Zdrowia dotyczą trzy kamienie milowe: reforma szpitali i wprowadzenie sieci onkologicznej i kardiologicznej. W niektórych sprawach nie rozpoczęto nawet wstępnych prac, a bez tego nie będzie miliardów z KPO.

Niezrealizowanie kamieni milowych dotyczących zdrowia, które miały być warunkiem wypłaty pieniędzy z Funduszu Odbudowy, budzi niepokój Komisji Europejskiej. I choć resort zdrowia staje na głowie, żeby wywiązać się z obietnic poprzedników, wszystko wskazuje na to, że mu się to nie uda. Na przeszkodzie stanęła polityka. Wybory samorządowe krzyżują plany związane z reformą szpitali.

Rozmówcy biorący udział w rewizji Krajowego Planu Odbudowy widzą szansę, że Bruksela uwzględni argument wojny czy inflacji, które uniemożliwiły spełnienie części kamieni milowych, ale trudno się spodziewać, by to tłumaczenie zadziałało w sprawie braku reformy szpitali. Argument dotyczący wyborów, który jest podnoszony w rozmowach z KE, nie może być uznawany za kluczowy. Jak słyszymy, Włosi też chcieli tłumaczyć część kwestii powyborczymi zmianami, ale ostatecznie i tak musieli wrócić do reform zapowiedzianych przez poprzedni gabinet.

Plan ratunkowy

W kwestii sieci onkologicznej udało się przekonać KE, że reforma trwa. I to, że terminy jej wdrożenia zostaną przesunięte, nie tylko nie zaszkodzi pacjentom, lecz wręcz im pomoże, bo nie zagrozi dostępowi do lekarzy, co by się mogło zdarzyć przy utrzymaniu pierwotnych terminów. Minister zdrowia Izabela Leszczyna wyliczała, że 7,5 tys. pacjentów musiałoby szukać pomocy w innych ośrodkach, które nie są jeszcze przygotowane na większą liczbę chorych. Kłopot w tym, że rząd Mateusza Morawieckiego bardzo szczegółowo zapisał w KPO, co i kiedy ma zostać wprowadzone. I to nie tylko na poziomie ustaw, lecz także rozporządzeń. W I kw. br. resort miał określić warunki kwalifikacji szpitali do konkretnego poziomu (solo I, II, III). Później wyznaczyć ośrodki, które miałyby nadzorować wdrażanie sieci. To zostało odłożone i może wpłynąć na uruchomienie wypłat z KPO na inwestycje.

Resort zdrowia apeluje, by nie wiązać inwestycji z wejściem w życie konkretnych rozporządzeń. Jednak, jak wynika z naszych informacji, część rozporządzeń jest przygotowywana, aby zdążyć przed czerwcem, kiedy ma wpłynąć pierwsza rata z KPO. Kolejnym punktem planu jest ustawa o sieci kardiologicznej. Miała ona wejść w życie na początku roku. Nie weszła, a co więcej – nie skończył się pilotaż, który miał wykazać, które rozwiązania mają szansę się sprawdzić. Pomysł resortu jest taki, żeby rozporządzeniem wprowadzić połówkową ocenę efektów pilotażu i na tej podstawie przygotować założenia do ustawy. To miałaby być swego rodzaju promesa dla KE, że mamy plan i nie powtórzymy błędu związanego z siecią onkologiczną, która została przyjęta niezależnie od wniosków z pilotażu.

Szpitalna dziura

Nikt jednak nie ma specjalnie pomysłu, jak się wytłumaczyć z braku reformy szpitali. A to jeden z głównych punktów KPO. W planie zapisano, że „sektor szpitali wymaga pilnej reformy, której będą towarzyszyć ukierunkowane inwestycje”, i że „niektóre szpitale mają wysokie zadłużenie i niski wskaźnik obłożenia, a tymczasem wiele zabiegów medycznych wykonywanych obecnie w szpitalach można przeprowadzać na niższych szczeblach systemu opieki zdrowotnej i po niższych kosztach”. Autorzy pisali, że to ważne dla pacjenta, bo „reforma ma zapewnić trwałą poprawę odporności, skuteczności, jakości i dostępności opieki zdrowotnej i opieki długoterminowej”.

Projekt reformy powstał z inicjatywy ówczesnego ministra Adama Niedzielskiego. Dokument przechodził wiele zmian, by utknąć na ministerialnym biurku. Szpitale miały otrzymać kategorie od A do D w zależności od sytuacji finansowej. Do tych w najgorszym stanie mieli wchodzić komisarze i pomagać im się zrestrukturyzować. Jednak wejście w życie ustawy zablokowali koledzy ministra z Prawa i Sprawiedliwości, nie dopuszczając projektu nawet do prac sejmowych. Zainteresowana nim nie jest też nowa szefowa resortu. Jak mówiła nam minister Leszczyna, przyjęcie ustawy powinny poprzedzić rozmowy z samorządami, dyrektorami szpitali i decydentami. Przyznała, że przed wyborami temat nie będzie ruszany. Tymczasem z naszych rozmów wynika, że dla KE to jeden z warunków, bez którego spełnienia procedowanie dalszych prac nad KPO może się okazać utrudnione.

Prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych Waldemar Malinowski przyznaje, że szpitale liczą na pieniądze z Unii. Ich brak zmusza do wyboru między inwestowaniem w porodówki a inwestowaniem w oddziały opieki długoterminowej. – To nas mocno dotyka i zdajemy sobie sprawę, że przed tym nie uciekniemy. Środki na zmianę struktury będą bardzo potrzebne – mówi Malinowski. Jednak jego środowisko protestowało przeciw reformie Niedzielskiego. – Stawiamy na podejście oddolne, pewne aspekty powinny zostać pozostawione samorządom z uwzględnieniem lokalnych potrzeb zdrowotnych – mówi Malinowski.

Zagrożone miliardy

Sprawie z niepokojem przygląda się Ministerstwo Funduszy i Rozwoju Regionalnego. Jak wynika z naszych informacji, resort jest zaskoczony skalą zmian, które trzeba będzie wprowadzić w KPO. Jak wyliczała w rozmowie z TVN24 minister Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, „jeżeli chodzi o inwestowanie w szpitale poza siecią onkologiczną, to jest już decyzja Ministerstwa Zdrowia, w które inne reformy i obszary zdecydują się pójść”. – Jest rozmowa o Krajowej Sieci Kardiologicznej. Tu tak samo trzeba by zrobić kwalifikację i pod to rozpisywać przetargi – dodawała. O jakie kwoty chodzi? Pieniądze z KPO dla Polski to ok. 270 mld zł, z czego na system ochrony zdrowia przewidziano kilkanaście miliardów. Resort zdrowia do zamknięcia tego wydania DGP nie zdążył odpowiedzieć na nasze pytania w tej sprawie. ©℗

Pieniądze na zdrowie w Krajowym Planie Odbudowy: / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe