże znaczenie. Co do pojawiających się propozycji ulżenia frankowiczom – każde rozwiązanie kosztuje. I jest problem: kto miałby zapłacić. Wydaje się, że najmniej bolesne byłoby w indywidualnych przypadkach wydłużenie okresu kredytowania, co pozwala na obniżenie raty. Z drugiej strony to rozwiązanie zwiększa całkowity koszt kredytu.

Trzeba też mieć świadomość tego, że sytuacja spłacających kredyty walutowe z poszczególnych roczników jest mocno zróżnicowana. Generalnie frankowicze przez długi czas płacili mniej niż osoby biorące kredyty w takiej samej wysokości, w złotych: nawet jeśli rata rosła ze względu na osłabienie złotego, to cały czas zarabiali na niskim oprocentowaniu. Dopiero w połowie 2013 r., na skutek obniżek stóp procentowych w Polsce, wysokość spłat w złotych i we frankach się zrównała i od tego czasu kredyt w złotych jest tańszy.

W najmniej korzystnej sytuacji są ci, którzy zaciągnęli kredyt we frankach mniej więcej od połowy 2007 r. do wybuchu kryzysu we wrześniu 2008 r., kiedy notowania franka były najniższe. Nasze analizy wskazują jednak, że w kredytach z 2008 r. udział należności straconych jest mniejszy w przypadku kredytów walutowych, a nie złotowych. Powodem może być to, że wtedy kredyty walutowe brały osoby zamożniejsze.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

  • Marcin(2015-01-19 08:23) Odpowiedz 00

    pomysł ze sztywnym kursem franka po 3.60 jest abstrakcją gdyż w większości przypadków oznaczałby podwojenie wartości zaciągniętego kredytu (przełom 2007/2008) !!!

  • ośmiornica(2015-01-19 09:39) Odpowiedz 00

    @Marcin, no to już Twoja decyzja. Wiadomo, że każdy chciałby, żeby najlepiej inni spłacili za niego kredyt bez żadnych warunków. A uderzenie po kieszeni banków też przełoży się na konsumentów, więc efekt będzie niemal taki sam jak w przypadku formalnego obciążenia wszystkich obywateli zadłużeniem frankowiczów, tyle że osiągnięty zostanie w pośredni, bardziej zawoalowany sposób.
    Ja płacę więcej od lat, bo jak mi proponowano kredyt w CHF, to stwierdziłem, że nie chcę co rano zastanawiać się, ile dzisiaj wynosi moja rata. Ci, którzy woleli ruletkę, teraz muszą się pogodzić z tym, że po latach, w których "żarło" i w których wręcz obnosili się ze swoimi kredytami w CHF, teraz przyszedł cięższy czas.
    Moim zdaniem propozycja PiS - czego kompletnie bym się po nich nie spodziewał - jest racjonalna. Jeśli chcesz gwarancji, że CHF nie dojdzie do np. 5 zł, to zgadzasz się na 3,60. Bo za gwarancje się płaci. Jeśli liczysz, że frank spadnie, to nie miej pretensji, jak jednak do tego nie dojdzie albo jak jeszcze się umocni.
    Albo wycofujesz się z gry, zabierasz swoje pieniądze, ale pokrywasz kwotę "wpisowego", albo grasz dalej, licząc się z tym, że możesz przegrać. Proste.

  • prawnik(2015-01-19 09:54) Odpowiedz 00

    Większość umów jest dotknięte błędem - tzw. kursem tabelkowym. Sądu uznają to za klazulę niedozowolną, a w konsekwencji brak jest zasad przeliczenia franka na złoty. Banki obliczają zatem ratę według obecnego kursu bezprawnie - wszystkim załamanym polecam wyrok SO w Szczecinie z 7 listopada 2014 sygn. akt: akt I C 554/14. Pomysły na przewalutowanie po 3,6 to działania wręcz korzystne dla Banków, bo alternatywą wynikającą z zakwestionownia przez sądu mechanizmu przeliczenia jest uznanie kredytów za złotowe i oprcoentowane według LIBOR!

