Rząd chce, by przy podejmowaniu decyzji o włączeniu medykamentu do refundacji większą rolę odgrywało to, czy jego wytwórca tworzy w naszym kraju miejsca pracy i przykłada się do wzrostu PKB oraz innowacyjności. Część z tych zapisów znalazła się w konsultowanej obecnie nowelizacji ustawy refundacyjnej oraz Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Kłopot w tym, jak pomysły rozwoju gospodarki i nauki przekuć na korzyść, a nie stratę dla pacjentów.

Po pierwsze pacjent

– Inwestycyjne kryterium w refundacji mogłoby mieć rację bytu, gdyby chodziło wyłącznie o innowacyjne leczenie – stwierdza mecenas Paulina Kieszkowska-Knapik z kancelarii Kieszkowska Rutkowska Kolasiński. Ale – jak podkreśla – z projektu ustawy wynika, że kryteria oceny dotyczą prawie wyłącznie lokalizacji produkcji oraz jej wielkości, a nie tego, czy chodzi o nowatorskie rozwiązania. – To może blokować pacjentom dostęp do lekarstw wytwarzanych np. przez mniejsze podmioty – ostrzega ekspertka.

Wtóruje jej mecenas Dobrawa Biadun, ekspertka Lewiatana. – To pacjenci, a nie inwestycje czy nowe miejsca pracy, są kluczowi w przypadku decyzji dotyczących leków – zwraca uwagę Dobrawa Biadun. – O ile przy ustalaniu podatków można próbować faworyzować firmy prowadzące szerszą działalność w Polsce, to w refundacji powinna liczyć się skuteczność produktu i jego cena – dodaje.

Do pomysłu resortu nie są też przekonani partnerzy z Rady Dialogu Społecznego, którzy w tym tygodniu rozmawiali z wiceministrem zdrowia Krzysztofem Łandą. Zwracają uwagę, że z jego słów wynikało, że resort chce stworzyć dwie ścieżki wsparcia: partnerstwo gospodarcze i partnerstwo innowacyjne. – Na razie projekt ustawy tego nie odzwierciedla – zauważa Kieszkowska-Knapik.

Minister rozwoju wskaże

Jak mają być premiowane firmy farmaceutyczne działające w Polsce? Projekt ustawy zakłada, że resort zdrowia będzie zarządzał specjalnym funduszem w docelowej wysokości 200 mln zł rocznie (w przyszłym roku tylko 10 mln zł). Pieniądze następnie trafią do NFZ, a ten będzie musiał je przekazać (w formie dopłaty) na lekarstwa wskazane przez resort zdrowia. W efekcie dotowany specyfik przy ocenie zasadności refundacji będzie wyglądał na tańszy niż w rzeczywistości, a jego szanse w wyścigu o publiczne pieniądze wzrosną (oceniana jest relacja ceny do efektów medycznych).

Co więcej, o tym, leki których firm mają być w ten sposób wspierane, zdecyduje wstępnie minister rozwoju. Bo to do niego firma będzie składać wniosek o ocenę swoich inwestycji m.in. w fabryki i badania. Po ocenie dokumentacji firma zostanie zaszeregowana do jednej z kategorii oceniających wpływ jej działania na rozwój Polski. Następnie resort rozwoju swoje rekomendacje prześle do Ministerstwa Zdrowia.

Przy rozdzielaniu dodatkowych środków (200 mln zł) będzie obowiązywać zasada, że na każde 10 mln zł pochodzących z wydatków NFZ na refundację przypadać ma 1 mln z funduszu premiującego firmy działające w Polsce. Ma to zachęcić producentów, niezależnie z jakiego są kraju, do działania w Polsce. Tymczasem zdaniem Kieszkowskiej-Knapik liczenie na to, że np. małe innowacyjne firmy przeniosą część produkcji lub badań do Polski, jest mało realne.

Ministerstwo uspokaja

Resort zdrowia podkreśla, że działalność w Polsce firmy farmaceutycznej nie będzie warunkiem otrzymania refundacji. Zarazem dodaje, że będzie mieć wpływ na ocenę, czy finansowanie terapii z publicznych pieniędzy jest opłacalne. Wyjaśnia, że nowy system uwzględni nie tylko nowe inwestycje i innowacje, lecz także czysto produkcyjną działalność firm w poprzednich latach. Jego zdaniem pacjenci zyskają na zmianach. I to potrójnie. – Leki produkowane w Polsce mają niższe ceny, a to oznacza, że w ramach budżetu NFZ będzie można zrefundować więcej substancji – wyjaśnia wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda.

Podkreśla, że przekazanie przez budżet państwa dodatkowych 200 mln zł na farmaceutyki wybranych firm zwiększy też wydatki na refundacje leków. Jego zdaniem premiowanie działalności w Polsce będzie miało też wpływ na rozwój gospodarki. – A gdy PKB rośnie, to rosną też płace i składki na NFZ, a więc jest więcej pieniędzy na leczenie – podsumowuje Łanda.