Państwo nie będzie ścigać za dopłaty do lepszych technologii i sprzętu medycznego. I weźmie większą odpowiedzialność za jakość wyrobów medycznych.

Polski system ochrony zdrowia stawiał pod ścianą pacjentów zmuszonych usuwać zaćmę: albo zgadzali się na standardowo oferowaną soczewkę (zwykle jedną z najtańszych i najsłabszych), albo robili zabieg w pełni komercyjnie, kosztem kilku tysięcy złotych. Dopłacić do usługi finansowanej z Narodowego Funduszu Zdrowia, aby otrzymać urządzenia lepiej korygujące wzrok, nie mogli. Resort zdrowia chce z tym skończyć i proponuje, by soczewki potraktować jak leki: państwo zapłaci za nie zawsze, do pewnego limitu. Tańsze niż limit będą gratis, droższe będą dostępne z dopłatą, która obejmie tylko pieniądze przewyższające limit. Sam zabieg pozostanie bezpłatny, koszty w pełni pokryje fundusz.

Projektem ustawy o wyrobach medycznych wprowadzającym nowy mechanizm rozliczeń już jutro zajmie się kolegium Ministerstwa Zdrowia. Podobnie jak przy lekach producenci będą wnioskować o objęcie refundacją ich produktów, a potem resort będzie sprawdzać ich jakość i negocjować cenę. Ustalona zostanie maksymalna cena urzędowa, a następnie limit, do którego NFZ zrefunduje wyrób. – Zakłada się, że co najmniej kilka wyrobów w danej grupie będzie poniżej limitu, więc będą dostępne dla pacjenta bezpłatnie – zapewnia Krzysztof Łanda, wiceminister zdrowia.