statystyki

Poślizg z darmowym podręcznikiem. Do gimnazjów trafi dopiero w październiku

autor: Anna Wittenberg, Klara Klinger09.02.2015, 07:41; Aktualizacja: 09.02.2015, 08:46
Rodzice zaoszczędzą w tym roku 320 mln zł – twierdzi MEN

Rodzice zaoszczędzą w tym roku 320 mln zł – twierdzi MEN źródło: ShutterStock

Czwartoklasiści i uczniowie pierwszych klas gimnazjów dostaną książki w październiku. Taki może być efekt wprowadzanej przez ministerstwo edukacji reformy.

reklama


reklama


Ale pedagogom nie podoba się nie tylko związane z nią faktyczne opóźnienie roku szkolnego – nawet do połowy października. Przestrzegają, że o tym, z jakich podręczników będą się uczyć dzieci, zdecyduje od przyszłego roku nie ich jakość, a cena. Co za tym idzie, bardzo prawdopodobne jest, że obniży się poziom nauczania. Takie opinie przeważają wśród dyrektorów szkół zapraszanych na spotkania z przedstawicielami MEN poświęcone zmianom.

Przewidywany poślizg z dostawą darmowych książek to bezpośredni rezultat przyjętych procedur. Niektóre szkoły dopiero 1 września będą znały dokładną liczbę uczniów. Tymczasem ta informacja jest niezbędna, by samorządy przydzieliły pieniądze na książki. A mają na to czas do 15 października.

Darmowe podręczniki: jak to działa

Darmowe podręczniki: jak to działa

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Gimnazjum na komplet podręczników dla jednego ucznia dostanie 250 zł, a szkoła podstawowa 140 zł. Do tego po 25 zł na głowę na ćwiczenia. – Będzie bardzo trudno wybrać podręczniki, które zmieszczą się w zapisanej w ustawie kwocie dotacji – ocenia Irena Skwarek z gimnazjum w Woli Rębkowskiej. Jakość książek zejdzie więc na drugi plan.

Urzędnicy z MEN mówią dyrektorom: „negocjujcie”. Mają nadzieję, że przymuszone ustawą wydawnictwa obniżą ceny. Te tymczasem znalazły sposób, by mocniej związać ze sobą placówki oświatowe. Oferują komplet książek dla ucznia. Jeśli dyrektor kupi taki pakiet, zmieści się w dotacji. Jeśli jednak od danego dostawcy wybierze np. podręcznik tylko do jednego przedmiotu, będzie musiał zapłacić za niego więcej. Nauczyciele skarżą się, że takie naciski dodatkowo ograniczają ich możliwości wyboru i są nieuczciwe wobec mniejszych wydawców, specjalizujących się w książkach do niektórych przedmiotów.

A pozytywne skutki reformy? Do 2017 r. każdy uczeń podstawówki, gimnazjum i szkoły ponadgimnazjalnej ma mieć zapewniony bezpłatny dostęp do podręczników do kształcenia ogólnego. Jak szacuje MEN, dzięki zmianom tylko w tym roku w kieszeniach rodziców zostanie 320 mln zł. Resort obiecuje, że przyjrzy się zgłaszanym przez pedagogów uwagom, choć czasu na poprawki jest niewiele.

Pedagodzy punktują reformę pt. darmowe podręczniki. MEN obiecuje korektę

To, że w przyszłym roku szkolnym dzieci z czwartych klas podstawówek i pierwszych gimnazjalnych dostaną podręczniki od swoich szkół, a te kupią je za rządową dotację, to kolejny etap reformy, która wprowadziła już bezpłatne książki w pierwszych klasach podstawówki.

