Pieniędzy na leczenie w kurortach jest mniej z każdym rokiem. Dlatego sanatoria przerzucają się na pacjentów komercyjnych. Z sukcesem. NFZ przewidział w tym roku 591 mln zł na leczenie uzdrowiskowe. To oznacza, że pieniędzy wystarczy dla 355 tys. kuracjuszy. Dla porównania w 2015 r. budżet na leczenie sanatoryjne wyniósł 609 mln zł, co pozwoliło sfinansować pobyt w uzdrowisku 392 tys. osób.
– Tegoroczne wydatki mogą jeszcze nieco wzrosnąć. Uzdrowiska z Małopolski zawarły kontrakt tylko do czerwca; po jego wydłużeniu na kolejne miesiące zwiększy się pula środków na leczenie. Nie przekroczy jednak poziomu z 2015 r. – uważa prezes Unii Uzdrowisk Polskich Jerzy Szymańczyk. I podlicza, że nakłady na leczenie sanatoryjne to dziś zaledwie 0,96 proc. ogólnych kosztów świadczeń NFZ. Jeszcze w 2009 r. było to 1,37 proc. budżetu.
Na efekty cięć nie trzeba było czekać. Czas oczekiwania na przyjęcie do uzdrowiska sięga już 2,5 roku. Jeszcze trzy, cztery lata temu były to dwa lata. Przełożyło się to na wydłużenie listy chętnych. W 2015 r. na sanatorium oczekiwało 587 tys. osób, czyli o 15 proc. więcej niż w 2012 r. Ale to niejedyny problem. Z każdym rokiem przybywa gmin uzdrowiskowych, a co za tym idzie – obiektów sanatoryjnych. Obecnie status uzdrowiska ma 47 miejscowości, a kolejne 10 stara się go uzyskać. Dla gmin oznacza to więcej turystów, pozwala na pobieranie dodatkowej opłaty lokalnej i rządowych dotacji.
– Dla sanatoriów to z kolei wzrost konkurencji, czyli więcej podmiotów starających się o kontrakty z NFZ – tłumaczy Jerzy Szymańczyk i dodaje, że obecnie jest 290 uzdrowiskowych zakładów leczniczych. Świadomość nie najlepszych perspektyw mają też sanatoria. Dlatego coraz mocniej walczą o pozyskanie klientów komercyjnych. Ten rok zapowiada się dla nich bardzo dobrze. – W pierwszym kwartale odsetek kuracjuszy pełnopłatnych z Polski zwiększył się o 10–15 proc., a z zagranicy o 10–12 proc. – podsumowuje prezes UUP. Dzięki temu ogólna liczba pacjentów może w tym roku przekroczyć 800 tys.
Wzrosty potwierdzają uzdrowiska. Polska Grupa Uzdrowisk, w której skład wchodzą sanatoria z Polanicy, Dusznik, Kudowy, Cieplic, Połczyna i Świeradowa, przyjęła od stycznia do marca o 13 proc. więcej pacjentów komercyjnych. To zasługa wzrostu o 19 proc. liczby kuracjuszy z Polski. Liczba Niemców zmalała o 9 proc. Podobnie sytuacja wygląda w uzdrowiskach kłodzkich, gdzie przybyło 11 proc. pacjentów pełnopłatnych z Polski, a ubyło o 27 proc. niemieckich. Klientów zza Odry ubywa, ponieważ następuje zmiana pokoleniowa.
Ruch w uzdrowiskach zależy nie tylko od NFZ / Dziennik Gazeta Prawna
Większą liczbą klientów komercyjnych chwalą się Duszniki-Zdrój, a uzdrowisko Wieniec-Zdrój notuje nawet trzycyfrowe wzrosty. – To zasługa rozbudowy bazy noclegowej, która zwiększyła się z 300 do 1250 łóżek – słyszymy od przedstawiciela uzdrowiska, które nastawia się przede wszystkim na pozyskiwanie kuracjuszy z innych krajów. W tym celu zorganizowało pokaz swojej placówki dla 26 biur z Izraela. Efekt – od maja do połowy września w uzdrowisku każdego dnia wypoczywać będzie około 200–250 osób z tego kraju. – Teraz taką akcję planujemy wśród biur niemieckich – słyszymy od przedstawiciela Wieńca-Zdroju.
PGU chwali się natomiast pierwszymi gośćmi ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz Chin. W przyciągnięciu cudzoziemców mają pomóc umowy z 16 biurami podróży.
Rywalizacja przekłada się na inwestycje, które polepszają standard uzdrowisk. W latach 2007–2013 wartość projektów w uzdrowiskach wyniosła 4 mld zł, z czego 3 mld pochodziły z Unii Europejskiej. Sanatoria planują dalsze przedsięwzięcia.
– W trakcie realizacji są kolejne trzy projekty, które powiększą bazę o 200 miejsc w Polanicy i Połczynie – komentuje prezes Uzdrowisk Kłodzkich Wojciech Krasoń.