  • Klijent banku(2015-01-20 08:16) Odpowiedz 00

    Po co to całe chrzanienie o kredytach we frankach?To jest wierutne kłamstwo tzw ekspertów i niedoinformowanych dziennikarzy ponieważ nikt nie dostał w kredycie ani jedego franka lecz złotówki.Wszystko to odbywał się na papierze,Dodatkowo bank najperw niby sprzedawał franki klientowi ,a następnie kupowały za oczywiście dużo niższą cenę-też tylko na papierze.Drugi raz ma właściwie trzeci banki i ich centrale na Zachodzie zarobiły na niezapłaconym podatku w Polsce o czym Rząd nawet nie wie bo KNF specjalnie sprawę tuszuje,bowiem siedzą tam sami dawni Prezesi Banków i Dyrektorzy.poniewaz równiez na papierze banki pozyczały od swych centrali franki.Polskie banki wykazywały w związku z tym straty i nie ppłaciły podatku w Polsce,a centrale te ukryte pozyczki i zyski od nich przechwytywały za granicami.Po czwarte polskie prawo bankowe nie przewidywało i nie przewiduje do dziś art.5 prawa bankowego tzw kredytów indeksowanych a tylko kredytem może być taki który jest udzielony w walucie polskiej lub obcej -to gdzie tu mamy do czynienia z wypąłtą waluty obcej -zwyłky przekręt .Dodatkowo kredyt musi być spłacony w walucie w jakiej otrzymał go klient plus odsetki i koszty banku. Po cywarte- przyjmujac czysto hipotetczynie skoro banki miay niby udzielac kredyt w walucie obcej to skoro maiy skupic ta walute to bank odowiadac winien za zmane kusu skoro on dysponuje tymi walutami.Jak mona ponosi odpowiedyialnosc za czyja wlasnosc..Na tym polega caly przekret i to nie spoleczenstwo i Panstwo winno ywrocic ,a banki ktore zagrabily beyprawnie pieniadze .Daly temu wzraz Sadz w Hiszpani i Chorwacji oraz Sad Okregowy w Szczecinie.

  • Rabin Josek(2015-01-19 10:05) Odpowiedz 00

    Przestańcie pieprzyc już o tym franku. Jakiej ilości osób dotyczy ten problem ? Czy nie ma innych ważniejszych tematów w tym kraju ? Zajmijcie się lepiej 65 mld $, które za "frico" Polska przekazuje Israelowi. Co, brak odwagi żeby o tym pisać ?

  • Mec.(2015-01-19 12:07) Odpowiedz 00

    Jakiekolwiek ustalanie sztywnych kursów tylko dla osób, które wzięły kredytu w CHF może być obarczone niekonstytucyjnością. Bo niby dlaczego dla frankowiczów należy tworzyć specjalne zasady, a dla osób biorących kredyty w innych walutach już nie? Co to za dzielenie społeczeństwa na lepszych i gorszych? Znane mi są przypadki udzielania kredytów w dolarach i euro. Tam ryzyko kursowe jest mniejsze, ale jest. Więc co może uregulujmy od razu wszystko. Wpiszmy do ustawy obowiązek spłaty kredytu przez Skarb Państwa.

  • Alek(2015-01-19 12:33) Odpowiedz 00

    "banki nie zarabiają na spadku kursu złotego."
    Tu się nie zgodzę a spread?
    Dlaczego nie moge splacac kredytu po kursie NBP?
    Np w DB Nord kurs sprzedazy CHF jest: 4,76 zł, a kurs NBP: 4,41 zł. To oznacza az 35 gr róznicy!!! A na forex 4,30 zł, czyli 46 gr roznicy

  • Paweł(2015-01-19 13:11) Odpowiedz 00

    Nasza egzystencja opiera się na DŁUGI, a w Polsce mamy BANKOKRACJĘ. Współczuję, także sobie. Pozdrawiam

  • Niejesteśmyfrajerami(2015-01-19 13:41) Odpowiedz 00

    Polacy zapłacą za nieudolność Komisji Nadzoru Finansowego i rządu. Jedni i drudzy bronią interesów spekulacyjnych banków, które świadomie wciągnęły Polaków w pułapkę.
    Należy przyjąć, że kredyt w walucie obcej ma być spłacany zawsze po kursie z dnia zawarcia umowy. Słabsza strona umowy, a słabszą jest konsument, nie może brać na siebie całości ryzyka. Bank, który udziela kredytu w obcej walucie, musi wziąć na siebie ryzyko walutowe, które on z kolei może sobie ubezpieczyć, wliczając to w cenę kredytu.

  • z(2015-01-19 17:28) Odpowiedz 00

    Odbiegnę od tematu. Kilka lat temu ( w 2007 r. ) ja i moja znajoma braliśmy kredyty hipoteczne. Ja bojąc się ryzyka kursowego o którym i w 2007 r. można było się sporo dowiedzieć wziąłem kredyt w złotówkach. Wtedy moja znajoma żartowała ze mnie, że płacę prawie 2 razy więcej od niej miesięcznie. Dziś nie jest jej do śmiechu ...

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

Reklama