Wszyscy uczniowie gimnazjów mają mieć zapewnione darmowe podręczniki do 2017 r. W kieszeniach ich rodziców w 2015 r. ma zostać 320 mln zł, zaś rok później – już 538 mln zł. MEN organizuje właśnie spotkania z dyrektorami szkół, podczas których tłumaczy szczegóły reformy. Konferencje potrwają do końca marca. Dwie ostatnie odbyły się w Warszawie i wzbudziły mieszane uczucia. Wychodzący z prowadzonego przez wiceminister Joannę Berdzik spotkania mówili, że ustawa – choć dobra w zamyśle – jest pełna niedoróbek i niesie wiele zagrożeń.

Problem będzie już z zakupem kompletu materiałów. – 250 zł dla gimnazjum to bardzo mała kwota – przyznaje Anna Ziomek, dyrektor Zespołu Szkół Gminnych w Starym Goździe koło Białobrzegów. Inni narzekają, że o wyborze zdecyduje portfel, a nie jakość książek. – To duży stres, chodzi o wybór na trzy lata. Jeśli podręcznik się nie sprawdzi, nie będzie go można wymienić w następnej klasie. A książki mają przechodzić przez ręce trzech roczników uczniów – przypomina Irena Skwarek, dyrektor gimnazjum w podgarwolińskiej Woli Rębkowskiej.

Uczniowie, którzy rozpoczną szkołę w 2016 r., odziedziczą podręczniki po poprzednikach. – Część takich książek może mieć wulgarne rysunki albo być okropnie zniszczona. Inne będą w lepszym stanie. Według jakiego klucza mam rozdzielać lepsze i gorsze? – pyta dyrektorka warszawskiej szkoły. Przedstawiciele MEN zwracali uwagę, że rodzica będzie można poprosić o odkupienie zniszczonej książki. A jeśli nie będzie chciał oddać pieniędzy? Nie wiadomo.

Dyrektorzy są przekonani, że ograniczenie ceny najbardziej uderzy w uczniów najambitniejszych szkół. – Podręcznik przerabiam z dziećmi w pół roku, później korzystam z rozszerzonych zbiorów zadań. Teraz nie będę mogła powiedzieć dzieciom, żeby kupiły sobie książki. Z kserowaniem też będzie problem, bo przecież zbiory zadań są objęte prawem autorskim – skarży się wicedyrektor jednego z najlepszych gimnazjów w swoim mieście, jednocześnie nauczyciel matematyki. Nowe regulacje nie dotyczą za to placówek niepublicznych. – Od teraz niepubliczne placówki będą mogły się reklamować: „u nas uczniowie mogą się uczyć z lepszych podręczników” – gorzko żartuje jeden z dyrektorów.

Przepisy zakazują nauczycielom i szkołom przyjmowania darowizn czy prezentów od wydawnictwa, z którego zamawiają książki. Wydawcy znaleźli jednak inne narzędzie nacisku. Cena pojedynczo zamawianych podręczników będzie dużo wyższa niż kompletu książek, przez co szkoły mogą mieć problem z zakupem podręczników z różnych wydawnictw. Duzi wydawcy łatwo więc zmonopolizują poszczególne placówki. A gra jest warta świeczki – jeśli do placówki uda się wejść w pierwszej klasie, szkoła najprawdopodobniej dla kolejnych klas kupi w przyszłości książki od tego samego dostawcy.

– Moi nauczyciele przeanalizują podręczniki i pewnie wybiorą jedno wydawnictwo. Ale kiedy przyjdą do mnie, powiem im, że musimy pracować z innym, bo tylko na nie będzie nas stać – mówiła nam bez ogródek jedna z dyrektorek. Tymczasem – jak przyznaje inny dyrektor – oferta pojedynczego wydawnictwa rzadko jest wyrównana. – Skoro decydować ma cena, niech ministerstwo ogłosi przetarg na komplet podręczników i wybierze jakiś zestaw. Albo da tyle pieniędzy, żeby można było swobodnie kupić dobre książki – mówi Elżbieta Żelazowska z Zespołu Szkół Publicznych w Suchożebrach pod Siedlcami.

