W ostatnich dwóch latach z powodu niżu demograficznego ze szkół musiało odejść prawie 14 tys. osób. Ta tendencja w przyszłym roku szkolnym ma się odwrócić dzięki wprowadzeniu obowiązkowej nauki dla połowy rocznika sześciolatków. Etaty – według zapowiedzi resortu edukacji – ma uzyskać nawet 18 tys. nauczycieli. To jednak tylko przejściowy stan. Dodatkowe osoby będą potrzebne, dopóki kolejnych klas nie ukończą skumulowane roczniki sześcio- i siedmiolatków.

Co więcej, DGP przeprowadził sondę w samorządach w sprawie rodzaju zatrudnienia nauczycieli. Wynika z niej, że nawet co czwarty z nich pracuje na podstawie umów czasowych. Z jednej strony Karta nauczyciela gwarantuje większości z nich stałą pracę, ale wyjątki od tej reguły i niejasne przepisy umożliwiają dyrektorom przyjmowanie do pracy jedynie na czas określony.

Prawnicy wskazują, że terminowe umowy będą znacznie częściej stosowane od przyszłego roku szkolnego, gdy do szkół trafią sześciolatki. Obniżenie wieku szkolnego stanie się dobrym uzasadnieniem do przyjęcia nowych osób ze względu na zaistniałą konieczność przejściowego dostosowania się do zmiany przepisów.

Czasowy etat

Z przeprowadzonej sondy wynika, że np. w Warszawie co czwarty nauczyciel pracuje na podstawie umowy czasowej. Ponad tysiąc osób to stażyści, a kolejne pięć tysięcy – zatrudnieni na kontraktach okresowych z powodu zastępstw i dokonywanych zmian organizacyjnych w placówkach.

W Bydgoszczy na 5,4 tys. nauczycieli prawie 800 jest zatrudnionych na umowach terminowych (14,8 proc.). Z kolei w Zielonej Górze na tej podstawie obowiązki wykonuje około 300 osób (z łącznej liczby 2 tys., 15 proc.). Podobnie jest w placówkach podległych staroście wadowickiemu. Tam co szósty nauczyciel pracuje na czasowych kontraktach. Najczęściej są one stosowane z powodu potrzeb organizacji nauczania. Z kolei w Sierakowicach (woj. pomorskie) zatrudniony czasowo jest co piąty uczący w szkole.

– Podpisywanie umów okresowych jest spowodowane względami organizacji pracy szkoły. Wynika ze zmiany liczby oddziałów, urlopów macierzyńskich innych nauczycieli, zwolnień lekarskich – wylicza Jacek Mazur, dyrektor zespołu ekonomiczno-administracyjnego szkół w Sierakowicach.

Wyjątki od zasady

Z przepisów wynika generalna zasada, że poza stażystami, którzy rozpoczynają karierę w szkole, nauczyciele powinni być zatrudniani na czas nieokreślony. Istnieją jednak odstępstwa od tej reguły.

Zgodnie z art. 10 ust. 7 ustawy z 26 stycznia 1982 r. – Karta nauczyciela (t.j. Dz.U. z 2006 r. nr 97, poz. 674 z późn. zm.) w przypadku zaistnienia potrzeby wynikającej z organizacji nauczania lub zastępstwa nieobecnego nauczyciela stosunek pracy nawiązuje się na podstawie umowy o pracę na czas określony. Właśnie ten przepis jest często wykorzystywany do tego, aby nie zatrudniać od razu na stałe np. nauczyciela mianowanego. Najpierw testowana jest jakość jego pracy.

– Pracowałam w szkole przez pięć lat na umowie na czas nieokreślony. Z powodu likwidacji części klas zaproponowano mi umowę terminową, która trwała kolejne pięć lat. Dwa lata pracowałam na zastępstwo, a trzy następne – z powodu zmian organizacyjnych – na terminowych kontraktach – mówi Paulina Maria Wiśniewska, była nauczycielka Szkoły Podstawowej nr 40 w Poznaniu.

Jej zdaniem jeśli dyrektor nie chce nauczycielowi zaproponować umowy stałej, to zawsze znajdzie podstawę prawną do podpisania tej czasowej.

Umowa na rok

Samorządy nie zamierzają odstępować od możliwości zatrudniania na kontraktach terminowych w kolejnym roku szkolnym, gdy do szkół trafi obowiązkowo połowa rocznika sześciolatków.

– Będę domagać się od dyrektorów racjonalności i odpowiedzialności. Szefowie placówek muszą się starać, aby umowy były zawierane na rok szkolny, lub – co najwyżej – na trzy lata, bo nauczycielka wczesnoszkolna prowadzi zajęcia w klasach I–III – potwierdza Ewa Łowkiel, wiceprezydent Gdyni.

– Jeśli zatrudnialibyśmy nauczycieli na czas nieokreślony, to po zakończeniu zatrudnienia musielibyśmy wypłacić im sześciomiesięczne odprawy. A na to nie stać żadnej placówki – dodaje.

Irena Koszyk, naczelnik wydziału oświaty w Urzędzie Miasta w Opolu podkreśla, że lepiej mieć pracę na umowie czasowej, niż być bezrobotnym. I wskazuje, że praktyka zatrudniania osób na czas określony najczęściej jest stosowana w liceach.

Tylko ostrożnie

Prawnicy wskazują, że nauczyciele godzą się na takie rozwiązania, bo często nie znają swoich praw.

– Przy obecnym braku możliwości pracy w szkołach podpisują umowy na czas określony, mimo że dyrektor powinien im zaproponować stały kontrakt – wyjaśnia Łukasz Gaweł, prawnik z kancelarii Adwokackiej Włodarczyk, Ziomek & Wojciechowski.

Jego zdaniem czasowe skumulowanie sześciolatków i siedmiolatków w szkołach sprawi, że dyrektorzy będą powoływać się na art. 10 ust. 7 karty, który wskazuje zatrudnianie na czas określony z przyczyn organizacyjnych.

Zaznacza jednak, że o ile na podstawie karty można jasno określić, kiedy nieobecny nauczyciel jest zastępowany, to problematyczne może być wskazanie potrzeb wynikających z organizacji nauczania.

– To zwrot niedookreślony, który umożliwia zastosowanie pewnej dowolności przy jego interpretacji – dodaje.

Prawnicy wskazują też na wyrok Sądu Najwyższego z 24 września 2012 r., w którym uznał on, że art. 10 ust. 7 nie może być interpretowany rozszerzająco (sygn. akt I PK 106/12). Z kolei w innym orzeczeniu stwierdzono, że organizację nauczania należy odnosić do zasad funkcjonowania szkoły, tj. liczby klas, godzin lekcyjnych, etatów, rodzaju przedmiotów i czasu ich nauczania, zmianowości pracy, a nie do wykształcenia czy umiejętności nauczyciela (wyrok SN z 5 września 1997 r., sygn. akt I PKN 226/97).

– Gdy zatrudnienie nauczyciela ma charakter ciągły i nieprzerwany, uczy on przedmiotu podstawowego, liczba uczniów jest stabilna, a praca może być wykonywana w godzinach nadliczbowych, należy uznać, że nie ma podstaw do zawarcia umowy jedynie na czas określony – wyjaśnia Łukasz Gaweł.

Według Marka Pleśniara, prezesa Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, dyrektorzy szkół często zdają sobie sprawę, że nie mogą nadużywać kontraktów terminowych, jeśli sytuacja w placówce jest w miarę stabilna.

– Ci, którzy decydują się na takie rozwiązanie, muszą uważać, bo nauczyciele odwołując się do sądu pracy, mogą doprowadzić do tego, że ich umowa przekształci się w stałą – wyjaśnia.