Prawie jedna trzecia wszystkich dłużników notowanych w Krajowym Rejestrze Długów to mieszkańcy małych miast. Problem ze spłatą ma już co 10. z nich.



ikona lupy />
Dziennik Gazeta Prawna

To główne wnioski z raportu, jaki opublikował właśnie KRD. Wynika z niego, że ponad 528,5 tys. osób z miast o liczbie mieszkańców nieprzekraczającej 20 tys. zalega z zapłatą ponad 8,4 mld zł różnych zobowiązań. Zarówno liczba dłużników w bazie KRD, jak i kwota niespłaconych przez nich długów skokowo rośnie. Jeszcze w 2015 r. niecałe 453 tys. osób nie spłaciło na czas należności na kwotę 4,5 mld zł.

Do rejestru trafiło ok. 11 proc. wszystkich mieszkańców miasteczek, a łączna wartość ich długów jest niemal taka jak dłużników dużych aglomeracji (8,4 mld zł wobec 8,8 mld zł). Ale dłużnicy wielkomiejscy to tylko 6 proc. mieszkańców. Jeszcze gorzej wypada porównanie z mieszkańcami wsi, z których tylko 3 proc. trafiło na listy KRD.

Najciekawsze w raporcie jest jednak to, w jakim regionie kraju problem ze spłatą długów jest największy. To wcale nie mieszkańcy Polski B mają najbardziej na pieńku ze swoimi wierzycielami. Akurat oni mogą w tym zestawieniu uchodzić za przykład uczciwości. W województwie podlaskim tylko 2,2 proc. mieszkańców miasteczek trafiło do bazy KRD, w świętokrzyskim – 3 proc., w podkarpackim – 3,4 proc. We wszystkich średni poziom zadłużenia jest niższy od przeciętnej krajowej (wynosi ona 15 827 zł).

Okazuje się, że najwięcej małomiasteczkowych dłużników mieszka w najbardziej zamożnych województwach. Na Dolnym Śląsku długu nie spłaca 12,5 proc. mieszkańców, w Wielkopolsce – ok. 12,3 proc., na Mazowszu – ok. 9,5 proc.

Mazowieckie jest najbogatsze w kraju, więc nie powinno być miejscem, gdzie jest relatywnie dużo osób niespłacających długów. Według danych GUS wartość dochodu rozporządzalnego na osobę jest tu o jedną piątą wyższa niż przeciętnie w kraju.

Podobne zależności dotyczą też Dolnego Śląska, gdzie dochód jest wyższy o prawie 8 proc. Wszystkie trzy województwa to ścisła czołówka pod względem PKB na mieszkańca. Przoduje Mazowsze, gdzie jest ono o prawie 60 proc. wyższe od średniej krajowej. W województwie dolnośląskim jest ono wyższe o prawie 11 proc., a w Wielkopolsce – o ponad 9 proc. To też regiony, które w sumie wypracowują ponad 40 proc. produktu krajowego brutto.

Autorzy raportu mają na to wytłumaczenie. Po pierwsze, wszystkie te regiony nie są jednorodne. Adam Łącki, prezes KRD, zwraca uwagę, że bogatszy zachód kraju i Mazowsze są „ciągnięte” przez duże aglomeracje, jak Warszawa, Poznań czy Wrocław. To one zawyżają statystyki poziomu zarobków i ogólnego dobrobytu.

– Mieszkańcy małych miasteczek, czy to w Polsce A, czy B, mają zdecydowanie trudniej. Na bogatym Dolnym Śląsku też łatwo wpaść w długi i stracić kontrolę nad płynnością finansową. Dolny Śląsk to z jednej strony szybko rozwijający się Wrocław i Zagłębie Miedziowe, gdzie zarobki są nieporównywalnie większe, ale też ubogie, małomiasteczkowe Przedgórze Sudeckie i Kotlina Kłodzka – mówi prezes KRD.

Drugi powód, który zresztą idzie w parze z pierwszym: choć dochody mieszkańców małych miasteczek są niższe niż ich wielkomiejskich sąsiadów, to ich aspiracje są takie same. Cytowana w raporcie Agata Grabowska, koordynatorka projektu badawczego „Światła Małego Miasta” (jego celem było zbadanie warunków życia w miastach do 20 tys. mieszkańców), uważa, że nadmierne zadłużanie jest skutkiem prób podniesienia standardu życia mimo braku odpowiednich zasobów.

– Chodzi o poczucie, że „bycie z miasta” zobowiązuje do dobrego ubrania czy telefonu, nawet wśród dzieci i młodzieży. Taki sposób myślenia bardzo ciąży na mieszkańcach małych miasteczek – uważa. Według niej to działanie na zasadzie „zastaw się, a postaw się”, gdzie konsumenci biorą dużo szybkich gotówkowych pożyczek, by np. kupić dobry sprzęt albo pokazać się „na bogato”.

Potwierdzeniem tej tezy są pośrednio dane KRD. Większość wierzycieli mieszkańców małych miast to banki i firmy pożyczkowe. W sumie długi wobec nich to jedna czwarta wszystkich niespłacanych zobowiązań. Jeśli doliczyć do tego wierzytelności ściągane przez wierzycieli wtórnych – czyli firmy windykacyjne, które wcześniej kupiły niespłacane kredyty od banków i pożyczkodawców – to odsetek ten rośnie do ponad 60 proc.