Jak się diagnozować, to w Lubuskiem, bo ma najlepiej wyposażone oddziały. Wielkopolskie jest na szarym końcu. Tak wynika z opublikowanych właśnie map potrzeb zdrowotnych. Przy czym dokumenty te w pierwszej kolejności mają uporządkować inwestycje w ochronie zdrowia. Zażądała ich od nas UE, ale przydadzą się też resortowi zdrowia, NFZ i właścicielom szpitali w planowaniu wydatków.
Mapy potrzeb zdrowotnych – wybrane informacje / Dziennik Gazeta Prawna
Z kolei pacjenci mogą się dowiedzieć z map m.in., które placówki medyczne są najlepiej wyposażone i jak wybrać szpital o najniższej śmiertelności pooperacyjnej.
Reklama
Sterylne Podlaskie

Reklama
Z danych resortu zdrowia wynika, ża najwięcej nowoczesnych urządzeń diagnostycznych w przeliczeniu na liczbę mieszkańców jest w województwie lubuskim. Przoduje m.in. pod względem liczby analizatorów biochemicznych (3,63 na 100 tys. mieszkańców wobec 2,55 średnio w kraju) i aparatów RTG z torem wizyjnym (6,47 wobec 3,7 w kraju). Z kolei województwo wielkopolskie wypada najsłabiej pod względem liczby gammakamer, rezonansów magnetycznych i nowoczesnych rentgenów – osiągając połowę średniej krajowej. Szef jednego ze szpitali klinicznych tłumaczy, że region ten od lat nie ma polityka, który by zawalczył o inwestycje zdrowotne na poziomie centralnym.
Pod względem wykorzystywanych w radioterapii akceleratorów jedynie województwo zachodniopomorskie ma ich tyle, by zaspokoić obecne i przyszłe potrzeby mieszkańców. W skali kraju w ciągu dekady liczba tych urządzeń powinna wzrosnąć ze 134 do 200 i MZ podaje konkretne ośrodki, które powinny się o nie wzbogacić, np. w Wieliszewie, Radomiu, Płocku, Kaliszu, Lesznie i Pile.
Gdy już dochodzi do leczenia, to pod względem zakażeń szpitalnych najbezpieczniej jest w województwie podlaskim (0,58 proc.), a najwięcej hospitalizacji z ich powodu w świętokrzyskim (1,49 proc.). Operacje z kolei najlepiej wykonywać w dużych ośrodkach. Z map wynika jednoznacznie, że placówki, które w 2014 r. wykonały największą liczbę świadczeń, mają też najniższe wskaźniki zgonów pooperacyjnych.
Szpitale zostaną
Jedną z obaw związanych z mapami było to, czy dojdzie do zamykania szpitali. Patrząc na zestawienia resortu dotyczące liczby łóżek, widać, że nawet jeśli udałoby się skrócić czas hospitalizacji – co jest celem ministerstwa – to i tak w dłuższej perspektywie nie będzie ich za dużo. Na kilka lat można byłoby w skali kraju przyciąć po kilkaset łóżek w poszczególnych specjalizacjach. Czy w takiej sytuacji warto zmniejszać finansowanie dla szpitali? Zdaniem ekspertów tak, bo pieniądze ze szpitalnictwa potrzebne są na leczenie pacjentów głównie w specjalistycznych przychodniach.
– W ochronie zdrowia mamy, mówiąc potocznie, za krótką kołdrę. Dlatego warto wykorzystać nawet kilka lat, by móc oszczędności z hospitalizacji przenieść do innych, bardziej deficytowych dziedzin – twierdzi prof. Andrzej Fal z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny.
Podobnie jak większość ekspertów uważa, że niepotrzebne łóżka i oddziały nie powinny być całkiem likwidowane, lecz należy je przekształcać m.in. w opiekę długoterminową. – Na szpitalnym oddziale chorób wewnętrznych, którym kieruję, mam w tej chwili trzech pacjentów, których można byłoby przenieść do tańszej opieki długoterminowej, ale nie mam gdzie – dodaje Fal.
Także ministerstwo cały czas podkreśla, że mapy nie są po to, by likwidować szpitale.
– Prognozujemy zapotrzebowanie na łóżka na poszczególnych oddziałach. Jednocześnie na bazie obecnej realizacji świadczeń pokazujemy, że to samo świadczenie może być realizowane zarówno przez oddział specjalistyczny, jak i też np. ogólny, jak chorób wewnętrznych czy pediatrii – mówi Jakub Adamski, wicedyrektor departamentu analiz i strategii w Ministerstwie Zdrowia.
Dodaje, że jeszcze w tym roku pojawią się kolejne mapy, dla 30 grup chorób, w których analizowane będzie leczenie pacjentów niezależnie od rodzaju oddziału. – Również w tym roku dla 15 grup chorób mapy obejmą podstawową opiekę zdrowotną oraz ambulatoryjną opiekę specjalistyczną, co powinno być uwzględniane w decyzjach dotyczących zmian w szpitalach. Pozostałe grupy będą sukcesywnie opracowywane, do końca 2017 r. – dodaje Adamski.
Wiele do przedyskutowania
Choć mapy zostały już opublikowane, dyskusja wokół nich dopiero się zaczyna. Partnerzy społeczni brali bowiem udział jedynie w krótkich konsultacjach już gotowego dokumentu. Teraz chcą m.in. poznać szczegóły metodologii, z jakiej korzystano przy ich tworzeniu. Dlatego Polskie Towarzystwo Zdrowia Publicznego organizuje 11 maja w NIZP-PZH dyskusję z udziałem resortu zdrowia, szefów szpitali, ekspertów i samorządowców dotyczącą m.in. tego, w jakim stopniu warto korzystać z prognoz obejmujących kilkanaście lat w sytuacji dynamicznie zmieniających się technologii i potrzeb w ochronie zdrowia.