Kolejnym zagrożeniem może być opóźnienie w przekazywaniu materiałów do szkół. Dyrektor może otrzymać pieniądze na książki od swojego organu prowadzącego dopiero 15 października. Terminy będą zależeć od sprawności urzędników. Samorząd musi bowiem pozbierać informacje na temat liczby uczniów od wszystkich placówek, którymi zarządza. Następnie sporządza wniosek i wysyła go do wojewody, który wydaje środki. Część szkół będzie jednak znała dokładną liczbę swoich wychowanków dopiero 30 sierpnia lub 1 września. To oznacza, że niektóre szkoły przez ponad miesiąc będą musiały sobie radzić bez pomocy naukowych.

W rozmowach z dyrektorami pojawia się także problem techniczny z przechowywaniem podręczników. Te będą własnością szkoły, a nie ucznia. Dzieci w teorii mają je wypożyczać z biblioteki. – Moja biblioteka ma 50 mkw. Księgozbiór to 6 tys. książek. Przy 540 uczniach po trzech latach będę miała ponad 5 tys. egzemplarzy, czyli blisko dwukrotność tego, co już mam w bibliotece. Nie wiem, gdzie to pomieścić – wylicza Grażyna Rutkowska, dyrektorka gimnazjum nr 6 w Płocku. A co, jeżeli w trakcie roku szkolnego dojdą nowi uczniowie? Jeżeli będzie to już po zamknięciu roku budżetowego, pieniądze za podręczniki musi założyć szkoła.

MEN obiecało, że przyjrzy się sygnalizowanym problemom. – Wszystkie podnoszone kwestie są analizowane pod kątem potrzeby wprowadzenia zmian czy uzupełnień w przepisach. Takie uzupełnienia zostały już wprowadzone w odniesieniu do uczniów niepełnosprawnych posiadających orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego, którzy będą korzystać z podręczników dostosowanych do rodzaju niepełnosprawności. Procedowana obecnie ustawa zawiera przepisy przewidujące wyższe kwoty dotacji celowej w przypadku tych uczniów – tłumaczy rzeczniczka MEN Joanna Dębek.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • qaduq(2015-02-10 07:26) Odpowiedz 00

    Brak podstawowuch danych, którymi powinno dysponować Ministerstwo Edukacji i GUS. Już dziś wiadomo, ilu jest uczniów w trzeciej i w szóstej klasie. To dane wyjściowe dla wyliczeń uczniów klas czwartych w tej samej szkole i w gimnazjach, które maja określony limit przyjęć. Spisanie tabelki dla samorządu z każdej szkoły to maksimum jeden dzień. Już 2 wrzesnia samorządy powinny dtspnować pełnym wykazem . Oczywiście, że wnioski i dokumenty należy napisać już dziś, a liczby skorygować pierwszego września. W ponurych czasach komuny, inspektorat w powiatach i dzielnicach dużych miast jeszcze w lipcu wiedział, co go czeka od września. Niestety, Rozdzial zadań między ministerstwo, kuratoria, sejmiki i samorządy tworzy znakomity polski bałagan, w którym można przewlekać sprawy i oddawać się błogiemu urzędowaniu. Miejmy tylko nadzieję, że przy takim opóźnieniu, podręczniki przed końcem roku szkolnego dotrą do każdego ucznia. O wyliczeniach nie mogę pisać, gdyż podawaniezaoszczędzonej kwoty, bez podania liczby uczniów w klasach to księżycowa matematyka, służąca upiększaniu ponurej rzeczywistości.

  • jak to(2015-02-09 08:46) Odpowiedz 00

    Mógłby mi ktoś wytłumaczyć jak rodzice mają zaoszczędzić 320 mln zł jak w Polsce żyje ok. 40 mln ludzi? Gdyby każdy był rodzicem wychodziło by ze każda para wydaje na książki 8 mln złotych, dla dzieci które nawet nie zostały wliczone w powyższy rachunek. Skąd MEN wziął te liczby?

  • jak to(2015-02-09 08:51) Odpowiedz 00

    Wypiłem kawę i ogarnąłem ze jestem idiotą. Wychodzi 8 złotych przecież... licząc po faktycznej liczbie rodziców pewnie ma to sens

  • pechowiec(2015-02-09 09:32) Odpowiedz 00

    Niech to... piorun strzeli! Jak zwykle ominie mnie każda pomoc, dopłata, dotacja itp. Np. kupowałem mieszkanie na kredyt, to dopiero rok później wprowadzili "rodzinę na swoim", wziąłem kredyt w złotówkach, więc jak pomogą frankowiczom, to też mnie ominie. Urodziły mi się dzieci, to dopiero później wprowadzili becikowe. Itd itp. Teraz, gdy moje dzieci skończą już, jedno pierwszą gimnazjum, drugie czwartą podstawówki, to właśnie do tych klas będą darmowe podręczniki. Czuję się dyskryminowany!

  • cozaczasy(2015-03-16 16:44) Odpowiedz 00

    Widziałem dzisiaj te książki. Za 250 zł. to są zeszyty. Która z nich wytrzyma w rękach gimnazjalisty trzy lata ? Po pierwszym roku mało kto taką szmatkę będzie chciał wziąć do ręki. Poza tym "poprosić rodzica o odkupienie książki"gdzie. w jakim czasie? MEN wziął się za zmiany tylko bajzel będzie większy. Ten pomysł padnie jak fartuchy.

  • Aniko(2015-05-14 08:58) Odpowiedz 00

    Do tej pory jako matka ucznia objętego nową reformą programową na komplet podręczników wydawałam w podstawówce kilkaset złotych. Córka zaczyna gimnazjum od września. Cieszę się,że wprowadzono darmowe podręczniki. Niech dyrektorzy i nauczyciele przestaną wymyślać. Od nich zależy co dziecko będzie umieć, najważniejsze jak to wyłożą. Wygląda to tak, jakby za wszelka cenę chcieli odwieść rząd od opłat. Zacznijcie negocjować z wydawnictwami i nie siejcie paniki.

  • cvxb(2015-07-09 02:30) Odpowiedz 00

    no to powodzenia, koszt podręczników (dawniejsze zasady) w pierwszej klasie SP około 600 zł, a klasie 6-tej - około 400 zł. Ta nowa ustawa to jakaś masakra, chętnie kupię dzieciom książki we własnym zakresie by miały dostęp do edukacji.

  • qwrfw(2015-07-09 02:32) Odpowiedz 00

    Dupny pomysł i tyle.

  • Nauczycielka(2015-06-19 14:37) Odpowiedz 00

    A co z dziećmi upośledzonymi w stopniu umiarkowanym? Dla nich nie ma książek? PORAŻKA! !

  • zorro(2015-07-27 13:32) Odpowiedz 00

    Ha tak wygląda wsparcie rodzin przez PO 250 zeta na jedno dziecko raz na rok , wielki sukces przecież pieniądze i tak pochodzą z budżetu czyli z podatków nas wszystkich , Pis proponuje po 500 zeta na każde 2 dziecko o ile tak to rozumiem co miesiąc oczywiście też z budżetu , czyli logicznie myśląc propozycja Pis-u jest lepsza nawet gdyby rodzic miał kupić te podręczniki ze swojej kasy. Osobiście odbieram to tak że PO chce tylko kasę dla siebie , i nie chce się dzielić z plepsem .

  • agnes(2015-09-08 20:09) Odpowiedz 00

    Darmowy podręcznik nas jeszcze nie obejmuje. Wczoraj w matrasie kupiliśmy ostatnie z listy, mamy komplet w końcu komplet. Ależ teraz są promocje i wyprzedaże artykułów szkolnych, można się zaopatrzyć na cały rok.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

reklama