Dr Andrzej Czop: Zasady, nie pieniądze powinny być dla lekarza priorytetem [WYWIAD]

autor: Mira Suchodolska21.02.2016, 16:00; Aktualizacja: 21.02.2016, 17:18
Trzeba doświadczenia, które przychodzi z wiekiem, żeby wiedzieć, kiedy zaczekać. Że jest także coś takiego, jak leczenie zachowawcze. Ale do tego potrzebne jest jeszcze coś więcej: etyka. Mam tutaj na myśli zwłaszcza placówki prywatne. Tam jeszcze dobrze dziecka nie zobaczą, a już jest ustalony termin operacji i podana cena

Trzeba doświadczenia, które przychodzi z wiekiem, żeby wiedzieć, kiedy zaczekać. Że jest także coś takiego, jak leczenie zachowawcze. Ale do tego potrzebne jest jeszcze coś więcej: etyka. Mam tutaj na myśli zwłaszcza placówki prywatne. Tam jeszcze dobrze dziecka nie zobaczą, a już jest ustalony termin operacji i podana cenaźródło: ShutterStock

Robię pokazówki: pytam matki, dlaczego przyjechała pani z drugiego końca Polski? Bo u mnie termin był za trzy lata – odpowiada. A stażyści stoją i słuchają. Nie są jeszcze zepsuci, mam nadzieję, że zapamiętają

W samolocie lecącym do Szwecji pasażer skarży się na ból w klatce piersiowej. Na pokładzie maszyny jest młody kardiolog, który na prośbę stewardes udziela mu pomocy. A potem wysyła Polskim Liniom Lotniczym fakturę na 500 zł za „pilną konsultację medyczną podczas lotu”. Z jakiegoś powodu to oburza ludzi, tygodnik „Polityka” opisał sprawę pod koniec stycznia.

Też mi się nie podoba takie zachowanie. Nie wziąłbym pieniędzy za udzielenie pierwszej pomocy. Rozmawialiśmy na ten temat z synem, on jest spoza branży. I też był oburzony. Argumentował – a jeśli wydarzyłoby się to na ulicy, to lekarz musiałby uklęknąć przy chorym i jeszcze nie daj Boże pobrudziłby spodnie, to do faktury dołączyłby pewnie rachunek za pralnię. Nie, są pewne granice, których nie należy przekraczać. I nie wszystko można wycenić, pieniądze nie są najważniejsze w życiu. Tak uważam. Ale, co ciekawe, młodzi lekarze nie widzą w zachowaniu tego kardiologa niczego niestosownego. Wykonał usługę i wystawił rachunek – proste. Zmieniają się jednak czasy i będzie u nas jak w Stanach. Wie pani, że tam na przyjęciu nikt nie odpowie lekarzowi na pytanie: „Jak się czujesz”, żeby nie dostać następnego dnia rachunku za konsultację właśnie. Brzmi niczym dowcip, ale tak jest. A propos dowcipów, nie wiem, czy pani słyszała tę historię: stewardesa wchodzi do klasy ekonomicznej i pyta: „Czy jest na pokładzie anestezjolog?”. Podnosi się mężczyzna. Więc prowadzi go do klasy biznesowej i wskazuje ręką na siedzącego wygodnie z wyciągniętymi nogami pasażera. Ten patrzy na przybysza, uśmiecha się i mówi: „Jestem chirurgiem, popraw mi światło”. Ha, ha, ha. No, to branżowy dowcip, dla osób z zewnątrz pewnie niezrozumiały. Jak stoimy przy stole, to koledzy anestezjolodzy często nam światła poprawiają, bo my nie możemy dotykać niczego poza polem operacyjnym.

Lekarskie poczucie humoru bywa specyficzne, wiem coś na ten temat. Ale proszę mi nie opowiadać, że pan i pana koledzy nie chcieliście zarabiać i nie przywiązywaliście wagi do pieniędzy.

Na pewno nie tak wielką jak dzisiaj. Wie pani, ile zarabiałem w pierwszej pracy? To było w 1974 r., dostawałem miesięcznie 1750 zł. Litr benzyny kosztował 6,5 zł, a dolar amerykański sto złotych. Moja pensja wynosiła więc 17,5 dolara. Za dyżur dostawałem 200 ówczesnych złotych, czyli dwa dolary. Ale byłem bardzo szczęśliwy, że po studiach udało mi się dostać na staż do takiego wspaniałego miejsca – Wojewódzkiego Zespołu Traumatologii, Ortopedii i Rehabilitacji w Otwocku. Było o to bardzo trudno, wręcz graniczyło z cudem wejście do tej ekipy, bo wymagania były bardzo duże. Szpital był młodziutki, powstał rok wcześniej, dopiero się kształtowała kadra. Co mnie obchodziły wtedy pieniądze. Liczyło się, że tam jestem i mogę się uczyć fachu. Ale prawda jest także taka, że bieda wówczas była powszechna – nie tylko wśród stażystów, ale w ogóle Polaków. Dlatego też nie było w narodzie finansowych aspiracji. Ani takiego zróżnicowania społecznego. Natomiast liczyło się, kto jaki jest, co sobą reprezentuje, co potrafi. A także co czyta, na jakie spektakle chodzi, jakiej muzyki słucha. A nie ile zarabia. Dziś wyznacznikiem pozycji jest kwota na koncie, nie trzeba przeczytać jednej książki, aby być kimś.


Pozostało jeszcze 82% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane