Rząd nie chce tracić czasu na pracę nad założeniami ustawy blokującej komercjalizację placówek medycznych. Samorządowcy protestują
Rząd nie chce tracić czasu na pracę nad założeniami ustawy blokującej komercjalizację placówek medycznych. Samorządowcy protestują
Eksperci i samorządowcy myśleli, że sprawa przepisów blokujących komercjalizację placówek przycichła. Ale to cisza przed burzą. Ministerstwo Zdrowia zmieniło plany.
– Choć rozpoczęliśmy konsultacje projektu założeń do projektu ustawy o zmianie ustawy o działalności leczniczej, to został on jednak wycofany z wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów. W jego miejsce do wykazu został wprowadzony projekt ustawy – zdradza nam minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. – Jesteśmy na ostatnim etapie prac. Wkrótce przekażemy go do uzgodnień i konsultacji publicznych – dodaje.
Skąd taka zmiana planów? Nieoficjalnie mówi się o naciskach politycznych. Zatrzymanie prywatyzacji szpitali to przecież jedna z głównych przedwyborczych obietnic PiS.
Kontrrewolucja PiS
Przekształcenia szpitali przyspieszyły za rządów poprzedniej koalicji. Przy czym organy założycielskie otrzymywały kij i marchewkę. Marchewką był program wsparcia w spłacie części długów dla placówek, które samorządy z własnej inicjatywy przekształcały w spółki i równocześnie restrukturyzowały. Kijem zaś była groźba przymusowego przekształcenia zadłużonego podmiotu, jeżeli jego wynik finansowy był ujemny, a organ założycielski nie był w stanie lub nie chciał wyrównać straty z własnego budżetu. Trzecią drogą była likwidacja placówki.
Po zmianie ustawy zapowiadanej przez resort zdrowia likwidacji ani przekształceń nie będzie. Pozostanie tylko spłata ujemnego wyniku. – Spowoduje to, że za nieudolne zarządzanie podmiotem leczniczym przez jego dyrektora, odpowiedzialność poniesie podmiot tworzący – ostrzega Elżbieta Anna Polak, marszałek województwa lubuskiego.
Propozycje ostro krytykują też inni marszałkowie. – Pokrycie ujemnego wyniku przez podmiot tworzący szpital, gdy nie ma możliwości spłaty go z funduszu zakładu i nazwanie takiego rozwiązania przez rząd „jedynym działaniem naprawczym”, nie znajduje podstaw ekonomicznych – wtóruje Wojciech Kozak, wicemarszałek Małopolskiego. Jego zdaniem może to zdemotywować szefów szpitali do przestrzegania dyscypliny finansowej.
– To przeniesienie odpowiedzialność państwa za należyte finansowanie ze środków publicznych świadczeń opieki zdrowotnej na podmioty tworzące – twierdzi Adam Struzik, marszałek Mazowsza.
Co więcej, dla szpitali już działających jako spółki, wprowadzony zostanie zakaz sprzedaży większościowych udziałów w prywatne ręce. A do tych, które w dniu wejścia w życie przepisów należały do publicznego właściciela, dodatkowo zakaz wypłaty dywidendy. – Prawo nie przewiduje kontroli państwa nad procesem zbywania przez jednostki samorządu terytorialnego udziałów i akcji w utworzonych przez te jednostki spółkach – oburza się Struzik. I powołuje się na Konstytucję RP gwarantującą samorządowi terytorialnemu prawo własności i inne prawa majątkowe.
Trzeba się śpieszyć
Zapowiedź wprowadzenia zakazu komercjalizacji placówek medycznych spowodowała, że część samorządów postanowiła przyspieszać zaplanowane przekształcenia lub prywatyzacje. – Marszałkowie m.in. Śląskiego, Pomorskiego i Opolskiego chcą zdążyć z przekształceniami przed wejściem nowej ustawy. Podobnie Katowice, które chcą sprzedać ostatni swój szpital – mówi Marek Wójcik, ekspert Związku Powiatów Polskich.
Z drugiej strony są też jednostki – przede wszystkim zarządzające małymi i średnimi szpitalami – które wstrzymały się z decyzjami. Powód? – W większości starostw są duże obawy, że w najbliższych latach spółki mogą być gorzej traktowane, np. dostaną niższe kontrakty lub wręcz w niektórych zakresach je stracą – przyznaje Wójcik.
O strachu panującym wśród samorządowców mówią także firmy zajmujące się prowadzeniem powiatowych placówek. – Mamy wiele pytań w tej sprawie – mówi nam jeden z przedsiębiorców.
Jest też i inny powód, dla którego niektórzy samorządowcy wolą zaczekać z podjęciem decyzji o ewentualnym przekształceniu lub sprzedaży generujących długi szpitali. Liczą na dosypanie pieniędzy z budżetu państwa, jak miało to wielokrotnie miejsce w przeszłości. – Będziemy mieć po prostu powtórkę z rozrywki. Szpitale wiedząc, że nie będzie ich można zlikwidować ani przekształcić, będą się szybciej zadłużać, a gdy komornicy będą zajmować konta, rząd ruszy z kolejnym oddłużaniem – mówi z rozgoryczeniem szef samorządowej spółki, która wyszła ze spirali zadłużenia. – Tak znów placówki, które nie zaciskały pasa, wyjdą lepiej od tych, które cięły przerośnięte koszty i szukały nowych dochodów – dodaje.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Powiązane
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama